Na czele delegacji ZChR – upamiętniającej zwycięskie III Powstanie Śląskie – stał przewodniczący okręgu gliwickiego partii doktora Bogusława Rogalskiego, Mirosław Dynak. – Uznaliśmy, że trzeba przypomnieć o wydarzeniach, które miały miejsce w Zabrzu-Mikulczycach oraz mordach dokonanych na Polakach 100 lat temu przez Niemców. Stąd wybór padł na Zabrze – powiedział Niezależnej Gazecie Obywatelskiej Paweł Czyż, rzecznik prasowy ZChR.

  1. ZABRZE było ciężko doświadczone

„Park im. Gabrieli Zapolskiej w Zabrzu-Mikulczycach nie jest typowym skwerem z alejkami i parkową roślinnością. To teren dawnego cmentarza parafialnego, zwanego Górniczym. Nekropolia ta nie istniała zbyt długo, bo tylko kilkadziesiąt lat, ale pozostało po niej kilka znamiennych śladów. Jednym z nich jest pomnik-zbiorowa mogiła miejscowych powstańców, którzy zginęli w trakcie III Powstania Śląskiego. Większość tu spoczywających nie poległa jednak śmiercią żołnierską, czyli w walce, a została brutalnie zamordowana, stając się ofiarami największej zbrodni wojennej tego zrywu.

Mikulczyce czasu powstań i plebiscytu miały zdecydowanie bardziej polski charakter niż by to się dziś mogło wydawać. Językowo były miejscowością o zdecydowanej przewadze osób uznającej język polski za ojczysty. Osada była wówczas samodzielną gminą należącą do powiatu tarnogórskiego. Trzeba jednak dodać, że po zakończeniu I wojny światowej i upadku Cesarstwa Niemieckiego, było tu niespokojnie. Najpierw uaktywnili się komuniści, którzy nawet w marcu 1919 r. próbowali zająć miejscowy ratusz. (…)

W 1921 r., podczas trzeciego z nich, Mikulczyce zostały zajęte przez oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) Górnego Śląska już pierwszego dnia walk, czyli 3 maja. Świetnie zorganizowana akcja zaskoczyła miejscowych Niemców, którzy posiadali w osadzie dość silną bojówkę Selbstchutzu (czyli Samoobrony). Po opanowaniu Mikulczyc powstańcy, działający w strukturach tarnogórskiej POW, zorganizowali w miejscowości straż obywatelską. (…)

Losy III powstania początkowo układały się dla Polaków pomyślnie. Już po kilku dniach powstańcy osiągnęli tzw. linię Korfantego, czyli postulowaną przez dyktatora powstania linię graniczną pomiędzy Polską a Niemcami na Górnym Śląsku. Okręg przemysłowy znajdował się w polskich rękach, choć alianci zażądali od powstańców opuszczenia wielkich miast. 9 maja w wyniku największej akcji zaczepnej powstania zdobyto Kędzierzyn, a w walkach w pow. kozielskim ważną rolę odegrał Zabrski Pułk Piechoty im. T. Kościuszki, którym dowodził Paweł Cyms.

Przeciwnik był w rozsypce. Nagle jednak Wojciech Korfanty wstrzymał działania ofensywne i rozpoczął rokowania. Walki, nie licząc mniejszych starć wzdłuż linii frontu, na dłuższy czas ustały. Na odcinku strzeleckim do wymiany ognia i utarczek dochodziło głównie w rejonie Gogolina i Obrowca.

 

Pojawiają się Freikorpsy

 

Niemcy znakomicie wykorzystali tę przerwę przeorganizowując swoje siły i ściągając posiłki. Na Górnym Śląsku pojawiły się wtedy niemieckie Freikorpsy, czyli korpusy ochotnicze, które zasiliły Selbstschutz. Składały się najczęściej ze świetnie wyszkolonych i uzbrojonych weteranów I wojny światowej, a także powojennych walk rewolucyjnych w Niemczech. To właśnie korpusy ochotnicze dały się szczególnie we znaki powstańcom. I bez wielkiej przesady można powiedzieć, że to one uratowały dla Niemiec większość Górnego Śląska. (…)

21 maja niemiecka Samoobrona Górnego Śląska, rozpoczęła kontrofensywę. Już po kilkunastu godzinach masyw Chełmskiej Góry, czyli Góry Św. Anny, został przejęty przez atakujących. W walkach wyróżniły się brutalnością i bitnością trzy bataliony bawarskiego Freikorpsu Oberland. To z tą jednostką przyszło się wkrótce bić mikulczyckiej kompanii Gawlika. Rozpoczął się okres zażartych walk o tereny leżące na zachód i południe od Wielkich Strzelec (zwanych dziś Opolskimi) aż po rejon Kędzierzyna.

Bywało, że miejscowości leżące w pasie działań bojowych kilkakrotnie przechodziły z rąk do rąk. Celem Niemców było przebicie się do Okręgu Przemysłowego, gdzie w miastach powstańcy zablokowali znaczne siły niemieckie, i szybkie zakończenie walk. Powstańcom, wśród których również nie brakowało ochotników z Polski, z trudem przychodziło utrzymanie bronionych pozycji.

 

Kampania traci 31 żołnierzy

30 maja część polskich oddziałów, w tym także kompania mikulczycka, znajdowała się w fazie koncentracji w rejonie wsi Kalinów, na zachód od Strzelec. Dowódca Oberlandu, spodziewając się próby odbicia Masywu Chełmskiego, wydał wówczas rozkaz ataku na Kalinów i sąsiednie wsie. Zażarte walki rozpoczęły się 31 maja o godz. 2 w nocy. Kalinów został zdobyty, ale Niemcom, nie udało się osiągnąć głównego celu: linii kolejowej Opole-Strzelce-Gliwice pod Szymiszowem.

Znajdująca się w Kalinowie, w samym sercu walk, kompania z Mikulczyc, straciła tego dnia 31 żołnierzy. Dostali się oni do niewoli jednego z batalionów Oberlandu. Bawarczycy zajęli się Ślązakami wyjątkowo brutalnie, ponieważ nie zamierzali brać jeńców. Ujęci mikulczanie zostali pobici, okaleczeni i wymordowani. Ciała pochowano nieopodal domu gajowego, a miejsce pochówku wskazali później mieszkańcy Kalinowa.

Miejscowi chłopi opowiadali, że jeńców rozebrano do naga i bito kolbami, a w końcu pozabijano. Co znamienne, wsi razem z powstańcami broniła również grupa umundurowanych Francuzów. Kilku z nich zginęło, co nie spodobało się niemieckiemu dowództwu. Ocaleni Francuzi zostali przez Niemców potraktowani jak jeńcy wojenni i ostatecznie uwolnieni.

 

Przerażająca ekshumacja

Już po zakończeniu III powstania, 16 lipca 1921 r., z niedalekich Strzelec przybyła do Kalinowa komisja aliancka, która dokonała ekshumacji i oględzin zwłok. Towarzyszyła jej grupa mieszkańców Mikulczyc. Jak się okazało zwłoki pomordowanych zakopano w mogile w taki sposób, że spoczywały jedne na drugich, a pomiędzy nie wrzucono odbezpieczone granaty. Niektóre ofiary miały rozpłatane lub odrąbane głowy, wykłute oczy, odcięte uszy, stopy, a nawet ręce i nogi. Ani jedno ciało nie było kompletne. Spośród pobitych i okaleczonych mikulczan na miejscu udało się rozpoznać tylko 17 osób.

Kompania Wincentego Gawlika w czasie całego III powstania górnośląskiego straciła 33 zabitych. Aż 31 z nich zostało zamordowanych w Kalinowie, a tylko dwóch poległo w walkach. Ciała powstańców sprowadziła do rodzinnej miejscowości specjalnie do tego celu powołana komisja. Według świadków w pogrzebie uczestniczyło ponad 5 tys. mieszkańców Mikulczyc.”

czytamy w książce Marcina Kordeckiego i Dawida Smolorza „Sekrety Zabrza”.