Po 1989 roku gorącym orędownikiem tego pomysły był marszałek Andrzej Stelmachowski, który później założył stowarzyszenie Wspólnota Polska. Pieniądze przeznaczone na ten cel są obecnie dobrze wykorzystywane przez  rząd. Poprzednicy bowiem odstąpili od tego pomysłu i budżet na rzecz Polonii trafił nie do Senatu, ale  do Ministerstwa Spraw Zagranicznych.  Okazało się, że był to bardzo niedobry pomysł, bo opieka nad Polonią wymaga osobistych kontaktów, odwiedzin na tych terenach, często bardzo odległych od granic Polski. Polacy żyjący tam, chcą poczuć się ważni dla Rzeczpospolitej, odczuć to, że ich ojczyzna nie zapomniała o nich. Natomiast sprowadzenie kontaktów jedynie do przekazania pieniędzy bardzo uszczupla ten kontakt i sprowadza go do posługi czysto urzędniczej.  Pieniądze przeznaczone na ten cel też nie są zbyt imponujące. W 2016 roku PiS odziedziczył po Platformie Obywatelskiej  kwotę 60mln zł. Teraz została ona zwiększona do 100mln. zł.  Platforma realizowała nurt administracyjno-urzędniczy, a Prawo i Sprawiedliwość chce budować tożsamość wśród Polonii na osobistych kontaktach, uczyć języka polskiego, chronić dziedzictwo.

 

O konkretach wynikających z takiego działania mówi senator Artur Warzecha: „Organizacje polonijne, które są naszym partnerem, muszą wypełnić aplikacje, mamy generator wniosków. Po napisaniu projektu następuje jego weryfikacja pod względem formalnym. Następnie Komisja Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą odbywa serię posiedzeń. Wreszcie jest decyzja prezydium Senatu”.

 

Na co płyną pieniądze dla naszych rodaków za granicą? Najwięcej środków przeznacza się na naukę języka polskiego, wymianę dzieci i młodzieży, organizację obozów i imprez o charakterze kulturowym, sportowym. Ważne jest, aby pieniądze trafiały tam na miejsce do beneficjentów, a nie grzęzły gdzieś w Polsce, chomikowane przez przeróżne organizacje zajmujące się działalnością polonijną.  Sprawne i szybkie działania zależą w dużej mierze od administracji państwa, do którego maja trafić środki. Na Zachodzie Europy wygląda to lepiej niż na terenach wschodnich, gdzie do wielu ośrodków trzeba dotrzeć osobiście, a działalność rozpoczynać niemal od zera.  Tak było na dalekiej Syberii, w miejscowości Wierszyna, położonej w głębi tajgi. Na tym terenie języka polskiego uczy się tam ok. 600 Polaków. Jest tam nauczycielka, która prowadzi zajęcia dla 40-50 dzieci, rozproszonych po różnych szkołach.  Jest ona opłacana przez MEN, a niektóre projekty są finansowane przez MSZ. Natomiast takie sprawy, jak wyposażenie sal, wsparcie przy negocjacjach z miejscowymi władzami to już sprawa Senatu. Dla tych ludzi żyjących tak daleko od ojczyzny bardzo ważny jest osobisty kontakt z władzami Polski, którą reprezentują senatorowie. Ich wizyty bardzo aktywizują miejscową ludność. Czasem jest to ok. 30 osób. Tylu Polaków mieszka na dalekiej Kamczatce, którzy choć żyją w trudnych warunkach, gdzieś na końcu świata, nie zapomnieli o swojej polskości. Dla nich ciągle żywe są nazwiska Dybowskiego, Sieroszewskiego, Piłsudskiego.  Gdzieś w dalekim zakamarku świata powstaje teraz w Pietropawłowsku Dom Kultur Narodowych.

 

Polonia z tamtych terenów to przeważnie rodziny deportowanych z dawnych Kresów, ale są też wyjątki takie jak w Wierszynie. Wioska została założona przez polskich osadników, którzy osiedlili się tam bez przymusu, zachęcani przez władze carskie. Inne ciekawe miejsce to Energodar ośrodek usytuowany niedaleko wielkiej elektrowni atomowej. Mieszka w nim  dużo Polaków: inżynierów, psychologów, lekarzy i pracowników zatrudnionych w elektrowni. Osiedlili się tam  ze swoimi rodzinami. Założyli stowarzyszenie im. Henryka Sienkiewicza i przygotowują huczne obchody rocznicowe. Jak ważne jest dla nich przybycie senatorów z Polski obrazuje fakt przeniesienia, specjalnie dla nich, uroczystości 3 maja na koniec miesiąca.  Na tę uroczystość uszyli polskie stroje ludowe i wystąpili w dużym spektaklu. Od 3-latków do 60-latków Polaków w ludowych strojach znalazło się na deskach scenicznych.

 

Polskość to coś specyficznego, co przyciąga ludzi gdzieś na krańcach świata i gdyby ich była choćby niewielka grupka, to warto o nich zadbać, tak aby poczuli się dowartościowani przez rodaków w Polsce.