Proces rozpoczął się w marcu 2016 r. z oskarżenia prywatnego na wniosek bliskich kilkunastu ofiar katastrofy, m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna.

Jak powiedział sędzia Gąsior w uzasadnieniu na temat kary dla Arabskiego: "Dopuścił do realizacji zapotrzebowania kancelarii prezydenta RP na wykorzystanie specjalnego transportu lotniczego Tu-154M na trasie Warszawa-Smoleńsk-Warszawa, wiedząc, że w Smoleńsku nie ma lotniska, na którym dopuszczalne byłoby wykonanie operacji lądowania statku powietrznego o statusie HEAD. Czym spowodował rzeczywiste niebezpieczeństwo powstania szkody dla interesu publicznego i interesu prywatnego poprzez stworzenie zagrożenia dla bezpiecznego wykorzystania wojskowego transportu lotniczego przez prezydenta RP i osoby korzystające z tego transportu".

Mecenas Hambura, które reprezentował część oskarżycieli, domagał się kary bezwzględnego więzienia dla wszystkich urzędników. Można powiedzieć jednak, że najważniejsze jest, iż sąd uznał winnym szefa kancelarii premiera Donalda Tuska zarzucanych mu czynów. Rzuca to nowe światło na katastrofę smoleńską o tyle, że pozwala drążyć odpowiedzialność urzędników i polityków za tę tragedię.