Będzie tydzień, jak wyczytał i usłyszał., że na naszą wioskę ma spaść zaraza. Ta sama co 10 – 12 lat temu. Wtedy też zaczęło się od obiecywanek. Taki jeden rudy gadał w kółko, że pokaże nam cud, że będziemy żyć w dobrobycie, że reformy nam zrobią. Każdy się cieszył i na ten cud czekał, tylko Jaśkowa babka pukała się w czoło i powtarzała, żeby rudemu nie wierzyć, bo fałszywy. I cud zrobili! Wpierw z biblioteką. Chodziło tam pół wioski, głównie dzieciaki szkolne i baby, by czytać te swoje romansidła. Nie powiem, wieś się uświadamiała, przez co baby stały się bardziej pyskate. A potem panowie ze stolicy w tydzień bibliotekę załatwili, bo po co Mądrym Dołom jakieś książki. Nie tylko u nas poszła pod nóż. Po innych wioskach też. Trochę tych książek zwinęła Lusia z poczty i kto chciał poczytać, leciał do niej. Nikt nie wiedział, o co się z tą biblioteką rozchodzi, ale ludzie jakoś to przełknęli.

Gorzej było kiedy tych samych panów ze stolicy drugi raz wybrano do rządu. Od razu wzięli się za pocztę, co mieliśmy ją od pół wieku. Jednego poniedziałku patrzymy, a na drzwiach urzędu kartka: „Poczta w likwidacji”. Lusia chodzi po wiosce i płacze, że gdzie ona teraz biedna robotę chwyci, jak roboty nie ma. No ale może tak się zaczyna każda reforma: wpierw trza zburzyć, by zbudować. Poza tym szły święta i jakoś żeśmy tę pocztę przełknęli. Zaraz po świętach rząd zaczął gadać, że pora unowocześnić transport publiczny, i obiecał, że teraz dopiero będzie cud. Nareszcie! Jeździło do nas pięć autobusów, dwa przed, trzy po południu. Trochę przymało, bo kupa ludzi od nas dojeżdża do pracy. Czekaliśmy niecierpliwie. I doczekali! Z pięciu kursów został jeden. Wtedy ludzie się wściekli. Ktoś nawet pisał skargi, że zabijają wieś, że odcięli ją od świata. Głośno na władzę nikt nie pyszczył, bo władza to władza, i może się odwinąć. Poza tym nasz posterunkowy Jemioła za tą władzą stał murem i mógł z pyskaczami porządek zrobić. No i przyszła kryska na Matyska. Któregoś piątku zajechała ciężarówka i zaczęli ładować policyjne sprzęty. Myśleliśmy, że będzie remont, ale Jemioła wyprowadził nas z błędu. Posterunek zlikwidowano, a on poszedł na emerycki chleb. Służył na łapkach, służył - i się dosłużył.

Po tym wszystkim omijaliśmy Jaśkową babkę z daleka, bo znowu coś chlapnie, co się sprawdzi i mogą ludzi z chałup powypędzać, aby w Mądrych Dołach swój cud robić. Za to w wybory już nikt z wioski na rudego nie głosował, bośmy bali się słuchać jego strasznych obiecanek. Rudy przegrał i przyszła nowa władza. No i jak to władza: obiecywać zaczęła. Nikt już u nas w to nie wierzył, bo ile można tym paniskom wierzyć. Aż tu jednego dnia pod posterunek zjechały ciężarówki i zaczęto wnosić sprzęty. Zleciała się cała wieś, a taki młody w mundurze gada, że wraca posterunek i on będzie komendantem. Potem dali pięć stówek na dzieciaka. No i wróciła ze służby u Niemców Lusia, bo znowu bibliotekę otwierają. Odetchnęliśmy.

Radość nie trwała długo. Jasiek wyczytał, że mają do nas przyjechać ci co rządzili wcześniej i teraz znów zamiarują rządzić, dlatego mają dla obywateli różne nowe propozycje i obiecanki. Po wsi poszedł krzyk: - Ratuj się kto może! Dawni panowie jadą!

Pozbieraliśmy więc dobytek, wyprowadzili krowy, konie, świniaki, wyłapali kury, kaczki i gęsi – i całe Mądre Doły uciekły do lasu. Wystawiliśmy straże i czekamy, aż zaraza przejdzie. Na szczęście pochowaliśmy wszystko rychło w czas i już nie ma co nam zabrać. Chyba, że znów zwiną posterunek, albo wysprzedają obcym nasze domy i pola. Z takimi nigdy nie wiadomo. Żal tylko innych wsi, bo zaraza chce podobno odwiedzać cały kraj.

Zuzanna Śliwa