Ale z tym muzeum też jest kłopot. Jego idea wzorowana jest na „poprawności europejskiej” i ma być opowieścią nie o naszym orężu, ale o niedoli wszystkich cywilów, także Niemców. Oznacza to zrzucenie winy z Niemców za hekatombę wojenną i przypisanie winy jakimś niesprecyzowanym nazistom.

 

Warto przypatrzeć się, jak w Gdańsku odradzała się idea dawnego miasta sprzed II wojny. Kiełkowała ona w opozycji do komunistycznego przekazu o odwiecznej polskości tego miasta i o wyzwoleniu Gdańska przez Armię Czerwoną . Młode pokolenie zaczęło się interesować rodzinnymi przekazami o życiu w przedwojennym mieście. Sprzyjało temu wydanie w 1983 roku „Blaszanego bębenka”. Wytworzył się swoisty kult Grassa, który nawet nie ustał, gdy w 2006 roku Grass przyznał się do służby w Waffen-SS. Władze miasta stały wówczas za nim murem.

 

Po 1989 roku Gdańsk został zdominowany przez Kongres Liberalno-Demokratyczny. Gdy prezydentem miasta w 1998 roku wybrano Pawła Adamowicza wychowanka konserwatystów, wydawało się, że wszystko pójdzie po tej linii. Ale prezydent szybko przeszedł na stronę liberałów. Dużą rolę w kształtowaniu opinii publicznej miało pismo „Dialog”, które wydawane było przez ludzi z kręgu Donalda Tuska i dofinansowywane przez niemiecki MSZ. Prezydent Adamowicz szybko zaczął realizować swoją koncepcję Gdańska. Miało być to miasto wolności i otwartości. Nawiązywał w tym do mitu dawnej republiki kupieckiej, w której były zarówno wpływy niemieckie, jaki polskie, niderlandzkie i żydowskie. Ale niemiecki badacz Gdańska wykrył, że miasto to w czasach Rzeczpospolitej było głównie germańskie.

 

Gdańsk stał się ostoją Platformy Obywatelskiej i wrogiem Prawa i Sprawiedliwości. Widać to było już podczas pierwszych rządów PiS w latach 2005-2007. Oskarżano wówczas prezydenta Lecha Kaczyńskiego o zepsucie relacji polsko-niemieckich. Inicjatywa PiS-u, aby na terenie Westerplatte zbudować park historyczny też nie spotkała się ze zrozumieniem i natychmiast po objęciu rządów przez PO, koncepcja ta upadła. Za rządów Tuska zbudowano w Gdańsku Europejskie Centrum Solidarności, którego dyrektorem został dobry znajomy Donalda Tuska, Basil Kerski. Drugi kluczowy projekt to Muzeum II Wojny Światowej, w którym realizowana byłaby koncepcja liberałów o niedoli ludności cywilnej w tych czasach. W 2015 roku, gdy PiS objął rządy, animozje między władzami Gdańska, a rządowymi koncepcjami zaczęły narastać, a głównie spór o Muzeum II Wojny Światowej i o ECS. Paweł Adamowicz podkreślał niezależność Gdańska i jego filiacje z Niemcami. Odsłania rondo Wolnego Miasta Gdańska, tramwaje przemalowuje na kolor beżowy, tak jak było przed rokiem 1945.

 

Gdy włodarzem miasta została Aleksandra Dulkiewicz, dzięki jej nieprzemyślanym słowom spór się jeszcze zaognił. W swoim działaniu sprawia wrażenie osoby niestabilnej emocjonalnie. Jednego dnia bierze radośnie udział w paradzie równości, maszerując pod wagino -monstrancją, aby po kilku dniach ubolewać, że oszukano ją i nie wiedziała w czym bierze udział. Przyszły park muzealny na Westerplatte nazywa Disneylandem, a prace nad ustawą przywracające teren historyczny Skarbowi Państwa nazywa dekretem Bieruta z czasów stalinizmu. W takiej atmosferze wrogości trudno jest wypracować jakiś consensus. Ale władze samorządowe Gdańska powinny w końcu zrozumieć, że samorządy nie są odrębnymi bytami, ale razem z administracją państwową wchodzą w struktury państwa. Mit o samodzielnych księstwach trzeba będzie odłożyć do lamusa.