Były żydowski mason w ramach walki z Kościołem katolickim, który negatywnie naznacza zwolenników LGBT określając ich przekonania mianem ideologii, by przeciwdziałać presji, wywieranej na społeczeństwo przez katolików, pokusił się o sformułowanie postulatów tęczowej ideologii.

Zdaniem byłego żydowskiego masona, jeśli Kościół „tak bardzo chcą nas etykietować, to może sami sobie tę etykietę wypełnimy treścią”, bo takie zachowanie jest „bowiem przejawem wolności w budowaniu własnej tożsamości” (choć obrońcy gejów są różnej tożsamości).

Moim zdaniem co do zasady wypełnia swoją treścią etykietek, jakie narzuca przeciwnik, Hartman ma racje. Konserwatyści powinniśmy napełniać konserwatywną treścią etykietki, jakie narzuca konserwatystom lewica. Jak lewica nazywa konserwatystów homofobami, to konserwatyści powinni twierdzić, że homofobia to naturalny odruch wobec zachowań szkodliwych dla zdrowia, że homofobami są ci, którzy nie podzielają bredni homo rewolucjonistów, i, że nie wolno się wstydzić tego, że jest się homofobem. Podobnie konserwatyści powinni przyjąć nową narzuconą przez Żydów definicje antysemityzmu, według której antysemityzm to wszelkie poglądy, które się Żydom nie podobają, i twierdzić, że taki antysemityzm nie jest niczym złym, a tylko wyrazem zdrowego rozsądku i sprzeciwu wobec uprzywilejowania Żydów, dyskryminacji gojów i antypolskiej żydowskiej kampanii nienawiści. Lewica jednoznacznie stwierdza, że język i kultura jest dla niej polem walki, i by nie przegrać, konserwatyści tę walkę z lewicą muszą podjąć, bo kto nie walczy, skazuje się na klęskę.

W swym artykule czołowy polski ateista proponuje, by słowo ideologia przestać traktować jako określenie negatywne i powrócić do XIX wiecznego definiowania ideologii jako „pewnego systemu wartości i przekonań”.

W swoim manifeście czołowy polski ateista stwierdził, że definiowana przez niego ideologia gender LGBT wykazuje „dużą wrażliwością na wszelkie przejawy dyskryminowania kogokolwiek z powodu jego/jej orientacji seksualnej bądź sposobu, w jaki odczuwa i manifestuje swoją płeć i swoją seksualność”, oraz ideologia LGBT sprzeciwia się różnym formom „niesprawiedliwych nierówności oraz uprzedzeń w życiu społecznym i publicznym, a zwłaszcza” dyskryminacji kobiet. Zwolennikom ideologii gender bliskie są „postulaty ruchów feministycznych, domagających się równych praw dla mężczyzn i kobiet w różnych obszarach życia”.

W mojej opinii homofobia, czyli wynikająca z natury odraza do (stanowiących zagrożenie epidemiologiczne i sprzecznych z interesem gatunkowym) zachowań homoseksualnych, jest immanentną częścią zdrowej „orientacji seksualnej bądź sposobu, w jaki odczuwa [się] i manifestuje swoją płeć i swoją seksualność” i dlatego nie można homofobów dyskryminować, marginalizować, karać, tylko trzeba ich tolerować, akceptować, i otaczać sympatia. Słuszny jest też sprzeciw Hartmana wobec „nierówności oraz uprzedzeń w życiu społecznym i publicznym”, których ofiarą w polskiej polityce stają się osoby wyznające homofobie, antysemityzm, nacjonalizm, czy przedstawiciele partii nieprzekraczających progów wyborczych – prawdziwa tolerancja to tolerancja dla wszystkich, a nie dla wybranych, tolerancja nie tylko dla tych, których lewica lubi, ale również dla tych, którzy są przez lewice znienawidzeni.

Według czołowego polskiego ateisty ideologia gender LGBT to wyraz wrażliwości „na potrzeby mniejszości społecznych i kulturowych. Niektóre spośród nich wymagają specjalnej uwagi i pomocy, ze względu na doświadczaną przez nie dyskryminację bądź ze względu na ich specjalne potrzeby lub ograniczenia. Sprzeciwiamy się twierdzeniom, jakoby obecność w społeczeństwie mniejszości obyczajowych i kulturowych, w tym mniejszości seksualnych, stanowiła krzywdę i opresję dla większości, z uwagi na „zły wpływ”, jaki mniejszości mogą mieć na niektórych członków większości (np. na dzieci)”.

Komentując opinie Hartmana trudno mi się nie zgodzić, że mniejszości obyczajowe i kulturowe (antysemitów, homofobów, nacjonalistów) „wymagają specjalnej uwagi i pomocy, ze względu na doświadczaną przez nie dyskryminację bądź ze względu na ich specjalne potrzeby lub ograniczenia”. Zdecydowanie za Hartmanem należy odrzucić lewicowe twierdzenia, „jakoby obecność w społeczeństwie mniejszości obyczajowych i kulturowych, w tym mniejszości” antysemitów, homofobów, nacjonalistów, „stanowiła krzywdę i opresję dla większości, z uwagi na »zły wpływ«, jaki mniejszości mogą mieć na niektórych członków większości (np. na dzieci)”.

Były żydowski mason, uważa, że nietolerancja jest zapowiedzią „represji, izolacji społecznej, wykluczenia i przemocy” i dlatego należy je zwalczać. Uważam, że niewątpliwie nietolerancja dla homofobów, antysemitów czy nacjonalistów jest zapowiedzią „represji, izolacji społecznej, wykluczenia i przemocy” i dlatego należy je zwalczać.

Zdaniem Jana Hartmana „nie istnieje jeden uniwersalny model bycia mężczyzną ani bycia kobietą. Występują tu różnice historyczne i kulturowe, a także różnice w obrębie tego samego społeczeństwa”. Każdy inaczej manifestuje swoją tożsamość płciową, różnie odgrywa swoje role społeczne. Były żydowski mason uważa, że „nie należy domagać się od nikogo, aby podporządkował się jednemu modelowi życia i obyczaju – życie jest różnorodne i bogate, a w społeczeństwie wolnych ludzi jest miejsce dla wielu światopoglądów i stylów życia, łącznie z tymi konserwatywnymi”.

Idąc za tokiem myśli czołowego ateisty w naszym kraju, muszę stwierdzić, że jego wnioski dotyczą też tego, że „nie należy domagać się od” homofobów, antysemitów i nacjonalistów, aby podporządkowali „się jednemu modelowi życia i obyczaju”.

Jak to bywa na lewicy, w narracji Jana Hartmana pojawia się typowa lewicowa niekonsekwencja, chociaż czołowy ateista w naszym kraju ma „szacunek dla tej różnorodności i dla osobistego prawa każdego człowieka do przeżywania w odpowiadający mu/jej sposób własnej płciowości, a także seksualności” to z racji na to, że „niektóre role płciowe i seksualne związane są z opresją i podporządkowaniem kobiet władzy mężczyzn”, opowiada „się za zmianą panujących obyczajów społecznych, zwłaszcza zaś wtedy, gdy sankcjonują one przemoc”.

Taka postawa ideologa lewicy jest dla lewicy klasyczna. Lewica jest tolerancyjna tylko dla lewicowych poglądów. Podobnie naziści byli niezwykle tolerancyjni dla nazistów. Jest to bardzo wygodna postawa, tolerowanie poglądów przeciwników jest bardzo uciążliwe i nie daje satysfakcji, którą zapewnia tylko tolerowanie własnych poglądów. Jeżeli wiec lewica narzuca takie reguły gry, w których tolerowane mają być tylko te poglądy, które się jej podobają, to konserwatyści też mogą przyjąć te lewicowe reguły gry, i jak lewica tolerować tylko te poglądy, które są im bliskie.

Według Jana Hartmana „każdemu wolno żyć tak, jak chce, jeśli tylko nikogo nie krzywdzi, np. poprzez ograniczanie czyichś praw lub stosowanie innych form opresji, takich jak obrażanie i wyszydzanie (mowa nienawiści), okazywanie pogardy, wykluczanie, dyskryminowanie w rozmaitych sytuacjach społecznych i zawodowych”, co zdaniem Jana Hartmana oznacza, że nie wolno tolerować rasizmu i homofobii.

Moim zdaniem idea czołowego ateisty z naszego kraju, że „każdemu wolno żyć tak, jak chce, jeśli tylko nikogo nie krzywdzi” powinna też obowiązywać też wobec antysemitów, homofobów i nacjonalistów, którzy mają pełne prawo, żyć tak jak chcą, o ile nikogo nie krzywdzą. Zasada zakazu krzywdzenia powinna też obowiązywać wobec antysemitów, homofobów czy nacjonalistów, których praw lewica nie może ograniczać, wobec których lewica nie może stosować „innych form opresji, takich jak obrażanie i wyszydzanie (mowa nienawiści), okazywanie pogardy, wykluczanie, dyskryminowanie w rozmaitych sytuacjach społecznych i zawodowych”.

W swoim manifeście Jan Hartman domaga się by „osoby homoseksualne bądź w dowolny inny, wykluczający przemoc sposób doświadczające własnej seksualności miały te same prawa i możliwości życiowe co heteroseksualna (heteronormatywna) większość, […] mogły korzystać z tych samych bądź analogicznych praw co osoby heteroseksualne, także w zakresie życia rodzinnego” - małżeństw i adopcji dzieci. Zdaniem Jana Hartmana homo związki zapewniają dzieciom tak samo dobre warunki do socjalizacji, jak rodziny heteroseksualne.

Zdaniem byłego żydowskiego masona niedopuszczalne jest twierdzenie, że wychowywanie dzieci przez związek homoseksualny może ukierunkować je do homoseksualizmu. Warto zadać pytanie, czemu niedopuszczalne jest takie twierdze, gdy statystyki mogą to potwierdzać? Jan Hartman twierdzi, że „nawet gdyby tak miało być [...], to nie można tego uważać za krzywdę dla dziecka – homoseksualność nie jest bowiem wadą ani chorobą, lecz jedną z form przeżywania seksualności, której dyskryminowanie jest niedopuszczalne etycznie ani prawnie”.

Jan Hartman w swoim manifeście stanowczo odrzuca „jako nieetyczne dywagacje na temat statystycznej zależności między orientacją seksualną a przestępczością seksualną. Nawet gdyby było prawdą, że wśród osób homoseksualnych jest więcej pedofilów niż wśród osób heteroseksualnych, to nie może to być podstawą żadnych represji ani nierównego traktowania”.

Dla byłego żydowskiego masona osoby mające zmienną identyfikację płciową „mają pełne prawo przeżywać, kształtować i manifestować swoją tożsamość, która powinna spotykać się z publiczną, a nawet prawną akceptacją”.

Według czołowego ateisty w naszym kraju „każdy, kto korzysta ze swej wolności samookreślenia w sposób nieczyniący krzywdy innym ludziom, ma do tego pełne prawo i nie powinien być w żaden sposób z tego powodu represjonowany. Co więcej, uważamy, że jeśli osoby należące do pewnej mniejszości w zakresie doświadczenia i kulturowego manifestowania płci i seksualności mają specjalne potrzeby, których spełnienie wymaga zmian w prawie”.

Opinie Jana Hartmana powinny niewątpliwie dotyczyć też antysemitów, homofobów i nacjonalistów, którzy mają pełen prawo korzystania „ze swej wolności samookreślenia w sposób nieczyniący krzywdy innym ludziom”. Podobnie i w wypadku osób należących do mniejszości antysemitów, homofobów i nacjonalistów powinny nastąpić zmiany w prawie gwarantujące im realizacje ich potrzeb.

W swym manifeście Jan Hartman opowiedział się też za tym, by państwo zapewniło „warunki prawne i organizacyjne ułatwiające dokonywanie pożądanych przez” osoby nieakceptujące swojej płci zmiany „w sferze symbolicznej, takiej jak imię, ubiór czy uczesanie, lecz ponadto w większym lub mniejszym stopniu odmienić swoje ciało”. Idąc tokiem rozumowania byłego polskiego masona, państwo powinno zapewnić takie same możliwości wszystkim brzydalom, którzy chcą być atrakcyjni, starym, którzy chcą być młodzi, biednym, którzy chcą być bogaci, niskim, którzy chcą być wysocy.

Były żydowski mason w swoim manifeście głosi, że „że każdy człowiek […] ma pełne prawo realizować swoją potrzebą samoidentyfikacji w różnych zakresach aktywności i doświadczenia, której to potrzeby integralnym składnikiem jest pragnienie wyrażania siebie, tj. wyrażania swojej tożsamości i przekonań”.

Niewątpliwie każdy antysemita, homofob, czy nacjonalista, „ma pełne prawo realizować swoją potrzebą samoidentyfikacji w różnych zakresach aktywności i doświadczenia, której to potrzeby integralnym składnikiem jest pragnienie wyrażania siebie, tj. wyrażania swojej tożsamości i przekonań”.

Jan Hartman uważa, że domaganie się od z zaburzoną tożsamością płciową by ukrywały swoje preferencje „za formę opresji i dyskryminacji”, bo „potrzeba ekspresji i manifestowania tego, kim i jakim/jaką się jest, musi być uszanowana”.

Niewątpliwie domaganie się od nacjonalistów, antysemitów i homofobów, by ukrywały swoje preferencje, jest formą „opresji i dyskryminacji”, a „potrzeba ekspresji i manifestowania tego, kim i jakim/jaką się jest” homofobów, antysemitów i nacjonalistów „musi być uszanowana”.

Według Jana Hartmana wszyscy muszą mieć prawo manifestowania swojej miłości. Były żydowski mason w swoim manifeście domaga się, „aby szkolnictwo publiczne wzięło na siebie zadanie kształtowania postaw tolerancji i szacunku dla różnorodności i odmienności w różnych obszarach kultury i obyczajów”.

Niewątpliwie szkolnictwo publiczne powinno w ramach „kształtowania postaw tolerancji i szacunku” kształtować postawy „tolerancji i szacunku” wobec antysemitów, homofobów i nacjonalistów.

Były żydowski mason głosi w swoim manifeście, że „konieczne jest […] również upowszechnianie wiedzy o różnorodności postaw i preferencji w zakresie życia płciowego i tożsamości płciowej, gdyż tylko wiedza pozwala skutecznie zabezpieczyć młodzież przed podatnością na kłamliwą, w tym homofobiczną propagandę”. Czołowy polski ateista uważa, że dostęp do ''edukacji'' seksualnej „za prawo przysługujące starszym dzieciom i młodzieży”.

Postulat Jana Hartmana o upowszechnianiu wiedzy, które ma przeciwdziałać homofobicznej propagandzie, jest wewnętrznie sprzeczny, bo albo będzie się upowszechniać wiedzę o szkodliwości homoseksualizmu dla zdrowia i o zagrożeniu epidemiologicznym, jakie niesie ze sobą homoseksualizm, albo będzie się dzieciom wciskać homo rewolucyjne kłamstwa kreujące pozytywny, ale nieprawdziwy wizerunek homoseksualistów.

Czołowy ateista w naszym kraju w swoim manifeście uznał „za istotne, aby prowadzone były i wspierane ze środków publicznych badania naukowe (socjologiczne, psychologiczne, historyczne) na temat różnych – historycznie kulturowo zmiennych – form przejawiania się ludzkiej płciowości i seksualności, nie wyłączając badań nad zjawiskami antagonizmu płci oraz dyskryminacji ze względu na płeć. Za bardzo istotne uważamy również badania nad niedocenianym wcześniej udziałem kobiet w różnych obszarach twórczości kulturowej oraz genderową specyfiką tej twórczości. Zarówno szeroko rozumiane gender studies, jak i studia feministyczne stanowią niezwykle cenny składnik współczesnej humanistyki i nauk społecznych”.

Komentując ostatni akapit manifestu gender LGBT należy zwrócić uwagę na to, jak ważne dla lewicy jest pasożytowanie na pieniądzach podatników i konsumentach, pieniądzach, które powinny zostawać w kieszeni podatników i konsumentów by mogli oni sami decydować, na co mają być wydane.

 

Jan Bodakowski