"W piątek rozpoczynamy wielką akcję wsparcia finansowego, drugą transzę finansową, w ramach której do przedsiębiorców trafi około 20 mld złotych. To będą poważne środki. To nie pieniądze rządu, tylko każdego z nas. Nie chcę bagatelizować skali problemu tych branż, ale skoro wszyscy Polacy składają się na pomoc, to ta nadzwyczajna sytuacja wymaga poczucia odpowiedzialności z ich strony" - stwierdził w wywiadzie dla Radia Tok.fm - "Nie chcę mówić o konsekwencjach prawnych, bo te są oczywiste. Ci przedsiębiorcy, którzy złamią warunki rozporządzenia, po prostu nie otrzymają pomocy."

Minister apelował o odpowiedzialność, ujawniając plany rządu: "Po pierwsze, duża część firm ma "poduszkę" z wiosenno-letniej tarczy finansowej. Zdaję sobie sprawę, że to nie dotyczy gastronomii czy hotelarstwa, bo te branże są praktycznie od trzech miesięcy zamknięte. Od jutra do tych branż zacznie trafiać łączna kwota 13 mld zł." Jednocześnie, sceptycznie wypowiedział się o otwarciu hoteli w lutym, choć optymistycznie o otwarciu galerii handlowych.

Dziennikarz tok fm przypomniał, że: "wiele firm nie zostało ujętych ani w tarczy branżowej 6.0, ani w tarczy PFR 2.0 " Minister odparł, że pomoc trafi i do tych firm: "W przyszłym tygodniu ogłosimy dodatkową listę kodów działalności gospodarczej, które będą objęte tarczą finansową i zostaną dołączone do wcześniejszej tarczy branżowej. Nie chcę dzisiaj o niczym przesądzać, to musi być decyzja Rady Ministrów. Będę rekomendował rozszerzenie listy o kilka dodatkowych form prowadzenia działalności gospodarczej." Zapytany czy zna regulamin nowej tarczy finansowej, przyznał, że w takie szczegóły nie wnika.

Podsumowując, presja ma sens, bo pojawiają się dodatkowe oferty pomocy finansowej, ale też ukazuje się motywacja rządu, który nie chce dopuścić, by ludzie wrócili do pracy. Dlaczego? Aby zainteresowani przejęli polskie firmy za bezcen? Aby jednak wybuchła rewolucja? Aby był pretekst do wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, uprawniającego  wszystkie rozporządzenia?