W tamtych czasach historia Jerozolimy miała burzliwy przebieg. W 70 r. została doszczętnie zniszczona przez  oddziały Tytusa, tłumiące powstanie żydowskie. Żołnierze XII legionu zburzyli wtedy Świątynię Jerozolimską. Drugie powstanie żydowskie, nie mniej krwawe, miało miejsce w 132 r.. Wówczas cesarz Hadrian na gruzach Jerozolimy rozpoczął  budowę nowego miasta o nazwie Colonia Aelia Capitolina. Przez inny układ topograficzny i architektoniczny niczym nie przypominała dawnego miasta. Cały czas jednak na tych terenach była żywa pamięć o męce Chrystusa. Może miał na to wpływ, że na czele gminy chrześcijańskiej w Jerozolimie byli przez pewien czas krewni Jezusa z Nazaretu. Jeszcze w 149 r. ostatnim judeochrześcijańskim biskupem był Judasz Cyriakus.

Cesarz Konstantyn postanowił odkopać miejsce kaźni i grobowiec oraz dotrzeć do relikwii. Na tych terenach postanowił wybudować chrześcijańską świątynię. Z taką misją pojechała do Jerozolimy jego matka Helena. Nadzorowała ona prace wykopaliskowe i budowlane. Odnaleziono wtedy trzy drewniane krzyże wraz z gwoździami. Ukryto je w dawnej cysternie niedaleko Golgoty. Według tradycji żydowskiej wszystko, co miało kontakt ze zmarłym było nieczyste i nie mogło być przechowywane w obrębie miasta. Dlatego krzyże, na których zginęli skazańcy wrzucono do cysterny poza murami miasta.

Św. Helena uznała, że krzyże są autentyczne. Jeden się wyróżniał wśród nich.  Miał „titulus dammationis”, czyli tytuł winy. A był w niego zaopatrzony dzięki drewnianej tabliczce, zawieszonej nad głową skazańca. Napis zawierał jego imię oraz zbrodnię, jakiej się dopuścił. Według Ewangelii św. Jana wiemy, że nad głową Chrystusa był napis: „Jezus Nazarejczyk Król Żydowski”. Dlatego w naszej tradycji nad krucyfiksami umieszcza się tabliczkę z napisem INRI (Jesus Nazarenus Rex Iudaerorum). I taką tablicę odnalazła św. Helena w Jerozolimie, z napisem w trzech językach: hebrajskim, greckim i łacińskim.

Helena niezwłocznie podzieliła krzyż na trzy części – jedną zostawiła na miejscu, drugą przywiozła do Rzymu, trzecią dostał jej syn, który budował nową stolicę Konstantynopol i tam chciał umieścić relikwie. W tamtych czasach tak czyniono, dzieląc relikwię na części, bo liczyła się tajemnicza sakralna moc, która była choćby w najmniejszym kawałku.

Drewniana tablicę św. Helena podzieliła na dwie części. Jedną zostawiła w Jerozolimie, drugą zabrała do Rzymu. W roku 614 fragment jerozolimski przepadł, wtedy gdy Persowie pod wodzą Chosroesa II najechali na Jerozolimę i ograbili ją. Zabrali także relikwię Krzyża do swej stolicy. W 628 r. cesarzowi Herakliuszowi udało się odzyskać Krzyż, ale już bez „titulusa”.

Relikwie przywiezione do Rzymu – fragment Krzyża, jeden z trzech gwoździ i połowę „titulusa” św. Helena umieściła w kaplicy, która była w jej pałacu Sessorium. Po jej śmierci, jej syn Konstantyn podarował pałac  papieżowi. Rezydencję przebudowano i tak powstała istniejąca do dziś bazylika Świętego Krzyża w Jerozolimie (Santa Crose in Gerusalemme). Jej najważniejsze relikwie pozostają na tym miejscu do dziś od niemal 1,7 tys. lat.

W 1997 r. autentyczność drewnianej tablicy postanowił zbadać niemiecki historyk Michael Hesemann. Długość  zachowanej części ma 25 cm. Całość miała pierwotnie 50 cm.  Tabliczka została tak przełamana, że zawiera jedynie pierwszą część  inskrypcji, mówiącą, że skazańcem był Jesus Nazarenus. Zachowały się resztki białej farby, a we wgłębieniach po wyrytych literach, znaleziono ślady czarnej farby. Według archeologów Marii Siliato i Wernera Ericka: „Najpierw deska była malowana białą farbą, potem pisarz malował na niej powód ukarania czarnymi lub czerwonymi literami. W rzadkich przypadkach litery były również wycinane dłutem”. Stwierdzono także, że „titulus” pochodzi z bardzo starego drzewa orzechowego, rosnącego we wschodniej części basenu Morza Śródziemnego.

Grzegorz Górny pisze, że „napis na „titulusie” składa się z trzech linijek. W pierwszej widnieją słowa napisane po  hebrajsku, w drugiej po grecku, w trzeciej po łacinie. Osobliwością jest to, że inskrypcje w językach greckim i łacińskim wyryte zostały w lustrzanym odbiciu, z prawa do lewa – jakby naśladując hebrajski sposób pisania. Poza tym w dwóch wersetach zamiast pełnej wersji imienia  Jezusa mamy tylko inicjały (IS – po grecku, I – po łacinie). Tego typu skróty były charakterystyczne dla rzymskich inskrypcji. Ich użycie można tłumaczyć tym, że dwa tysiące lat temu imię Jezus było w Judei niezwykle popularne. (…) W tej sytuacji wyróżnikiem osoby w większym stopniu stawało się  jej miejsce pochodzenia – w przypadku Jezusa” Nazarenus”.

Analiza pisma hebrajskiego dowodzi, że czas powstania to okres Drugiej Świątyni, czyli I w. . Zbadano także, że napis w języku greckim pochodzi również z I w. Zgodnie wykluczono, że „titulus” nie pochodzi z czasów św. Heleny, ani z okresu średniowiecza.

Po zakończeniu swych badań, Michael Hesemann stwierdził, że „jeśli  z wysokim prawdopodobieństwem uznać można, Titulus Crucis pochodzi z czasów Chrystusa, potwierdzają się tym samym informacje na temat tego odkrycia, a także, w pośredni sposób, poświadczony zostanie autentyzm odnalezionych wraz z nim trzech krzyży oraz gwoździ. Oznacza to jednak, że duża część licznych relikwii krzyża, znajdujących się w europejskich katedrach, jest najprawdopodobniej prawdziwa – w każdym razie prawdziwe są wszystkie te cząstki, które w sposób udokumentowany pochodziły z Rzymu, Konstantynopola i Jerozolimy”. Są to często maleńkie szczapki, albo nawet drzazgi.

W Polsce można stwierdzić prawdziwość relikwii przechowywanych np. w najstarszym polskim klasztorze – na górze Święty Krzyż.