Wrodzona potrzeba walki nie daje biedaczce odpocząć. Tyle się dzieje! Szaleją sondaże, wilk goni zająca, zając gna wilka. Gdzie nie spojrzysz, wyszczerzone kły partyjnych aktywistów i ich dodatków. Wrzeszczą surmy bojowe, nad krajem unosi się bitewny pył. Partie raz ślubują sobie dozgonność, raz rozchodzą się cicho lub z przytupem. Media z lewa i prawa zalewa fala frazesów udających podniosłe mowy. Jak to wytrzymać? Jak nie dać się ponieść? Zwariować, by mieć wreszcie spokój z myśleniem? Oddalić się z pola bitwy – i przeczekać? Cóż, sami sobie zgotowaliśmy ten los; zachciało się nam demokracji i wolnych wyborów. Do tego zachciało się głosować inaczej niż się powinno. A przecież było tak miło i spokojnie. Aż 8 lat pełnych cudów. Cudownie urodzonych biznesów, błyskawicznych karier, sowitych dotacji dla swoich i klęczenia na grochu dla przeciwników. Komu to przeszkadzało? No, komu? Tym co mówią o sobie „zwyczajni Polacy”? A kto by ich tam słuchał… Zawsze biadolą. Ciemnota.

Ciemnotę tę zauważyła, włączając się w nurt walki, również nasza bohaterka, autorka wybitnych książek o szczegółach damskiego przyrodzenia. Używając atrybutów rozumu, przemówiła potężnym głosem. Niestety, jej przesłanie zostało zlekceważone przez rządowe media, nie mówiąc już o forum rozdającej nam mocne uściski Unii Europejskiej. Wstyd! Powinni je czytać po kilka razy dziennie w każdej światowej telewizji, głównie w Niemczech i Izraelu. Niech świat wie jacy jesteśmy! Niech coś zrobi. Niech zaorze ten ugór między Odrą a Wisłą. Unowocześni dusze, poprawi płeć, zaś tych co nie dadzą się zreformować ześle do Holandii, gdzie panuje ludzkie prawo do eutanazji. Prawdy do jakich owa subtelna pani doszła miło zacytować. Zresztą zobaczymy sami najbardziej smakowite fragmenty.

„…Polacy tak lubią, po swojemu, staropolsko w słomianych łapciach i gaciach, dupcyć po bożemu i dawać tej dupy każdemu, kto ją posmaruje 500 plus albo obietnicą zbawienia...”

Swoje celne uwagi kieruje również ku PSL, która to partia zaczęła niewybaczalnie robić zwrot w tył, oddalając się na niejasną odległość od platformianej koalicji.

 „…Program PSL: „Bóg istnieje, więc PSL też.” Mogli dorzucić nowoczesny postulat o zaganianiu z pastwisk bydła dronami. A Kaczyński by ich zdyskontował programem: Tucznik powyżej pół tony głosuje, kto mu zabroni? Świni?...”

Słuszne spostrzeżenie. Z podtekstu wynika sugestia, że wieprze też są warte udziału w demokracji. Coś tam musiały na ten temat szepnąć naszej pisarce te najgrubsze świnie, kiedy odwiedziła je w chlewni, jeśli tak serdecznie, chociaż w przewrotnej formie, ujęła się za nimi. To nader szlachetne i wizjonerskie. Po odpowiedniej obróbce nawet głupawe tłuste lochy oddadzą głos na partię wskazaną przez zacną obrończynię ich praw.

Trudno pojąć tylko te słomiane łapcie i gacie. Po długich poszukiwaniach wśród „zwykłych Polaków„ nie udało się znaleźć nawet jednego, który posiadałby podobny strój. Nie będziemy się też wypowiadać w kwestii „dupcenia”. Tu specjalistką jest nasza bohaterka, zapewne pilnie obserwująca okoliczności, w jakich nasi rodacy oddają się owej czynności.

Ludzie z prawa i z lewa. Doceńcie wreszcie talent moralny, socjologiczny, pisarski i ekologiczny pani Manueli, oferując jej stosowny relaks. Niech kobiecina odpocznie po walce, bo inaczej zmuszona będzie bez końca stać na barykadzie. Miejsce relaksu wybrała sama. Miłe, swojskie SPA. Przyjazny, przytulny chlew.

Zuzanna Śliwa