Jak informuje Tygodnik Do Rzeczy, biuro ONZ d/s praw człowieka opublikowało dokument, w którym atakuje rodzinę i religię, zachęcając przeciwników rodziny i wspólnot religijnych do składania donosów - w imię źle pojętej tolerancji. Biuro to zamiast zajmować się sprawami ludzkimi, tworzy ... bazę danych osób, które sprzeciwiają się deprawacji dzieci i młodzieży i piętnuje podstawowe wspólnoty ludzkości. Jak w Chinach! Zatem, animuje w ten sposób rewolucję, czym potwierdza argumentację środowisk prorodzinnych i religijnych, które dostrzegają realne zagrożenie.

Skąd bierze się taka agresja wobec rodziny i Kościoła? Jeśli pamiętamy słowa św. Ojca Maksymiliana - który w przeciwieństwie do urzędników biura ONZ, osiągnął świętość - jeśli zatem, pamiętamy jego słowa o masonerii, która jest głową węża atakującego ludzkość, to zrozumiemy dlaczego ludzie przesiąknięci ideologią masońską - a więc satanistyczną do gruntu - szykują kolejne prześladowania rodziny i Kościoła. Po prostu, to są wspólnoty, które wychowują, a nie demo(n)ralizują osoby. Tymczasem, dla masonerii osobą jest tylko mason, reszta ludzi traktowana jest jak zwierzęta - zupełnie jak w pewnej znanej księdze, z której ten system się wywodzi.

Jak blisko ONZ do masonerii? Czy to się ujawni wkrótce? Przede wszystkim, jako osoby wskazane do napiętnowania, mamy prawo zapytać, czemu ma służyć ta lista danych i co będzie konsekwencją postawienia zarzutów osobom z tej listy? Bo tu granica jest śliska, jeśli podejrzane o "dyskryminację" są rodziny i Kościół, to jak daleko jesteśmy od rewolucji neomarksistowskiej? Czy nasze ulice spłyną krwią, czy międzynarodowe więzienia zapełnią się nowymi ofiarami terroru?

Nie musimy się odnosić do zarzutów, one obalają się same w tym właśnie, rewolucyjnym działaniu ONZ.

A działać trzeba nadal...