Przedziwne, ale największe wrażenie wywarł na mnie jeden z najmniej ważnych fragmentów książki. Gdy Kuncewiczowa była małą dziewczynką jej rodzina zamieszkała na kilka lat w Płocku. Tym co zauroczyło tam małą Marysię był widok z okienka toalety. Wciąż więc ją nawiedzała i całymi godzinami stała na sedesie patrząc na Ogród Kolarzy, w którym „działy się rzeczy godne uwielbienia”. Co takiego widziała mała dziewczynka? Czytamy: „Orkiestra kolejarzy ćwiczyła na złotych trąbach marsze potrzebne w czasie loterii fantowych, panie w sukniach z trenem i panowie w pasiastych kurtkach podskakiwali z piłkami na placu tenisowym (...) pensjonarki, niewiele starsze ode mnie, spacerowały ze sztubakami, których guziki błyszczały, a spodnie dawały dwa razy większe kroki niż czarne pończoszki obok. (...) W święta odbywały się w Ogrodzie festyny, powietrze nad nim ciemniało od confetti i serpentyn – metalowe, dźwięczne, to znowu zbite w kłąb hałasu. Później w kioskach i alejach zapalano lampiony, a na niebo zaczynały wybiegać race i rozsypywać się gwiazdami”.

Obraz wywołany przez ten opis w mojej wyobraźni stanął mi przed oczami jak żywy na zasadzie pewnego kontrastu, gdy w ramach wakacyjnych wędrówek dotarłem z rodziną do Szczawnicy – „europejskiego” kurortu. Obraz płockiego parku z początku XX w. wyznaczały mi jakoś te treny sukien, pasiaste kurtki, błyszczące guziki, czarne pończoszki. Widziałem tam eleganckich ludzi w oprawie letniej zieleni. W Szczawnicy w takiej samej, a może bardziej urokliwej, oprawie zobaczyłem tłum w dresach, krótkich szmacianych wyglądających jak wyciągnięte psu z gardła spodenkach, gimnastycznych podkoszulkach. Ludzie wyglądali jakby ktoś ich umundurował, jakby kupowali ubiory w jednym sklepie, albo, lepiej, na tej samej tandecie. Takie same znamiona tandety miały sklepiki, barki, kioski z, pożal się Boże, pamiątkami. Zachowanie większości nie można by nazwać eleganckim. Jednym słowem – koszmar.

Czy na tym polega demokracja – na równaniu w dół do tego poziomu, który kiedyś określało się gminem? A może to po prostu jest ten „wspaniały” XXI wiek, ta „wspaniała” nowa „Europa”?

Boże! Gdzież się podziała ta kultura życia codziennego, estetyka właściwa dla Europy, elegancja?