Kiedy jednak nadeszło lato anno domini 2025 roku, mój niepokój odszedł w zapomnienie. Między parkowymi szachistami ujrzałem nienaturalnie smutną postać pana Mieczysława.

Zacząłem przeciskać się przez tłum szachowych gapiów w kierunku obleganego stolika. Kiedy byłem już blisko epicentrum zdarzeń, usłyszałem definitywne „szach mat”, wyartykułowane przez mojego znajomego.

- Witam Panie Mieczysławie i gratuluję wygranej. – rzekłem – Gdzie pan był tak długo? Zaczynałem już się zastanawiać, czy pan nie podupadł na zdrowiu.

- A to ty. – spojrzał w moją stronę.

Zgromadzeni ludzie zaczęli się powoli rozchodzić, przenosząc swoje zainteresowanie ku innym stolikom.

- Chodźmy na stronę, zaspokoję twoją ciekawość. - powiedział, ujmując mnie pod ramię.

- Pojeździłem troszkę po Europie – rzekł, siadając na nieco oddalonej, niewygodnej ławce.

- Przecież zawsze pan narzekał, że nie ma pan kasy. – zauważyłem.

- A po co mi kasa, gdy tam obowiązują tylko karty płatnicze. A ja mam dwie z możliwością debetowania. – odparł.

- Widzę, że nowoczesność i pana dopadła.

- Jaka nowoczesność! Pełna degrengolada i konsumpcja na krechę. Pokochaj nasze złotówki. Dobrze tobie radzę. - Podniósł nieco głos.

- To co tam słychać w wielkim świecie? – kontynuowałem swoje zainteresowanie.

- Wielkie G… mój przyjacielu. – zgasił nieco moją ciekawość. – Byłem w każdym kraju Unii, pomijając Rumunię, Bułgarię i kilka pomniejszych.

- I jakie wrażenia?- zapytałem

- Chyba ciebie troszkę zmartwię  – zaczął – Europejczyk to wygasający gatunek. Mijałem ich na ulicach wielkich aglomeracji. Na swoich twarzach mają wypisany strach i nienawiść. A najsmutniejsze jest to, że nienawidzą się wzajemnie. Dochodzi do wielu bójek ulicznych. Policja w ogóle nie reaguje, jakby dając przyzwolenie. Wszędzie jest bajzel, a co przecznicę widzisz kolejki ludzi. Setki tubylców z zielonymi książeczkami, w których mają kilkadziesiąt rubryk, wypełnianych przez kolejne wpisy ludzi w białych kombinezonach. U jednego czterdziestolatka widziałem dwadzieścia dwie zapełnione kratki kolejnymi adnotacjami, o wykonanym szczepieniu, na następne mutacje paskudztwa. I wyobraź sobie, że to nie był ochotnik. Te skupiska „wolnych obywateli” są w ciągłym ruchu i hałasie. Ludziska przekrzykują się, ustalając do którego, kolejnego dobrodziejstwa kolejka się ustawia. Nie rzadko dochodzi do mordobicia. Policja, w ekstremalnych sytuacjach wyławia najbardziej agresywnych, spisując ich dane, czego konsekwencją może być wyrok o wyłączeniu karty bankowej. Na Polach Elizejskich i pod Bramą Brandenburską powstały osiedla koczujących, „wykluczonych” ludzi, którzy z różnych przyczyn wypadli z cywilnego obiegu. Nie mają wstępu do szpitali, a nawet do sklepów. W tych miejscach, których byś nie poznał, panuje wolna amerykanka. Żadne prawo tam nie obowiązuje. Każdego ranka, pod ochroną uzbrojonych służb, funkcjonariusze w zielonych ubraniach zwożą trupy, wyprawiając je do miejskich spalarni.

- To niepojęte – wtrąciłem – Czyli nie ma żadnych plusów „nowego porządku”?

- Są! Oczywiście. Na przykład rzeczone spalarnie ogrzewają osiedla prawomyślnych obywateli. Akcje elektrociepłowni poszybowały w górę, a przetargi na wyłączność w zbieractwie nieboszczyków z poszczególnych dzielnic oblegane są przez niezliczonych inwestorów. Nie ma już obowiązku noszenia masek na twarzach, bo wszyscy już wiedzą jaki to bezsens, a jednak większość „porządnych obywateli” nadal ich używa. Zaczęły obowiązywać ustawy o znęcaniu się nad zwierzętami. Ich prawa są teraz zdecydowanie pełniejsze od ludzkich, z obowiązkiem godnego pochówku włącznie. Powstał zakaz używania dezodorantów. Swoista nacjonalizacja, którą wpisano do konstytucji, zrównała prawomyślnych. Oczywiście zabezpieczono interesy koncernów i monopoli, co udaremniło wariactwo cenowe, ograniczając konkurencyjność. Nareszcie ogłoszono obligatoryjny parytet płciowy w strukturach państwowych, wraz z systemem łapanek dla niechętnych. Uchwalono tyle ustaw ochronnych dla poszczególnych gatunków robali wszelkiej maści, że niczego nie uda się zbudować bez zgody setek stowarzyszeń i urzędów. Budują tylko wielcy dewloperzy, na państwowych kontraktach. Wprowadzono zakaz poza systemowej nauki dzieci i narzucono obowiązkowy przedmiot o seksie. Dla czterolatków pituś stał się penisem, a siuśka waginą. Dopuszczono wielość płci, deprecjonując Adama i Ewę. Dzisiaj masz wreszcie prawo, w rubryce płeć wpisać: „Myszoskoczek”.  W większości państw wprowadzono prawo szariatu. Mniejszość chrześcijańska jeszcze się waha, ale przyjdzie czas i na nich, kiedy pod groźbą ścięcia łba, pokochają Allacha, porzucając myśli o głupawej wolnej woli i miłosierdziu. No i będzie porządek!

- Panie Mieczysławie, wkręca mnie pan w te rzekome dobrodziejstwa – wyartykułowałem swoją wątpliwość.

- Ależ w żadnym wypadku! – zareagował – Chcę tobie tylko wskazać jakie cudowności nas ominęły przez tych niesfornych Polaków. Jak moi rodacy mogli zapakować do kryminału całe to „okrągłostołowe” szambo. Jakim niedorzecznym przedsięwzięciem był „Polexit”. Rozejrzyj się wokół; więzienia przepełnione rozpolitykowanymi szubrawcami,  pies jest przyjacielem człowieka, a nie odwrotnie, znowu archaiczne święta radują nasze dzieciaki, rodziny znowu mają mamę i tatę, zwykły insekt jest traktowany jak dokuczliwy gnój, a nie jak zbawca Ziemi, polski rolnik hasa ze zdrową żywnością, pomijając modyfikowaną konkurencję, niedokształcone pacholęta mają długo czyste sedrucha, nie myśląc o dziecięcym onanizmie, szpitale leczą, nie skupiając się nad bezwizowymi wirusami, mamy tylu obcych, chętnych do robienia z nami interesów, a prawie wywalili nas ze strefy Schengen, mamy samodzielne służby specjalne, bez miłości ze strony obcych wywiadów.

- Przecież to same plusy – powiedziałem. – A co z ofiarami?

- Dziękuj Bogu, że było ich tylko tyle.

Nagle usłyszałem przeraźliwy dźwięk dzwonka telefonu. Otworzyłem oczy i leniwie podjąłem rozmowę.

- Zaspał pan na termin szczepienia – usłyszałem niesympatyczny głos pełen pretensji – Nie dość, że naraża pan innych to zabrał pan kolejkę potrzebującemu.

- A spadaj babo! – syknąłem w odpowiedzi, rozłączając rozmowę.

„Źle już ze mną, jeśli śni mi się nieistniejąca polska wiktoria” – pomyślałem.

Spojrzałem przez okno na poranne chodniki pełne przechodniów.

- „A może….” – powiedziałem do siebie, patrząc na senne twarze moich Rodaków.