"Komisarz sprawiedliwości Didier Reynders skierował do rządu Polski pismo, w którym zaapelował o wycofanie pytania do Trybunału Konstytucyjnego. Dotyczy ono hierarchii prawa. Komisja Europejska potwierdziła informację o liście zaledwie dzień po uruchomieniu procedury o naruszenie prawa UE wobec Niemiec. Oba ruchy KE mają ten sam cel – obronę nadrzędności prawa europejskiego nad krajowym." - pisze Dziennik.pl, podkreślając zdecydowaną postawę Premiera Mateusza Morawieckiego w tej sprawie.  Premier potwierdził, że nie wycofa wniosku do TK, bo chodzi o potwierdzenie wyższości prawa krajowego - ustawy zasadniczej - nad prawem unijnym.

Premier przypomniał  dwa wyroki TK: w sprawie traktatu akcesyjnego z 2005 r. oraz traktatu z Lizbony z 2010 r. Trybunał orzekł o zgodności obu dokumentów z konstytucją.

"Wniosek prezesa Rady Ministrów ma odpowiedzieć na pytanie, czy Polska przekazała za sprawą traktatów kompetencje w zakresie wymiaru sprawiedliwości i czy w związku z tym prymat mają rozstrzygnięcia unijne, czy konstytucyjne" – mówi wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta. W jego ocenie w traktatach europejskich nie ma mowy o sądownictwie, a UE „uzurpuje sobie prawo” do zajmowania się nim. - konkluduje Dziennik.pl.

Co zrobiły Niemcy? Uznały pierwszeństwo prawa unijnego nad krajowym, ale z wyjątkami, które gwarantują bezpieczeństwo Państwa i spójność polityki. Teraz zarówno nasz sąsiad, jak i my, mamy przed sobą 90 minut, w czasie których trzeba strzelić przynajmniej jednego gola i zrobić to do bramki przeciwnika, a nie własnej.

Czy naszą opozycję stać na tę refleksję? Jeśli zaś przeciwnikiem dla niej jest Państwo Polskie, to może czas na weryfikację jej barw i dokumentów? W końcu, w sporcie niejeden gra w obcej drużynie, ale jest to uznawane tylko wtedy, gdy celem i środkiem jest fair play. Zaś KE, która stawia się w roli sędziego, może doczekać się zdecydowanej reakcji widzów i uczestników gry. A wówczas... pytanie, kto zostanie następnym sędzią - i jak to się odbije na całej Europie. Kandydatów jest oficjalnie dwóch: Joe Biden i Władimir Putin - ale zainteresowani są także na Bliskim i Dalekim Wschodzie.