My, żołnierze, wiemy najlepiej, że częstokroć trudniej jest pozycję utrzymać, aniżeli ją zdobyć. Dlatego największą naszą troską było i jest utrwalenie Niepodległości, w nienaruszalnych granicach tak krwawo zdobytych, Niepodległości, na którą czyhali i czyhają odwieczni wrogowie Polski, wrogowie z zewnątrz i wrogowie z wewnątrz. Złowrogim wrogiem wewnętrznym było rozbicie społeczeństwa na liczne, zwalczające się wzajemnie partje i obozy. Zaciekłe partyjnictwo przenikać poczęło do wszystkich komórek organizmu społecznego, zatruwając go i zagrażając samemu istnieniu Państwa. W tem jednoczeniu się my, żołnierze, nie jesteśmy osamotnieni. Podają sobie ręce ludzie różnej myśli politycznej, różnych obyczajów. Jednoczą się organizacje społeczne i gospodarcze, w pełnem zrozumieniu idei zgodnej współpracy i doprowadzenia przez tę zgodę potęgi naszego Państwa, do stanowiska, należnego nam, jako mocarstwu w wielkiej rodzinie narodów świata (Federacja Polskich Związków Obrońców Ojczyzny dla upamiętnienia dziesięciolecia Niepodległości, Warszawa 1928)

 

Wśród licznych wierszy, fotografii i felietonów dokumentujących państwową uroczystość, było wspomnienie obrony Lwowa Kornela Makuszyńskiego:

Bo to w tym Lwowie przeklętym nigdy nie znają miary.  Do djabła wreszcie z tem miastem, które wszystkim, jak sęp żarłoczny, serce wyjada, jak i mnie wyjadło. Ni mniej -ni więcej, tylko dwa tysiące grobów wydęło się w tej mieścinie psiakrewskiej, a wśród nich sto trzydzieści cztery niewiadomo nawet do kogo należy. A właściwie to wiadomo; stu trzydziestu czterech smyków , bosych i tak obdartych, że nawet odartych z nazwiska, porwało karabiny i poszło na śmierć. Znam cię, jeden z drugim ! Tyś sprzedawał gazety pod hotelem George'a, tyś się uśmiechał do mnie, pędraku słodki, prosząc o niedopałek papierosa, tyś kradł jabłka w cudzym ogrodzie, a ty, tak cichutko śpiący z raną od kuli w czole, nadaremnie udajesz niewiniątko i że mnie nie znasz. A któż to mi wytłukł  kamieniem szybę, kiedyś się bawił w wojnę przy ulicy Małeckiego? O, chłopaki wy moje, o, cudowne chłopaki, dzieci królewskie! — nie macie nazwisk pewnie dlatego, że każde, choćby najwspanialsze, jest dla Was za małe.

Któż spamięta, ilu was tam było, i w jakim wieku? Wszak i taki był, co miał zaledwie ponad lat dziesięć, lwiątko płowe... Iluż was tam było mniejszych od karabinu, to tylko Bóg jeden wie, który was przygarnął z miłością niezmierną, was i tych wszystkich towarzyszów waszych, wąsatych i na wojnie bywałych, szewców , ślusarzów i krawców , i te panienki, których nikt nie całował jeszcze, tylko Matka i śmierć.

 

A wy, cudowne Matki lwowskie, wspaniałe w bólu swoim i dumne ze swojej męki, szepnijcie dziś najsłodszym swoim grobom i synaczkom swoim , że sterana dusza moja i serce, zgryzotami pomięte, napełnia się dziś jasnością i niezmierną miłością tych grobów radosnych i promienistych; a niejedno w nich chopię uśmiechnie się i szepnie: „nie płacz, mateczko moja, patrz jak nas wielbi i kocha ten człowiek!.(Kornel Makuszyński, Purpurowa książka)

 

Dzisiaj jest święto znane i bliskie każdemu, Dzień Matki. Wspomnijmy matki wszystkich walczących o Rzeczpospolitą i wszystkie  bezimienne matki, którym hołd złożył bard syberyjski losu Polaków -Marian Jonkajtys. Wzruszające, serdeczne słowa poety oddają cześć setkom tysięcy wspaniałych, bezimiennych Matek, kobiecych i delikatnych, w potrzebie twardych jak stal. To dzięki Matkom, ich ofiarności, oddaniu - tak wiele dzieci przeżyło zesłanie: to dzięki ich samozaparciu, głębokiemu patriotyzmowi i wierze w Boga zdołały one w tych skrajnie trudnych warunkach wychować swe dzieci. Gdy ich mężowie rozstrzeliwani byli przez sowietów i komunistów a one same wypędzane z dostatnich domów w ciągu 20 minut . (Anna Kubajak)

 

Fragment wiersza Mariana Jonkajtysa

To o Was, Bezimienne...

Pamięci mojej Matki -Sybiraczki, która nas, sześcioro dzieci, na zesłaniu w Kazachstanie uchroniła - poświęcam.

...

Nie ma takiego trudu,

Takiej pracy na świecie,

Której byś-Polska Matko-

Nie tknęła

Dla dobra dzieci!

 

W Sybirze,

Na zesłaniu

Umiałaś robić wszystko:

Byłaś murarzem, cieślą.

Szewcem i traktorzystą..

Zdunem, hydraulikiem,

Rozwozicielem kwasu,

Budowniczym kolei,

Wyrębywaczem lasu..

(...)

Ty, w czasie epidemii,

By życie nam ratować,

Dziesiątki kilometrów

Umiałaś przewędrować!

W śnieg,

W głuszę, bezdrożami,

Którymi nikt nie jedzie..

Do szpitala!

Choć wilki,

Choć na drodze niedźwiedzie!

I brnęłaś, Polska Matko,

Przez lód, powódź, zawieję..

Przynosiłaś lekarstwo,

Albo tylko nadzieję..