Jednak podobnie jak w przypadku holokaustu, którym dzisiaj Niemcy chcą się podzielić ze wszystkimi narodami Europy (w tym, co jest wyjątkową bezczelnością także z Polakami) tak Brytole chętnie podzielą się swoim dziedzictwem kolonializmu, ale bogactwami, którzy jedni i drudzy wyciągnęli ze swoich zbrodni już nie. 

 

I znajdują w naszym kraju rozmaitych politycznie poprawnych kretynów (albo czasem nawet inteligentnych ludzi, tylko że bardzo złej woli), którzy mówią „Tak, przepraszajmy, klękajmy. Przecież nic nam nie ubędzie”. To wszelkiej maści środowiska skrajnie lewackie (nie lewicowe, bo trudno tą bezmózgą dzicz nazywać lewicowcami).

 

I tak za klękaniem jest środowisko lewackiej Krytyki Politycznej, jak najbardziej słusznie nazywanej Kretyniką Polityczną. Wystarczy przeczytać poniższe wynurzenia z d... kosmosu:

 

Jednak do grona miłośników klęczenia dołączył także pewien najbardziej zagorzały zwolennik, wręcz ambasador, skompromitowanej „pomarańczowej rewolucji” od lat robiący za „polskiego” i „prawicowo-konserwatywnego” polityka. Który dla ukraińskich polityków Julii Tymoszenko i Wiktora Juszczenki był gotów uczynić prawie wszystko za co otrzymał za to od Juszczenki ukraiński Order za Zasługi, niejaki Paweł Kowal. Co ciekawe po przegranych w 2014 roku wyborach parlamentarnych Kowal otrzymał – uwaga! program kulinarny w telewizji ukraińskiej!

Dla mnie wyjątkowo obrzydliwa działalność tej postaci w obszarze polskiej polityki jest na poziomie bardzo zbliżonym do Stefana Niesiołowskiego, Radzia Sikorskiego, czy Miśka Kamińskiego.

 

Miłośnik banderyzmu i Judeopolonii

 

Facet, który przeszedł praktycznie wszystkie partie – od Prawa i Sprawiedliwości, przez Polityka Jest Najważniejsza (która zwąchiwała się z Partią Stołków Ludowych), Odpady Gowina, a na Partii Oszustów (w której jest teraz) skończywszy. Wspierał żydowską, antypolską rasistkę, która udaje „naukowczynię” w zakresie historii holokaustu – Barbarę Engelking – Boni. Kiedy środowiska żydowskie kopały leżącą Polskę, w maju 2018 roku Paweł Kowal w dzienniku „Rzeczpospolita” zamieścił felieton pod znamiennym tytułem „Polska potrzebuje Barbary Engelking”. Gdzie między innymi napisał: „Najbliższym testem na mądrość polskich reakcji będzie mianowanie składu Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej na kolejną kadencję. Premier powinien jeszcze raz powołać Barbarę Engelking. Byłby to widoczny znak, że Polska ma tę samą wolę dialogu co dawniej. Do tego to po prostu nie jest dobry czas na zmiany. Badania Engelking zamieszczone we właśnie wydanej książce „Dalej jest noc” są przykładem na to, że o wojnie i relacjach polsko-żydowskich w czasie Holokaustu potrafi ona pisać spokojnie, dokładnie, bez urażania kogokolwiek, dokumentując źródłami niemal każde zdanie. Polska powinna dać jasny sygnał, że są u nas prowadzone badania, także krytyczne. Prace powstają nie wśród politycznych rachub, ale w Polskiej Akademii Nauk. Pożytków zresztą z głośnej już książki jest więcej: pokazuje, jak ważne są nowoczesne (mikrohistoryczne) studia nad II wojną światową. (…) Potrzebujemy spokoju Barbary Engelking, która pokazuje, co wojna robi z człowiekiem, oraz że mimo wszystko można zachować godność”.

 

Teraz ten typ... ubolewa, że jednak polscy piłkarze nie klękali. „Czasami trzeba wykonać nawet trochę niestandardowy gest, żeby pokazać, że jesteśmy razem. Bo to też jest nasza część życia na Zachodzie. Nic by się nie stało, bo stać na to wielu piłkarzy na całym świecie. I można było to zrobić. Nie mielibyśmy wtedy tej całej dyskusji, która już sama w sobie niczego nie wnosi” - bzdurzył żyjący z polskiego podatnika ukraiński polityk Koalicji Obywatelskiej w programie Onet Rano.

 

Cóż idąc tym rozumowaniem za każdym razem kiedy byłoby spotkanie Polska – Ukraina to drużyna naszych sąsiadów powinna uklęknąć i przeprosić za ludobójstwo ze strony Ukraińców na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. A do nich powinien dołączyć Paweł Kowal. A więc klękaj pośle i przepraszaj Polaków za każdym razem, jak otwierasz usta. Nie chcesz? Przecież „czasami trzeba wykonać nawet trochę niestandardowy gest, żeby pokazać, że jesteśmy razem”.

 

 

 

Piotr Stępień