Manifa, która z okazji dnia kobiet profanuje warszawskie ulice już od lat 20, jest proaborcyjną demonstracją, która z roku staje się imprezą coraz bardziej skrajnie lewicową. Uczestnicy Manify domagają się między innymi: „bezpłatnych państwowych żłobków i przedszkoli”, wprowadzenia ustawy o związkach partnerskich, „stworzenia formalnych zabezpieczeń finansowych i prawa dziedziczenia dla par jednopłciowych”, uznania, że mieszkania są prawem nie towarem, ratyfikowania genderowskiej Konwencji Przeciw Przemocy Wobec Kobiet (która pod szczytnym hasłem chce narzucić lewicowe zabobony), ''edukacji'' seksualnej (czyli demoralizowania dzieci), refundacji antykoncepcji, prawa do aborcji, świeckości państwa, zakazu prywatyzacji szkolnictwa. Tegoroczna Manifa szła pod hasłem „Feminizm dla Klimatu, Klimat na antykapitalizm”.


Na czele tegorocznej Manify szła kolumna młodych ekstremistów lewicowych z czerwonymi flagami i banerem „feminizm dla klimatu – klimat dla antykapitalizmu”, również i inni uczestnicy Manify deklarowało swoje ekstremistyczne lewicowe poglądy. Trockistowska Pracownicza Demokracja miała jeden duży transparent z hasłem „brak legalnej aborcji zabija” i wiele mniejszych z hasłem „aborcja – decyzja należy do kobiety”. Trockistowska Inicjatywa Pracownicza baner z hasłem „prawa reprodukcyjne = prawa pracownicze”. Uczestnicy Manify nieśli czerwone i tęczowe szmaty z logiem antiFa. I wiele mniejszych transparentów ze skrajnie lewicową propagandą „spal kapitalizm nie planetę” (po angielsku), oficjalnym plakatem Manify „feminizm dla klimatu – klimat dla antykapitalizmu”, własnoręcznie namalowanym hasłem „klimat na anty kapitalizm”. Na samochodzie organizatorów Manify był transparent „feministki antyfaszystki”.


W tym roku nikt przeciwko lewicowym hasłom nikt nie protestował. Jest to dziwne, zważywszy, że trwa kampania na urząd prezydenta. Widocznie w naszym raju nie ma żadnego kandydata, żadnej organizacji politycznej, która byłaby za zakazem aborcji, albo takiej, która popiera kapitalizm, a jest przeciwna lewicowym eksperymentom na ludziach, które w gospodarce zawsze się kończą nędzą.


Nie ma też narodowców, by 8 marca oddać część przedwojennym polskim nacjonalistkom. Tylko jedna z organizacji zrzeszających nacjonalistki w II RP „Narodowa Organizacja Kobiet była jedną z największych polskich organizacji kobiecych. [...] Według różnych danych liczyła [...] do 78 000 kobiet skupionych w 200 oddziałach w 1931 roku”. Moim zdaniem fajnym pomysłem byłoby organizowanie 8 marca marszu ku czci polskich nacjonalistek – taka inicjatywa na pewno wzbudziłaby zainteresowanie mediów.


Nie było też nacjonalistów ani prawicowych kandydatów na prezydenta, by oddać cześć Romanowi Rybarskiemu. 78 lat temu Niemcy zamordowali w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym Auschwitz profesora Romana Rybarskiego nacjonalistę i wolnorynkowca, który powinien być dziś na sztandarach prawicy, a nie jest, bo prawicowy liderzy chcą, by ich sympatycy pokładali zaufanie nie w Rybarskim, tylko w takich zdegenerowanych personach jak amerykańska Żydówka z Rosji Ayn Rand (urodzona jako Alissa Zinowjewna Rosenbaum).


Roman Rybarski był profesorem ekonomii, wykładowcą akademickim, działaczem Polskiej Akademii Umiejętności i Towarzystwa Naukowego Warszawskiego. Napisał kilkadziesiąt prac naukowych. W czasie konferencji pokojowej po I wojnie światowej był członkiem delegacji polskiej. Pod zaborami działał w Związku Młodzieży Polskiej „Zet” i Radzie Głównej Ligi Narodowej. W II RP był członkiem władz Związku Ludowo-Narodowego, Obozu Wielkiej Polski, Straży Narodowej i Stronnictwa Narodowego. Na forum publicznym popierał parlamentaryzm, demokracje i gospodarkę wolnorynkową. Zwalczał wszelkie niewolnorynkowe pomysły gospodarcze. Pod niemiecką okupacją w czasie II wojny światowej tworzył Polskie Państwo Podziemne, był członkiem Delegatury Rządu RP — kierował Departamentu Skarbu Państwa Podziemnego. Po aresztowaniu przez Gestapo przez rok był więźniem KL Auschwitz. Wieku 55 lat zginą 5 marca 1942 w obozie koncentracyjnym Auschwitz.


Dziś żaden z kandydatów na prezydenta, żadna z organizacji politycznych działających w naszym środowisku, nie miała ochoty, na oddanie mu czci np. składając w okresie kampanii wyborczej kwiaty ku czci profesora przed wejściem na teren Uniwersytetu Warszawskiego.

Jan Bodakowski