W kameruńskich rodzinach dzieci dzieli się na cztery rodzaje: na te należące do matki, na te należące do ojca, na wspólne i na podrzucone przez krewnych na wychowanie. Kameruńczycy unikają zawierania ślubów kościelnych, bo nie chcą ograniczać się do jednego współmałżonka. W kulturze tej panuje duża swoboda seksualna i powszechnie interpretuje się przykazanie "nie cudzołóż" jako nakaz by nie współżyć z cudzą żoną. Oznacza to, że jeśli się nawet ma żonę, to uważa się, że nie ma przeciwwskazań do współżycia z inną kobietą stanu wolnego.

Jest to, jakby się wydawało, pewien ideał dla lewicowej rewolucji seksualnej. Monogamiczność, czystość, wierność małżeńska nie są zbyt przestrzegane. Nie potępia się przypadkowych kontaktów seksualnych. Dochodzi do sytuacji, że kiedy w danym rejonie pracuje firma np. z Europy, to miejscowe dziewczyny zachodzą w ciążę i jako ojca podają nazwę firmy, bo przecież wszyscy ci pracownicy chodzą w jednakowych kombinezonach...

Problem w tym, że rodzi się w ten sposób bardzo wiele dzieci. Zachód próbuje to zatrzymać przez upowszechnianie antykoncepcji i aborcji. Tymczasem jedynym rozwiązaniem jest dalsze promowanie chrześcijańskiego stylu życia, miłości i odpowiedzialności. Rewolucja seksualna w Afryce nie wynika bowiem z postępu cywilizacji, ale z jej braku, który powoduje, że asceza i samoopanowanie nie odgrywają w tej kulturze większej roli.