Jak napisał Terlikowski: "Z rosnącym zażenowaniem obserwuję to, co się dzieje na scenie „debaty” publicznej w Polsce i w polskim Kościele. Jedni są oburzeni na drugich, drudzy na pierwszych. I jedni i drudzy wzywają do przywoływania do porządku inaczej myślących (tyle, że adresaci wezwań są inni), emocje nakręcane są do granic możliwości. I tylko argumentacji, racjonalności w tym wszystkim brak. Życie intelektualne nie polega na tym, że się moralnie oburzamy, że odmawiamy drugiej stronie dobrych intencji czy że stajemy murem za sobą (w zależności od tego, po której jesteśmy stronie, po stronie kogoś innego), ale na tym, że rozkładamy na części pierwsze argumentację, przekonujemy się wzajemnie, próbujemy najpierw zrozumieć argumenty, potem się nimi zająć, a nie na tym, że się moralnie na siebie oburzamy i piszemy donosy. Nic z tego nie wynika, ani dla Kościoła, ani dla nas, ani tym bardziej dla zrozumienie sytuacji w Polsce, na świecie w Kościele".