Jak podaje Tygodnik Solidarność, Minister Spraw Zagranicznych, Zbigniew Rau w wywiadzie dla "Sieci" podkreślił, że zmian w sojuszu nie będzie: "Chcę, by tak jak w całej administracji rządowej wyraźnie rozróżnić sferę urzędniczą, merytoryczną, apolityczną, od sfery zdominowanej przez politykę. Po wyborach, które przynoszą zmianę władzy, w MSZ pojawia się nowy minister i jego zastępcy, którzy chcą realizować swój program polityczny. Powinni im w tym pomagać ambasadorowie, którzy realizują politykę Państwa Polskiego".

Dodał jednakże coś, co może i powinno nas zastanowić: "Obóz demokratyczny jest bardzo zróżnicowany, ale wydaje się, że za stosunki międzynarodowe odpowiadają demokraci starej daty. Oczywiście, lewe skrzydło Partii Demokratycznej jest bardzo zideologizowane i będzie próbowało wprowadzić do polityki zagranicznej swoje rozumienie praw człowieka. Jak daleko zajdzie ten proces? Tego nie wiemy" - przyznał minister.

Ale my coś wiemy, przecież za promocją deprawacji dzieci i młodzieży i sponiewieraniem małżeństwa i rodziny wypowiedział się mocno sam Joe Biden, zapewniając że będzie karał finansowo te kraje, które temu nie ulegną. Tak samo, pamiętamy wypowiedzi ONZ czy UE o tym, co jest aktualnie uznawane za prawa człowieka: aborcja, a być może, i eutanazja wprowadzana na razie tylnymi drzwiami. Dlatego możemy podsumować, że w relacjach Polski z USA zanosi się na dotkliwą zmianę.