Arystoteles tak o tym pisał w swojej Etyce Nikomachejskiej: „Łagodność jest umiarem w odniesieniu do gniewu (…) Otóż chwali się tego, kto się gniewa z właściwych powodów i na właściwe osoby, a także wtedy kiedy i tam gdzie trzeba, i dopóty dopóki trzeba; takiego więc nazwać wypadnie człowiekiem łagodnym, skoro przecież chwali się właśnie łagodność. Człowiek bowiem łagodny chce zachować równowagę i nie unosić się namiętnością, lecz żywić w sercu gniew w sposób zgodny z nakazami rozumu i dlatego dlaczego, i dopóty dopóki rozum karze”[1].

                Aby zrozumieć to stanowisko i właściwą ocenę gniewu z punktu widzenia etyki Arystotelesa, którą następnie przyjęli i rozwinęli myśliciele katoliccy, trzeba najpierw pojąć kim jest człowiek i jak działa. Jest on przede wszystkim istotą rozumną (animal rationale), która jako taka jest wolna i powinna działać pod wpływem namysłu, wybierając to, co rozum poznał jako dobro, a więc coś co służy jej i otaczającym ją osobom. Uczucia w tej perspektywie są czymś, co nie powinno wyznaczać naszych działań, co rodzi się często niezależnie od intelektu i woli, a nawet wbrew im. Jako, że rodzą się one w naszej cielesności, pod wpływem bodźców zewnętrznych, nieraz bez naszej zgody, albo przy naszym sprzeciwie, same w sobie nie podlegają ocenie moralnej.

                Jeśli nawet budzą się w nas emocje, które identyfikujemy jako złe, a więc złośliwość, pogarda, nienawiść to jeśli nie dajemy im swojego przyzwolenia, nie skupiamy się na nich i nie działamy pod ich wpływem, pozostają moralnie obojętne. Z chwilą jednak, kiedy dopuszczamy do siebie np. nienawiść, pielęgnujemy ją, okazujemy i staje u podstaw naszych czynów, popełniamy czyn moralnie naganny.

                Zadaniem naszego rozumu jest wprowadzać do naszych uczuć ład. Wola, oświecona przez intelekt, powinna wiedzieć, jakie uczucia są właściwe w danej chwili, wobec określonej osoby czy sprawy, na ile może pozwolić im się uzewnętrznić itd.

                Święty Tomasz z Akwinu omawiając gniew (łac. ira), tak go charakteryzuje: „Gniew jest jedynym uczuciem, któremu żadne inne uczucie nie przeciwstawia się ani ze względu na przeciwstawieństwo między zbliżaniem się i oddalaniem, ani między dobrem a złem. Przyczyną bowiem gniewu jest obecność zła trudnego do przezwyciężenia, powodująca, że popęd albo ulega mu, i wtedy przechodzi w smutek, będący czynnością popędu zasadniczego, albo uderza w to szkodliwe zło, i to właśnie stanowi istotę gniewu. Ucieczka jest tu niemożliwa, gdyż zło już się dokonuje obecnie, względnie zostało dokonane w przeszłości. Dlatego odruchowi gniewu nie przeciwstawia się żadne inne uczucie ze względu na przeciwstawność między zbliżaniem się i oddalaniem. Podobnie nie zachodzi tu przeciwieństwo między dobrem a złem, gdyż złu obecnemu przeciwstawne jest tylko dobro osiągnięte a to już nie może być trudem czy mozołem. Po zdobyciu dobra jedynym odruchem jest zaspokojenie popędu tym osiągniętym dobrem, a to jest cechą radości, będącej przejawem popędu zasadniczego. Dlatego wzruszeniu gniewu nie przeciwstawia się żaden inny odruch uczucia prócz samego ustania tegoż wzruszenia”[2].

                Akwinata wyliczał 11 podstawowych uczuć, które przydzielił do dwóch grup: władzy pożądliwej (czy też „popędu zasadniczego” w tłumaczeniu powyższym) i władzy gniewliwej. Do pierwszej należy miłość, nienawiść, pożądliwość, wstręt, przyjemność oraz uczucie bólu. Do drugiej natomiast zalicza się nadzieja, rozpacz, bojaźń, odwaga, gniew.

                Władza pożądliwa oznacza wszystkie te uczucia, których przedmiotem jest dobro. Władza gniewliwa z kolei są to te uczucia, które mają za swój przedmiot dobro, ale jako trudne do osiągnięcia.

                Prawie wszystkie podstawowe uczucia można podzielić na pary przeciwieństw: miłość i nienawiść, pożądliwość i wstręt, przyjemność oraz uczucie bólu, nadzieja i rozpacz, bojaźń i odwaga.

                Dla przykładu miłość jest upodobaniem będącym efektem zidentyfikowania czegoś jako dobro, kiedy nienawiść jest niechęcią do czegoś, co rozpoznało się jako zło. Pożądliwość jako dążenie do dobra jest rezultatem miłości (mówimy tu wciąż o zmysłowych uczuciach reagujących na zmysłowe dobro. Termin „pożądliwość” użyty w tym znaczeniu jest sam w sobie obojętny moralnie), a wstręt jest skutkiem nienawiści i unikaniem zła itd. itp.

                W przywołanym cytacie św. Tomasz podkreśla, że gniew jest jedynym uczuciem bez swojego odpowiednika po stronie przeciwnej. Dzieje się tak, bo gniew rodzi się w sytuacji, w której zło zagraża bliskiemu nam dobru. Powstaje abyśmy mogli ocalić dobro. Mobilizuje nas do kontrataku, do obrony. Jest siłą aktywizującą, która sprawia, że wola czuje się zmuszona do działania.

Doktor Anielski tłumaczy, że gniew dotyczy konkretnego zła, które w danym momencie jest zagrożeniem dla dobra. Zło przeszłe jako przeszłe w sensie ścisłym nie wywołuje w nas gniewu, a najwyżej smutek, bo nic nie możemy na nie poradzić (chyba, że ma skutki w teraźniejszości, które możemy zwalczać). Zło przyszłe natomiast może wywoływać w nas strach (kiedy wydaje się zbyt wielkie do pokonania), bądź odwagę (kiedy liczymy, że damy mu radę). Gniew i odwaga są z sobą związane, bo człowiek odważny w momencie spotkania zła odczuwa gniew, który skłania go do działania.

                Władza gniewliwa bierze swą nazwę od gniewu, bo uczucia, które się na nią składają, ujmują dobro właśnie w perspektywie trudności. Chociaż wydawałoby się, że przedmiotem gniewu jest zło a nie dobro, to przecież jego ostatecznym celem jest ochrona dobra. Rodzi się po to, by je ocalić.

Św. Tomasz podkreślił, że „wzruszeniu gniewu nie przeciwstawia się żaden inny odruch uczucia prócz samego ustania tegoż wzruszenia”. Bezpośrednim owocem gniewu nie jest więc radość (które jest skutkiem zaspokojenia pożądania) ani smutek (który jest skutkiem złączenia się ze złem). W tym też sensie gniew z zasady nie zmierza do żadnej przyjemności, ale jest reakcją, moglibyśmy dodać – bezinteresowną, na zło.

 

[1] Arystoteles, Etyka Nikomachejska, tł. D. Gromska, L. Regner, W. Wróblewski, Warszawa 2002, 160.

[2] Św. Tomasz z Akwinu, Suma teologiczna, t. 10, tł. J. Bardan, Londyn b. r. w., 17.