Filip Musiał w artykule pt. „Realizm Kościoła katolickiego w czasach PRL-u” opublikowanym na portalu Ośrodka Myśli Politycznej napisał: „Pozycja Kościoła w państwie sukcesywnie się wzmacniała. Od lipca 1988 r. trwały negocjacje zespołu roboczego ds. okrągłego stołu, w których pośredniczył Episkopat. 31 VIII 1988 r. miało miejsce pierwsze spotkanie gen. Czesława Kiszczaka z Lechem Wałęsą, przy którym, obecny był przedstawiciel Episkopatu bp Jerzy Dąbrowski. Mediację Episkopatu w spotkaniach o charakterze politycznym wyjaśniał on w sposób następujący: Kościół nie ma ambicji politycznych. Chcemy jednak przyczynić się do usunięcia nieufności i ułatwienia dialogu. Mamy tu dobre możliwości: władze nas się nie boją, a społeczeństwo nam ufa, jeśli więc nasz udział jest potrzebny nie możemy uchylać się od takiej misji. Mamy nadzieję, że rezultatem pracy „okrągłego stołu” będzie wcielenie w życie inicjatyw, które polepszą i uzdrowią nasze życie – ekonomiczne, społeczne i polityczne. Faktem podkreślającym pozycję mediacyjną Kościoła wypracowaną w PRL-u było uczestnictwo w obradach okrągłego stołu – jako obserwatorów – księży: bpa Tadeusza Gocłowskiego, Bronisława Dembowskiego i Alojzego Orszulika (Dembowski i Orszulik zostali potem biskupami – dop. S. K.). Obecność przedstawicieli Kościoła budzić mogła podejrzenia o bezpośrednie zaangażowanie się Kościoła w sferę działań politycznych, zatem ewidentne przekroczenie swej naturalnej sfery działania. Należy jednak stwierdzić, iż gdyby nie obecność Kościoła i jego funkcja gwaranta zawartych umów, a wcześniej rola mediatora doprowadzającego do rozpoczęcia obrad, porozumienie w tej formie prawdopodobnie nie byłoby możliwe. 4 VI 1989 r. odbyły się koncesjonowane wybory parlamentarne będące efektem dialogu władzy i opozycji rozpoczętego przy okrągłym stole (…) Cel Kościoła został osiągnięty – przy pomocy dialogu doprowadzono do poszerzenia sfery wolności, uniknięto przemocy i przelewu krwi, przed którym Episkopat ostrzegał i którego się obawiał, zarazem uporządkowano sprawy wewnętrzne Polski bez udziału czynników zewnętrznych o co Kościół również walczył”.

Kościół zatem ewidentnie działał bardzo aktywnie na rzecz tego, by do Okrągłego Stołu doszło i by skończył się on sukcesem. Tak naprawdę jednak były dwa równoległe „okrągłe stoły”. Drugim stała się w pewnym momencie Komisja Wspólna, w której zasiadali przedstawiciele komunistów i Kościoła polskiego. Jej oficjalnym celem, jak pisze Musiał „miało być prawne unormowanie sytuacji Kościoła w państwie”. Komisja ta funkcjonowała (z przerwami) od 1949 r. Do 1987 r. komuniści traktowali ją „jako forum”, na którym „można byłoby na bieżąco obserwować reakcje hierarchii kościelnej na kolejne posunięcia restrykcyjne, a następnie wymusić oczekiwane ustępstwa” (P. Borecki, C. Janik, wyb. i oprac., Komisja Wspólna Przedstawicieli Rządu Rzeczypospolitej Polskiej i Konferencji Episkopatu Polski w archiwaliach z lat 1989-2010, Warszawa 2011, s. 10). Od 1987 r. stopniowo następowało „przewartościowanie w tej polityce”. Komuniści zdecydowali się, jak piszą autorzy cytowanego opracowania, „na kontrolowane zliberalizowanie w stosunkach wyznaniowych”.

W wyniku tego „zliberalizowania”, w wyniku dialogu komuniści-Kościół, który przebiegał do maja 1989 r. powstały projekty trzech ustaw. Ostatni, mianowany przez Jaruzelskiego, „sejm” PRL-u, uchwalił je na kilkanaście dni przed wyborami do sejmu kontraktowego. Były to ustawy: o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w PRL; o gwarancjach wolności sumienia i wyznania; o ubezpieczeniu społecznym duchownych. „Ustawy – jak czytamy w cytowanej już tu publikacji – nadal obowiązują w III RP (trzecią ustawę uchylono ostatecznie w 1998 r.)”. Dodajmy, że to uchylenie nie zmieniło sytuacji duchownych w tej perspektywie. Zmiany były tylko raczej formalne. Dlaczego komuniści, którzy dotąd programowo zwalczali Kościół i starali się mu jak najbardziej zaszkodzić nagle zaczęli taką „liberalizację” i zapewnili Kościołowi tak dobre warunki funkcjonowania w państwie, że nikt przez następne dwadzieścia kilka lat nie próbował nawet ich poprawiać (były próby ich pogorszenia)?

Czy ktoś uwierzy w to, że robili to bezinteresownie, że niczego w zamian nie chcieli? Dlaczego Kościół nie rozmawiał o swojej pozycji w Polsce z przedstawicielami opozycji, którzy poruszyliby te problemy w trakcie rozmów przy Okrągłym Stole? Dlaczego Kościół po prostu nie poczekał do powstania sejmu i rządu wolnej Polski, by im przedstawić swoją wizję stosunków państwo-Kościół? I tu dochodzimy do ciekawego wniosku, który nieodparcie się nasuwa: hierarchia polskiego Kościoła musiała uważać, że najlepsze warunki i gwarancje dadzą jej komuniści. Jednocześnie musiała sobie zdawać sprawę z tego, że oferta komunistów to nie będą gruszki na wierzbie tylko w takim wypadku, gdy Okrągły Stół nie zakończy się zerwaniem rozmów pomiędzy komunistami i opozycją, a w podpisanych umowach znajdą się rozstrzygnięcia gwarantujące dalsze, trwałe funkcjonowanie komunistycznego prawa i struktur PRL-u.

W innym wypadku przecież ustawa uchwalona przez „sejm” komunistyczny nie miałaby mocy prawnej w wolnej Polsce. Hierarchia polskiego Kościoła wspierała zatem „rękami i nogami” Okrągły Stół. Biskupi trochę się obawiali ówczesnych i późniejszych reakcji na to społeczeństwa. Wsparcie polskiego Kościoła dla Okrągłego Stołu zostało zatem nieco zakamuflowane i obwarowane formalnymi zastrzeżeniami, które mogłyby potem służyć jako narzędzia obrony przed różnymi ewentualnymi oskarżeniami.


Hierarchia polskiego Kościoła zakładała zatem z góry pod koniec lat osiemdziesiątych XX w., że nie powstanie niepodległe państwo polskie, które odcięłoby się zdecydowanie od komunistycznego reżimu. Ewidentnie w interesie Kościoła była zatem sytuacja kontynuacji PRL-u  ze wszystkimi tego dla Polski i  Polaków konsekwencjami, w tym, najbardziej tu nas interesującymi, konsekwencjami w perspektywie wolności. Hierarchia polskiego Kościoła musiała też zdawać sobie sprawę z tego w jakim kierunku będzie zmierzać państwo polskie zdeterminowane w swym funkcjonowaniu przez ustalenia Okrągłego Stołu.

Kierunek ten został precyzyjnie nakreślony przez plan, który w świadomości polskiej funkcjonował jako plan Balcerowicza. W istocie ten plan to był tylko fragment, mającego prowadzić do nowej kolonizacji Polski, programu Jeffreya Sachsa i Dawida Liptona. Ten program został przedstawiony latem 1989 r. Na plan Balcerowicza składało się 10 ustaw uchwalonych przez sejm kontraktowy 27 i 28 grudnia 1989 r. i podpisanych przez prezydenta Jaruzelskiego 31 grudnia 1989 roku. Przyszłość Polski ustalili zatem komuniści, przy zgodzie opozycji i akceptacji (choć milczącej) Kościoła.