Co jakiś czas, jak Fidel, udziela wiekopomnych rad, które gdyby je zrealizować, uczyniłyby z polskich Kresów polską pustynię na wschodzie. Jakiś czas temu popisał był się on taką „bezcenną” radą w znanym z atakowania oficjalnych polskich organizacji na Litwie radiu ZW. Jego stwierdzenia są tyleż absurdalne, co szkodliwa dla zachowania silnej pozycji Polaków na Litwie oraz niebezpieczne dla polskiego interesu narodowego i polskiej racji stanu. Aby to dostrzec i zrozumieć, trzeba widzieć więcej aniżeli tylko własny czubek nosa. Falkowski nie ma pojęcia czym jest prawdziwa polskość na Kresach.

 

Szara eminencja spraw polonijnych

Szara eminencja spraw polonijnych, bo tak o Falkowskim mówi się w środowiskach kresowych, to do niedawna postać całkowicie nieznana, dał się poznać szerzej opinii publicznej, gdy w połowie 2018 roku media doniosły, iż jako prezes Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie „wywierał bezprawne naciski na Prezydenta Lublina, wiceprezydenta Artura Szymczyka oraz głównego specjalistę w kancelarii prezydenta Lublina Zdzisława Niedbałę i w rozmowach telefonicznych nalegał, aby zrezygnowano z przyznania medali 700-lecia Miasta Lublin i medali Prezydenta Miasta Lublin Polakom z Wileńszczyzny.” W międzyczasie, jak podawały media, Falkowski za plecami Polaków na Litwie uzgadniał z ówczesnym wiceministrem oświaty Litwy Kazakevičiusem nieprzychylne dla polskich szkół projekty, co zostało ostro skrytykowane na XV Zjeździe ZPL. Niedługo po tym, z ostrą krytyką fundacji Falkowskiego wystąpili do premiera Mateusza Morawieckiego europosłowie PiS, pisząc w liście tak:

„Szanowny Panie Premierze! Nasi Rodacy na Litwie zachowali tożsamość opartą na wspólnocie wartości i są przykładem świetnej samoorganizacji i determinacji w dochodzeniu swoich praw. Dzięki Związkowi Polaków na Litwie i Akcji Wyborczej Polaków na Litwie – Związkowi Chrześcijańskich Rodzin bronią praw jej mieszkańców do zachowania języka, kultury i tradycji przodków. Od lat części organizacji politycznych na Litwie – tych o skrajnie antypolskim nastawieniu – zależy na zniszczeniu polskości na Wileńszczyźnie. Systematycznie dążą one do rozbicia jedności środowiska polonijnego. Dlatego my jako posłowie do Parlamentu Europejskiego z wielkim zaniepokojeniem i oburzeniem przyjęliśmy informację o zachowaniu pani Urszuli Doroszewskiej, Ambasador RP na Litwie, wymierzonym w autonomię i samostanowienie największej polskiej organizacji w Republice Litewskiej, poprzez nieuprawnioną próbę wpłynięcia na demokratyczne wybory w ZPL. Równocześnie nasz niepokój budzą kroki podjęte przez niektórych działaczy Fundacji Pomoc Polakom na Wschodzie. Mając na względzie wcześniej wpływające do MSZ interwencje poselskie i doniesienia mediów polonijnych, wnioskujemy o pilne przeprowadzenie kompleksowej kontroli prawidłowości i celowości wydatków oraz działalności ww. Fundacji i wyciągnięcie politycznych i personalnych konsekwencji. Wdzięczni bylibyśmy Panu Premierowi za zwrócenie uwagi kierownictwu Fundacji, że nazywa się ona Pomoc Polakom na Wschodzie, a nie Fundacja Ścigania Polaków na Wschodzie”.

Człowiek honoru, żyjący z publicznych pieniędzy, po takiej krytyce posłów, podałby się do dymisji, ale nie Falkowski, on z uporem nadal prowadzi misję destabilizacyjną na Wileńszczyźnie wymierzoną w oficjalne polskie organizacje na Litwie,  w tym w ZPL i jego prezesa, wielkiego polskiego patriotę Michała Mackiewicza, co jest skandalicznym, żałosnym i szkodliwym zachowaniem.

Zachowanie polskości jest możliwe dzięki silnym polskim organizacjom

Z pozoru niewinne wypowiedzi Falkowskiego są tak naprawdę uderzeniem w podstawy organizacyjne polskiej społeczności na Litwie, bo Polacy są zjednoczeni wokół Związku Polaków na Litwie. Postulaty polskie ZPL w praktyce wciela w życie w samorządach i Seimasie, służą one obronie polskiego szkolnictwa, ziemi, języka, kultury i polskiej tożsamości. Taki system organizacyjny w dobie nieustannych ataków ma głęboki sens, który gwarantuje stabilność, siłę, a co najważniejsze jedność Polaków na Wileńszczyźnie. Zachowanie prawdziwej polskości, w jej narodowym kształcie, jest możliwe tylko dzięki silnym polskim organizacjom. To one dają poczucie bezpieczeństwa i tworzą mocny kręgosłup polskiej Wspólnoty. To ich jedność i siła organizacyjna sprawiły, że obroniono polskie szkoły na Litwie, skutecznie przeciwstawiono się urzędowej dyskryminacji na tle narodowościowym, której twarzą są landsbergiści i tzw. liberałowie. To dzięki sile polskich organizacji Polacy na Litwie jako jedyna polska Wspólnota na świecie mają realną polityczną reprezentację i mają realny wpływ na scenę polityczną w swoim kraju. Czy Falkowski jest w stanie wskazać drugi taki przykład skutecznej samoorganizacji Polaków na świecie? Nie, gdyż takiego nie ma.

Są tacy, którym silna kresowa polskość przeszkadza

Ten niewyobrażalny dla Polonii i Polaków za Granicą sukces Polaków na Litwie stał się możliwy dzięki silnym organizacjom takim jak ZPL. Taka jest prawda i takie są fakty. To przykład do naśladowania. Ale są tacy jak Falkowski, którym oficjalne polskie organizacje na Litwie, którym Polacy zaufali, które ich reprezentują i skutecznie bronią ich praw, nie podobają się. Są tacy, którym silna kresowa polskość przeszkadza, jest dla nich solą w oku. Robią więc wszystko, aby ją osłabić, zdestabilizować i rozbić w imię krótkowzrocznych własnych lub geopolitycznych interesów. Większość z nich to tzw. wyznawcy antypolskiej, anachronicznej i szkodliwej doktryny Giedroycia, która silną i zorganizowaną polskość na Kresach uważa za przeszkodę w nawiązywaniu dobrych relacji z państwami, które powstały po rozpadzie Związku Sowieckiego i weszły w posiadanie tzw. Ziem Utraconych, stanowiących dzisiejsze Kresy właśnie. Takie działanie to zbrodnia na Narodzie Polskim, nikt nie ma prawa sprzedawać naszych Rodaków, przehandlowywać ich w imię iluzorycznych relacji międzynarodowych. Zbyt wiele w historii wycierpieli z powodu polskości, zbyt wiele razy byli zdradzani, jak w Jałcie, aby teraz doświadczać kolejnych niegodziwości ze strony fundacyjnych urzędników czy dyplomatów, którzy nie wiedzą czym kresowa polskość w istocie rzeczy jest. Obowiązkiem Polski po wsze czasy jest dbanie o Polaków na Kresach i wspieranie oficjalnych organizacji, które Polacy wybrali i którym zaufali.

Kresowa polskość to oblężona twierdza

Kresowa polskość to oblężona twierdza i nieustające akty jawnej bądź ukrytej dyskryminacji we wszystkich trzech państwach, na Białorusi, na Ukrainie i na Litwie. Zrozumienie tej prostej prawdy sprawia, że każdy uczciwy człowiek zajmujący się polityką kresową, rozumiejący i naprawdę znający Kresy, nie pozwoli sobie na działania szkodzące kresowym Polakom. Wystarczy tylko być patriotą, aby to czuć. Niestety, takich osób jest coraz mniej, a coraz więcej dyletantów i karierowiczów, którzy z zajmowania się sprawami kresowymi uczynili sobie prywatny folwark i sposób na życie. Poruszają się więc w sprawach kresowych jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany, robiąc więcej szkody niż pożytku. Ale są też i tacy, których zleconym zadaniem jest destabilizacja polskich organizacji na Kresach oraz organizacji polonijnych na świecie. Widzimy to przez cały okres III RP. Wygląda to tak, jakby ktoś postawił zadanie osłabiania i destabilizacji organizacji polonijnych, aby utraciły swoją siłę, niezależność i podmiotowość. Bądźmy pewni, tych działań nie dopuszczają się polscy patrioci, ale osoby i środowiska, które silnej polskości na świecie źle życzą i której się boją. Na przestrzeni trzech ostatnich dekad takich przykładów było wiele. Choćby rozbijackie działania wobec organizacji polonijnych i ataki na liderów Kongresu Polonii Amerykańskiej czy Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej. Ale najjaskrawszym przykładem tych haniebnych działań są skoordynowane ataki wymierzone w polskie organizacje na Kresach oraz ich liderów. Dobrze pamiętam jak przy wiodącym udziale osób z kręgów polskiej dyplomacji destabilizowano i niszczono Związek Polaków na Białorusi. Zamiast pomóc i wspierać jedność ZPB postąpiono celowo odwrotnie, rozbito i osłabiono Związek, podzielono i skłócono, przy współudziale doradców z Polski.  Wbrew zdrowemu rozsądkowi, zasadom i jakiejkolwiek logice, użyto polskiej mniejszości na Białorusi do zwalczania Łukaszenki. To musiało się źle skończyć i źle się skończyło. Dzisiaj mamy tam cztery nic nieznaczące związki. Ponure efekty tych działań doprowadziły do tego, że polskość na Białorusi jest w fazie zaniku, a organizacje skrajnie zmarginalizowane. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na Ukrainie. Tamtejszych Polaków pozostawiono na pastwę ukraińskiego nacjonalizmu, a ślady polskości znikają bez echa z kresowych miast w tempie wręcz zastraszającym, czego przykładem jest choćby barbarzyńskie potraktowanie lwów na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Ale jak może być inaczej, skoro do niedawna polskim ambasadorem w Kijowie był Jan Piekło, ku uciesze banderowców, a smutkowi ich ofiar. Ambasador od lat w swoich publikacjach i wywiadach przedstawia UPA jako organizację narodowo – wyzwoleńczą, usprawiedliwia jej gloryfikację, z której władze Ukrainy stworzyły państwową doktrynę, stawiając pomniki i nazywając ulice imionami morderców i sprawców rzezi wołyńskiej. Piekło, zamiast bronić dobrego imienia Polski poza jej granicami, udzielał szokujących, fałszujących historię wypowiedzi, jakoby w II RP Ukraińcy byli obywatelami czwartej kategorii i że rzekomo niszczono ich kulturę. A ludobójstwo dokonane na ponad 150 tysiącach bezbronnych mieszkańcach polskich wiosek, w tym kobietach i dzieciach, określił historycznym „epizodem”. Swoje urzędowanie rozpoczął natomiast od wściekłego ataku na największego obrońcę prawdy i pamięci o Wołyniu, księdza Tadeusza Isakowicza – Zaleskiego. Takie oto „piekło” zgotowano Polakom na Ukrainie.

Siła Polaków na Litwie nie jest na rękę wielu środowiskom

Jedynie Polacy na Litwie, dzięki własnej determinacji, samoorganizacji i bezgranicznemu poświęceniu dla polskiej sprawy przez swoich liderów, zdołali nie tylko zachować swoje struktury organizacyjne, ale rozwinęli je i umocnili tak bardzo, że stali się ważnym podmiotem na litewskiej scenie politycznej. To natomiast pozwoliło na skuteczną obronę swoich praw przed dyskryminacją i próbą wynarodowienia. Wszystko dzięki jedności, która zbudowała silne organizacje. Dzisiaj z głosem Polaków na Litwie muszą się liczyć w kraju i zagranicą. To pokazuje jak ważne dla zachowania polskości są mocne i oparte na wartościach organizacje. To dlatego Polacy na Litwie nie podzielili smutnego losu swoich Rodaków na Białorusi i Ukrainie, bo umocnili ZPL i zbudowali silną polską pozycję, bez której obrona polskich postulatów nie byłaby możliwa. No i dlatego, że nie dali się zwieść fałszywym koroniarskim prorokom, udawanym „przyjaciołom” z różnych fundacji i placówek dyplomatycznych. Dzięki temu polskość na Litwie trwa w swoim dobrym, niezmienionym kształcie, a polskie dzieci uczą się w polskich szkołach z polskim językiem wykładowym, w języku ojczystym. To jest prawdziwą miarą sukcesu ZPL. Ale siła Polaków na Litwie nie jest na rękę wielu środowiskom, które wolałyby ze szkodą dla polskości, aby doprowadzić do sytuacji podobnej jak wśród Polaków na Białorusi, czyli do rozbicia i zmarginalizowania organizacji. Wówczas można realizować z zewnątrz politykę rządź i dziel, politykę kontroli, manipulacji i cynicznego wykorzystywania Wilniuków do własnych celów. Nic tak jak pieniądze, zwłaszcza w postaci przydzielanych grantów, dotacji czy projektów, nie służy lepiej do siania niezgody i podziałów, do uzależniania ludzi.

Wypowiedzi Falkowskiego szkodliwe dla Polaków i polskości na Litwie

Z tych powodów wypowiedzi Mikołaja Falkowskiego uważam za wielce szkodliwe dla Polaków i polskości na Litwie. Ciągle powtarzany przez niego przykład szkolnictwa na Łotwie jako wzór, jest dla tradycyjnej polskiej oświaty na Litwie zagrożeniem. Zmiany wprowadzane w łotewskim systemie oświaty oznaczają wyraźne ograniczenie pola działalności szkół mniejszości narodowych, gdyż według nowej ustawy o oświacie, w ciągu kilku lat w szkołach średnich na Łotwie nauczenie ma się odbywać wyłącznie w języku łotewskim. Czy o to chodzi Falkowskiemu? Aby język polski nie był językiem wykładowym w polskich szkołach na Litwie? To absurd. To również najszybsza droga do depolonizacji Wileńszczyzny, bo tylko dobra znajomość języka ojczystego jest najlepszym gwarantem trwałości więzów narodowych. Czy Falkowski o tym nie wie?

Inna rzecz to działania i wypowiedzi Falkowskiego, których celem jest osłabienie oficjalnych polskich organizacji na Litwie. W pamięci mamy jego konferencje prasowe, na których atakował prezesa Związku Polaków na Litwie, choć jako rodzaj urzędnika polskiego (fundacja, której jest prezesem podlega bezpośrednio instytucjom państwowym) powinien być bardziej powściągliwy w komentarzach i trzymać język na wodzy, ponieważ nie jest on ani politykiem, ani politologiem, ani dyplomatą, a jego funkcja nie uprawnia go takich wypowiedzi, gdyż nie jest to fundacja prywatna, o czym Falkowski zdaje się zapominać. A jego bezpośrednie wypowiedzi skierowane do Polaków na Litwie, są zachętą do działania przeciwko temu, co stanowi o sile polskiej Wspólnoty na Wileńszczyźnie, czyli jedności Polaków. To zachęta do osłabiania polskich organizacji. To „przyjacielskie” suflowanie, rady do dzielenia Polaków, zachęta do działania w litewskich partiach, czyli tam, gdzie polskie sprawy nie są ważne, a nawet są zwalczane.

Falkowski promuje osobę popierającą zmianę płci i  prawa homoseksualistów z LGBT

Jako przykład do naśladowania Falkowski wskazuje działaczkę skrajnej litewskiej lewicy obyczajowej, której poglądy są zaprzeczeniem tradycyjnej polskiej kultury i moralności, a o której media w Polsce piszą tak:

„Evelina Dobrovolska – zlituanizowana Polka – reprezentująca w nowym litewskim parlamencie Partię Wolności (Laisvės partija), która de facto jest ugrupowaniem mającym wiele wspólnych cech z Wiosną Roberta Biedronia, najwyraźniej oszukała swoich litewskich wyborców podając się za prawnika reprezentującego w litewskich sądach osoby LGBTQ, które m.in. „zmieniały płeć”. Podawała publicznie, że od 2011 roku była asystentem adwokackim. Tymczasem zgodnie z prawem obowiązującym na Litwie, aby reprezentować kogokolwiek przed sądem należy legitymować się dyplomem magistra, a Dobrovolska posiada jedynie licencjat. Jako przedstawicielka wspomnianej wyżej lewicowej litewskiej partii, została zaproszona na rozmowę z goszczącym ostatnio na Litwie prezydentem Andrzejem Dudą. Polskie służby dyplomatyczne zatem nie sprawdziły faktów dotyczących tej działaczki na rzecz LGBTQ. W efekcie nieudolnego „białego wywiadu” naraziły polskiego prezydenta na konieczność jałowej dyskusji z osobą, która reprezentuje przeciwstawne do prezydenta Polski przekonania społeczne, a także nie reprezentuje też polskiej partii na Litwie.

Natomiast „Przegląd Bałtycki” charakteryzuje ją w następujący sposób:

„Jej zasługą jest działalność na rzecz prawnego potwierdzenia korekty płci w dokumentach. Tematyka osób LGBT jest dla młodej Polki ważna, podobnie jak dla całej Partii Wolności, z której mandat poselski uzyskał w Sejmie aktywista na rzecz osób nieheteronormatywnych Tomas Vytautas Raskevičius. – Ewelina wygrała około czterdziestu takich spraw, jest wielką przyjaciółką osób LGBT – mówi Przeglądowi Bałtyckiemu Raskevičius. Partia Wolności, z ramienia której Raskevičius i Dobrowolska będą siedzieć ławka w ławkę w Sejmie, nie wyklucza nawet wsparcia dla małżeństw homoseksualnych, choć dotychczasowa, starsza partia Ruch Liberałów wciąż mówi tylko o związkach partnerskich. – To nie jest napisane w programie, ale mogę powiedzieć o swoim osobistym poglądzie. Jestem za prawem gejów i lesbijek do adopcji dzieci na Litwie – mówił mi latem 2019 roku wiceprzewodniczący partii Vincas Jurgutis. – Boli mnie homofobia występująca na Litwie, niestety w polskiej społeczności jest ona większa niż w przypadku Litwinów – stwierdziła Dobrowolska w jednym z wywiadów dla Przeglądu Bałtyckiego.”

A zatem, Falkowski jako przykład stawia osobę krytykującą polską społeczność i walczącą o prawa osób do zmiany płci i o prawa homoseksualistów. Ciekawe co o takich wyczynach Falkowskiego stojących w sprzeczności z wartościami, programem i światopoglądem PiS sądzą jego liderzy, zwłaszcza Jarosław Kaczyński, czy o tym wiedzą? Warto o to zapytać.

Falkowski nie musi pomagać, wystarczy żeby nie przeszkadzał

Wielkim problemem Rzeczypospolitej dzisiaj jest to, że osoby zajmujące się polityką kresową cierpią na intelektualny uwiąd, mają słabą wiedzę i rozeznanie w sprawach kresowych, a tym samym nie czują prawdziwego ducha polskości na Kresach. Gdybyśmy takich „znawców” jak Falkowski mieli przed stu laty, to nigdy nie odzyskalibyśmy niepodległości, a już na pewno nie mielibyśmy w granicach II Rzeczypospolitej Lwowa, Grodna i Wilna. Serce Piłsudskiego pęka na Rossie, gdy widzi jak różnej maści urzędnicy, działacze i dyplomaci z Macierzy traktują jego ukochaną Wileńszczyznę i Rodaków. Jak szkodliwych rad udzielają Wilniukom, które, gdyby je wysłuchać, doprowadziłyby w prostej linii do rozmycia i zaniku polskości jaką znamy, tak jak to się stało na Grodzieńszczyźnie, gdzie rozbito silną polską organizację, albo na Lwowszczyźnie, gdzie przez brak należytego wsparcia polskość ledwie dyszy. Polskość na Wileńszczyźnie przetrwa tylko wtedy, gdy będzie silna i zjednoczona polska Wspólnota, która będzie mieć oparcie w swoich mocnych organizacjach, które będą skutecznie bronić praw Polaków. Taką politykę trzeba wspierać i taką wobec Kresów prowadzić. Tylko to daje gwarancję, że nadal będziemy mieć Polaków na Litwie, a nie Litwinów polskiego pochodzenia. To zasadnicza różnica. Dlatego „dobre rady” różnych panów Falkowskich należy odrzucić, gdyż prowadzą one wprost do asymilacji i lituanizacji. Byłoby to ze szkodą dla samych Polaków na Litwie, ale też dla Polski, gdyż najlepszymi ambasadorami polskości na Kresach są nasi Rodacy i ich organizacje. Warto to sobie uświadomić raz na zawsze. A co do Mikołaja Falkowskiego, to nie musi on pomagać, wystarczy żeby nie przeszkadzał, a Polacy na Litwie jak zawsze w historii sobie poradzą i będą rozwijać polskość, której są prawdziwymi strażnikami na Kresach.

Antoni Matulewicz, Kresowiak z USA