„Książki, które dzielimy się z naszymi dziećmi, są ważne. Książki kształtują ich światopogląd i uczą ich, jak odnoszą się do ludzi, miejsc i myśli wokół nich. Jako dorośli musimy wziąć pod uwagę światopogląd, jaki tworzymy dla naszych dzieci, w tym dokładnie przeanalizować nasze ulubione ”- powiedziała adiunkt na Carnegie Mellon University Rebekah Fitzsimmons. Z pochodzenia (i tu będzie zaskoczenie) Żydówka. Jak widać wojna o książki dla dzieci już trwa, większość społeczeństwa (nieważne polskiego, czy amerykańskiego) nawet o tym nie wie.

 

Lewactwo z otoczenia Bidena już wygumkowało Seussa.

 

Co ciekawe, z okazji promującego czytelnictwo i przypadającego na 2 marca Read Across America Day, nowy prezydent Joe Biden nie wspomniał w swojej proklamacji nazwiska Dr. Seussa. Czym zerwał tym samym z wieloletnią tradycją. Jen Psaki (skończona lewaczka z amerykańskiego TVN-u, czyli z CNN), która dostała intratną fuchę rzeczniczki Białego Domu, nawet została zapytana o tę kwestię na konferencji prasowej. I wyjaśniła, że: „Proklamację napisał Departament Edukacji, i to do niego należy kierować pytania. Jednak, iż Read Across America Day jest szansą, by uczcić różnych autorów, których dzieła i życie odzwierciadlają różnorodność Stanów Zjednoczonych”. Tak więc możemy się spodziewać promocji czytelnictwa w postaci feministycznego, tęczowego i antyrasistowskiego badziewia, zamiast wartościowych książek. I to od najmłodszych lat.  

 

Za dużo białasów w bajkach i Chińczyk je ryż

 

Przede wszystkim jego bajki są „niedostatecznie inkluzywne”. Jest w nich za mało kolorowych.  „Aż 98 procent postaci w książkach Seussa jest biała”! No po prostu skandal. W 2017 roku jakiś politpoprawny debil, wykonujący zawód szkolnego bibliotekarza z Cambridge w stanie Massachusetts skrytykował prezent w postaci dziesięciu książek Seuss od pierwszej damy Melanii Trump, mówiąc, że „wiele jego prac było przesiąkniętych rasistowską propagandą, karykaturami i szkodliwymi stereotypami”. Rok później w 2018 roku muzeum dr Seussa w jego rodzinnym Springfield usunęło mural, który „zawierał azjatycki stereotyp”. A o co poszło? O chińczyka w okrągłym kapeluszu z wąsami, który jadł ryż z miseczki. Cóż ten mural był jawną zbrodnią. Oryginalny mural w holu muzeum Springfield zawierał ilustracje z pierwszej książki autora dla dzieci „I pomyśleć, że widziałem to na Mulberry Street”, która zawierała stereotyp, że niektórzy uważają go za rasistowski. Oryginalny mural stał się centrum kontrowersji, kiedy autorzy dla dzieci Mike Curato, Lisa Yee i Mo Willems powiedzieli, że zbojkotują wydarzenie w muzeum z powodu „drażniącego stereotypu rasowego”. A tytułowa zebra (z jednej z zakazanych książek) jest biało-czarna, a nie czarno-biała, a najlepiej czarna. 

 

Szlaban na Seussa

 

„Zaprzestanie sprzedaży tych książek jest częścią naszego zobowiązania i szerszych planów, aby zapewnić, że katalog Dr. Seuss Enterprise reprezentuje i wspiera wszystkie społeczności i rodziny. Tego po prostu jest za dużo” – skomentowały władze fundacji. A władze oświatowe w całym kraju również popierają odejście od Dr. Seuss. A pod naciskiem opinii publicznej szkoły w hrabstwie Loudoun w stanie Wirginia nawołują „do stłumienia plotek w zeszłym miesiącu, że całkowicie zakazały książek” dr Seussa, chociaż „badania przeprowadzone w ostatnich latach ujawniły silne podteksty rasowe w wielu książkach napisanych i zilustrowanych przez dr Seussa”.

 

Jak widać rozmaici kretyni i cwaniacy będą cenzurować wszystko i wszystkich. Stacja Fox News mówi o „efekcie Cancel Culture, czyli niebezpiecznym kulturowo zjawisku, w ramach którego jedna niepopularna opinia, fałszywy krok, najdrobniejsza pomyłka twórcy prowadzi do wyrzucenia go poza margines społeczny oraz do zanegowania całego jego dorobku”. U nas również są rozmaici idioci skłonni wyrzucać „Murzynka Bambo”, czy „W pustyni i w puszczy” poza nawias kultury za rzekomy rasizm. I należy dać im odpór.

 

Piotr Stępień