Urodził się w Łubiankach Wyższych 1 lutego 1818 roku. Szkołę średnią ukończył w Zbarażu, a potem poszedł na studia na Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie oraz w tamtejszym seminarium duchownym. Święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1942 roku we Lwowie. Potem posługę duszpasterską sprawował na Górnym Śląsku, Pomorzu. Studiował na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Tam tez zrobił doktorat. Potem wyjechał na Warmię i Mazury. I od 1965 do 1993 roku był ordynariuszem diecezji, a później archidiecezji przemyskiej. Był także  członkiem Rady Głównej Episkopatu Polski. Umarł 29 grudnia 2012 roku w Przemyślu. Pochowano go w podziemiach tamtejszej katedry.

W swojej drodze zawodowej kierował się zawsze radykalizmem społecznym i ewangelicznym. Wzorem dla niego był  św. Franciszek. W swoich wspomnieniach wracał do dzieciństwa, które już było nacechowane duchem tego świętego.  Częścią ojcowizny był duży sad, w którym młody chłopak kontemplował, czytał „Rycerza Niepokalanej” i „Mały Dziennik”. Praca fizyczna na ojcowiźnie wzbudziła w nim etos pracy, ceniony do końca życia. Tak mówił o źródłach swojego powołania: „Bóg i rodzice dali mi głęboki zmysł religijny, od dzieciństwa czułem potrzebę bliskości Boga, potrzebę modlitwy. Te moje samotne chwile dumania w dzieciństwie najczęściej miały za przedmiot sprawy Boże i na drugim miejscu sprawy narodowe. Każda roślina, kwiat, drzewo, cala przyroda była dla mnie znakiem Boga. Lubiłem książki religijne(…) Jakże ja lubiłem się modlić i kontemplować na polu. Kiedy pracowałem na roli lub strzegłem koni lub krów na pastwisku! Jakże ten Bóg Ojciec  był dla mnie bliski”.

Później w swoim życiu kapłańskim zawsze zwracał się do pokrzywdzonych i niedocenianych, chciał być dla nich ojcem.  Uważał, że Kościół polski musi być Kościołem służby dla najszerszych mas ludowych.  Za swoją niezłomną postawę moralną, wyznawanie zasad ubóstwa i pokory, odwagę w głoszeniu Słowa Bożego, krytykę ówczesnej rzeczywistości stawał się postacią coraz bardziej znaną na terenie całej Polski. Wkrótce stał się wzorem dla opozycji politycznej, która walczyła z władzami PRL. Stał się dla nich mężem stanu, opoką, patronem i rzecznikiem. Kuria Przemyska stała się ośrodkiem wolności, idei niepodległości i mecenatem kultury niezależnej.  Bp Tokarczuk pomagał konkretnym osobom w potrzebie. Wspierał finansowo dom dla biednych dzieci z rozbitych rodzin prowadzony przez siostry felicjanki w Przemyślu. Z jego inicjatywy działała komisja charytatywna przy kościele farnym i apteka rozdająca leki zagraniczne, niedostępne w tamtych czasach.

Gdy przeszedł na emeryturę, dużo czasu spędzał w klasztorze  sióstr służebniczek w Starej Wsi.. Tamtejsze zakonnice do dziś wyrażają się o nim z wielką estymą. Podkreślają jego prostotę, otwartość na każdego i cieszenie się najmniejszym dobrem.  Kierował się w swoim życiu prostotą. Dzielił się z ludźmi zarówno swoimi doświadczeniami jak i dobrami materialnymi.  Co posiadł, wszystko rozdawał. Jako biskup żył w duchu św. Franciszka z Asyżu.

Opiekująca się Domem Biskupim siostra  Jolanta Wolak tak go wspomina: „W relacjach z ludźmi był bardzo prosty, bezceremonialny i dyskretny. Nie przywiązywał wagi do blichtru. Był człowiekiem głębokiej wiary, prawym, kierującym się Dekalogiem, mocno stąpał po ziemi, ale patrzył w niebo. Wiedział, co oznacza prawdziwe miłosierdzie, i praktykował miłosierdzie, nawet jak inni się odwracali(…) Dla siebie nigdy nie miał specjalnych wymagań, oprócz tych podstawowych(…) W naszych oczach był wzorem ubóstwa dla zakonników. Pielęgnując tę cnotę, bardzo pasowałby do obecnego papieża Franciszka. Żył dla ludzi. Troszczył się o swoją owczarnię, a szczególnie o wiernych z uboższych zakątków diecezji. Tak naprawdę był materialnie człowiekiem ubogim i przez to wspaniałym”.

To dzięki takim kapłanom, jak abp Ignacy Tokarczuk zdołaliśmy w takiej kondycji moralnej przejść przez trudne czasy komunistycznego zniewolenia.