Tygodnik Solidarność przytacza dyskusję (czytaj...) nad tym wyborem, wraz z sugestiami prawdopodobnych kandydatów w tym niezwykłym castingu. Nas jednak zastanawia, jak głęboko sięga szaleństwo BLM, skoro efekt może być odwrotny do zamierzonego: czarnoskóry bohater będzie zupełnie nieczytelny, chyba że zostanie obsadzony w zupełnie nowych realiach, odmiennych od świata, z jakim go wiążemy. Zatem - może ulec jakiejś prymitywizacji, a jego super-walorem pozostanie wyłącznie siła fizyczna plus spryt w blokowisku.

Oczywiście, dużo zależy od reżysera, ale co ma zrobić ów, choćby miał najlepsze umiejętności - gdy Hollywood przyjął konkretne wytyczne jak robić filmy, przypominające swoim charakterem wskazania socrealizmu. Może warto by zrobić pewną lustrację w tym środowisku, aby zobaczyć, czy przypadkiem wskazówki rewolucyjne nie idą od starych partyjnych wyjadaczy... Bo aż się wierzyć nie chce, że ten kolejny przewrót jest produkcji amerykańskiej. Chociaż, gdyby Amerykanie naprawdę zamierzali odpokutować grzechy popełnione w historii, to Superman powinien być Indianinem. I to byłoby faktycznie ciekawe...

Howgh!