Mija dziś 120 lat od tamtych wydarzeń, sprawę opisuje PAP. Bohaterstwo dzieci zrodziło się z wychowania, ktorego naturalnym przejawem była żywa reakcja na próbę wprowadzania nauki religii po niemiecku. W ramach tzw. kulturkampfu (walki z Kościołem i Narodem Polskim) usunięto z seminariów nauczycielskich język polski, a jego używanie ograniczono do szkół elementarnych i ostatnich klas gimnazjów.

Jak podkreśla PAP, celem kulturkampfu stała się nauka religii w języku niemieckim, bo przedmiot ten był dla uczniów ostoją polskości. Do strajków dochodziło kolejno: w 1883, 1890-1892 i właśnie we Wrześni, w 1901 roku. 15 maja przybyli do miasteczka delegaci polscy: Zygmunt Dziembowski, Józef Głębocki i ks. Antoni Stychel, którzy namawiali mieszkańców do legalnej obrony swoich praw. Dzieci otrzymały podręczniki niemieckie, oddawały je następnego dnia. Odmawiały odpowiedzi po niemiecku. Protest wywołał wściekłość jednego z nauczycieli, Johana Scholzchena, który zdecydował o wychłostaniu uczniów i przetrzymaniu ich w szkole. 

20 maja 1901 roku, dzieci odmówiły wykonania po niemiecku pieśni religijnej. Zostały pobite i zatrzymane.Mieszkańcy próbowali je odbić ze szkoły, dyrektor wezwał policję, ale nie był pewien reakcji, bo córka jednego z policjantów była wśród strajkujących dzieci. Udało się wejść do szkoły i wypłoszyć z niej pracowników, przestraszyć dyrektora. Niestety, ściągnięto jednak policję, która powróciła wraz z nauczycielami. Dziennik Poznański stanął w obronie dzieci i ich rodziców. Dzieci strajkowały dalej, w kolejnych miejscowościach (Miłosław, Pleszew, Gostynin, Krobia, Szlejew), aż do 1905 roku.

W listopadzie 1901 roku uczestnicy strajku (25 osób) stanęli przed sądem w Gnieźnie, proces przemienił się w starcie narodowych dążeń z germanizacją. Jedna z matek wypowiedziała znamienne słowa: "Dlaczego tak prześladujecie polską mowę dzieci? Jeżeli nie umiecie mówić po polsku, to nie udzielajcie dzieciom żadnego wykładu religii, my wcale nie potrzebujemy takiego wykładu, jaki jest obecnie w użyciu. My, matki, będziemy same dbały o pożyteczny wykład. Tylko nie katujcie nam naszych dzieci".

Sąd orzekł bunt i zakłócenie porządku publicznego, uczestników protestu skazano na kary 2-2,5 miesiąca więzienia, w tym fotografa, który zrobił kartki pocztowe przedstawiające pobite dzieci i ich rodziny. Strajk rozszerzył się, mimo represji niemieckich, uczniów przyjmowano w szkołach, w Warszawie i we Lwowie protestowano pod konsulatami Niemiec. W grudniu 1901 roku ukazała się odezwa - apel o podjęcie strajku w walce z rusyfikacją w Królestwie Polskim. W 1902 wybuchło tam 11 strajków szkolnych. Kulminacja przypadła na lata 1905-1908.

W obronie bohaterskich dzieci i ich rodziców stanął Henryk Sienkiewicz, który napisał list otwarty, podkreślając potrzebę solidarności - aby dzieci, których rodziców zamknięto w więzieniu, nie umarły z głodu: "Prawo Boże, prawo chrześcijańskie nakazuje nam litość nad dziećmi, wszystkimi, a cóż dopiero gdy chodzi o takie dzieci!" - podsumował.

Bohaterskie dzieci mogą dziś nauczyć niejednego celebrytę, czym jest polskość i jak ją pielęgnować szczególnie tam, gdzie wiąże się to z dźwiganiem swojego Krzyża.