Lider ruchu piekli się i nie przebiera w słowach, gdy przypomina się mu jego działalność sprzed kilku lat. Wtedy był katolikiem, wydawać by się mogło niemal ortodoksyjnym. Jeździł po kościołach, wygłaszał kazania – bo jego wystąpienia miały charakter kaznodziejski- brzydził się aborcją i związkami homoseksualnymi, zachwycał Chrystusem.

„Nie ogłosimy światu Chrystusa, jeżeli będziemy głosili tylko i wyłącznie teologię moralną. Chrześcijaństwo to jest coś więcej niż teologia moralna. To jest coś więcej niż - to rób, a tego nie rób. Bo miłość, każda, którą przeżywacie w waszym życiu, jest czymś innym niż zbiorem nakazów i zakazów. Zakazy i nakazy pomagają porządkować życie. Ale one nie są sensem życia. Sens życia jest zupełnie gdzie indziej. I jeżeli go nie odkryjesz i nie pomożesz go odkryć innym, to oni te zakazy i nakazy będą kwestionować. Bo zawsze znajdą kogoś, kto argumentuje za albo przeciwko tym nakazom. Możemy się zadyskutować na śmierć na temat in vitro, na temat innych rzeczy, które się w naszym kraju wydarzają. Możemy się zadyskutować na śmierć, a to i tak nic nie zmieni, jeżeli ludzie nie poznają Chrystusa. Od tego to się powinno zacząć. Nie od głoszenia: jesteśmy przeciw in vitro, a od głoszenia Jezusa Chrystusa. Bo jak oni się nim zachwycą, to oni zrozumieją, jaki jest Boży zamysł na życie, jak wygląda przekazywanie życia w boskim zamyśle. Zachwycą się tym i za tym pójdą(…) Nie ma nic piękniejszego niż zakochanie się w Jezusie Chrystusie”. Piękne i prawdziwe. Tylko dlaczego autor tych słów” zachwycenie się Jezusem” zamienił na zdobywanie poparcia politycznego za wszelką cenę. Bo czy aborcja na życzenie, związki homoseksualne itp. są zamysłem Boga? Każdy katolik wie, że nie.

Jak się teraz czuje Szymon Hołownia w nowej skórze liberała? Ochoczo zgarnia swoich członków zewsząd – Lewica, PO, byle by tylko zaistnieć na scenie politycznej. Robi oko do Strajku Kobiet, który jest za zabijaniem dzieci nienarodzonych. A jeszcze w 2017 r. mówił tak pięknie o ludziach z zespołem Downa. „Oni są nieprawdopodobnym darem dla nas. Ich czystość, ich prostota, ich taka bezkompromisowość, ale i też taka bezpardonowość w komunikacji jest czymś po prostu uroczym. My wszyscy moglibyśmy się od nich uczyć. Kiedy obcuję z takimi ludźmi, to mam wrażenie, że nie ja mam się nimi opiekować, to oni w pewien sposób opiekują się mną. Są dla mnie darem, bo uczą mnie, jaki powinien być człowiek. Ja o tym zapomniałem”.

Oj rzeczywiście zapomniał, w pogoni za zbijaniem kapitału politycznego. W czerwcu 2011 r. podczas śniadaniowego programu w TVN pokłócił się z Marcinem Prokopem o związki partnerskie. Mówił, że jest im zdecydowanie przeciwny, bo są pierwszym krokiem do legalizacji związków homoseksualnych. „Całym sobą jestem przeciwko! (…) Tak, jestem mało postępowy, ale jestem z tego dumny i nigdy nie zmienię stanowiska w tym temacie”. To „nigdy” skończyło się już podczas kampanii prezydenckiej. Powiedział wówczas, że „nie miałby problemu” z podpisaniem ustawy o związkach partnerskich.

Sam bardzo pokrętnie tłumaczy zmianę swoich poglądów. „Szymon Hołownia się nie zmienił, natomiast zmienił perspektywę, decydując się nie być już tylko i wyłącznie publicystą, który komentuje sprawy, które się dzieją, i wyrażając swoje własne poglądy, ale biorąc odpowiedzialność za kraj”. Z tego wynika, że odpowiedzialność za Polskę biorą ludzie, nie mający silnego kręgosłupa, pędzący tam, dokąd zawieje ich wiatr. Hołownia jest taki, na jakie poglądy jest obecnie najlepsza koniunktura. Swój ruch skierował do miejskiego liberalnego elektoratu, a tam nie ma miejsca na moralne dylematy. Króluje relatywizm. Dzisiaj głoszę takie prawdy, a jutro o nich zapomnę. Wyczuł, że kapitał polityczny można obecnie zbić na lewackich marszach proaborcyjnych, na wulgarnym języku. I dlatego pozostawia daleko za sobą miłość do ludzi z zespołem Downa, retorykę miłości Chrystusowej. Teraz zgodnie z zapotrzebowaniem bluzgnie tu i ówdzie, poprze związki partnersko-homoseksualne i będzie chciał zabijać dzieci nienarodzone dotknięte wadami rozwojowymi.

Ale czy Polacy będą chcieli mieć takiego niestabilnego przywódcę? Jak na razie ruch Szymona Hołowni zyskuje w sondażach, a on sam wyrasta na lidera opozycji. No cóż, mając do wyboru Borysa Budkę i Szymona Hołownię trudno się dziwić, że to właśnie on wyrasta na lidera. Tylko w perspektywie, jak miało by wyglądać państwo rządzone przez partię, którą trudno określić, jakie reprezentuje sobą wartości.