Dawid podjął się tego wyzwania, bo jak sam mówił, nie mógł patrzeć na „hańbę Izraela”, tolerować, że ktoś mu urąga. Próbował wziąć miecz, ale nie miał wprawy w jego użycia, więc wziął tylko kij i kilka kamieni ze strumienia, które włożył do swojej pasterskiej torby. Goliat widząc go, mówił z drwiną: „Czyż jestem psem, że przychodzisz do mnie z kijem?” oraz „Zbliż się tylko do mnie, a ciało twoje oddam ptakom powietrznym i dzikim zwierzętom”. Dawid odpowiedział mu zdecydowanie: „Ty idziesz na mnie z mieczem, dzidą i zakrzywionym nożem, ja zaś idę na ciebie w imię Pana Zastępów, Boga wojsk izraelskich, którym urągałeś. Dziś właśnie odda cię Pan w moją rękę, pokonam cię i utnę ci głowę. Dziś oddam trupy wojsk filistyńskich na żer ptactwu powietrznemu i dzikim zwierzętom: niech się przekona cały świat, że Bóg jest w Izraelu. Niech wiedzą wszyscy zebrani, że nie mieczem ani dzidą Pan ocala. Ponieważ jest to wojna Pana, On więc odda was w nasze ręce” (1 Sm 17,45-47).

 

Tak też się stało. Dawid wygrał pojedynek dzięki swojej przemyślności i łasce Bożej, trafiając kamieniem z procy w czoło Goliata. Filistyni widząc to zaczęli uciekać, a Żydzi gonili ich, dziesiątkując ich szeregi. Nie jest łatwo podjąć walkę z silniejszym wrogiem. Dawid zdecydował się na to, bo jak mówił, już wcześniej zwyciężył lwy i niedźwiedzie. Jak wierzył, udawało mu się to z pomocą Boga, który był z nim. Był przekonany, że trwa „wojna Pana”, a on, choć jest zwykłym pasterzem, nieobytym w walce i młodym chłopakiem, z pomocą Jego łaski może odnieść zwycięstwo nad potężniejszymi wrogami.

W ten sposób Dawid zadecydował o losach wojny i pokonał wojsko filistyńskie. Osiągnął to posiadając nadprzyrodzoną nadzieję, że nie tylko może, ale na pewno zwycięży, skoro działa w imię Boże po to, by zdjąć „hańbę Izraela”, przeciwstawiając się tym, którzy mu urągają. Dzisiaj także jest wielu takich, którzy urągają temu co polskie i katolickie, Bogu i Ojczyźnie, a mało jest takich, którzy mają odwagę się im należycie przeciwstawić. Nieważne jest przy tym, jakimi siłami dysponują nasi wrogowie, ilu ludzi mają, ile mediów, jakie poparcie. Gdyby Dawid kalkulował, nie zbliżałby się w ogóle do pola walki. On nie pozwala sobie jednak na jakiekolwiek wyliczenia, nie szuka usprawiedliwień, nie zapewnia sobie środków ostrożności.

Dawid nie ogranicza się do potępiania Filistynów, ale rusza do walki. Bierze na siebie straszną odpowiedzialność. Gdyby przegrał, cały jego naród znalazłby się w niewoli. Od niego zależą losy tysięcy ludzi, a on nawet nie umie posługiwać się mieczem. Mimo to nie traci pewności siebie i w obliczu Goliata wyznaje, że niedługo wojsko filistyńskie zostanie rozbite.

Jego zachowanie pozornie jest szalone, pozbawione jakichkolwiek podstaw, skazane na porażkę. Gdyby choć przez chwilę się zawahał, odniósłby klęskę. Nie zrobił tego jednak. Dzięki nie tylko zwyciężył, ale porwał za sobą tłumy, do tej pory bojaźliwe i unikające konfrontacji. Z tchórzy uczynił wojowników.

Odwaga zaraża bowiem, przekracza granice, niszczy mury i prowadzi od zwycięstwa do zwycięstwa. Trzeba tylko pokonać strach, odpowiedzieć na urąganie współczesnych Goliatów i podjąć wyzwanie. Będą drwić, rzucać przekleństwa, atakować, ale nawet drobny kamień ze strumienia wystarczy przeciwko nim, jeśli tylko będziemy pewni, że zwycięstwo jest w zasięgu ręki.