Decyzję z „Traditionis custodes" przyjąłem ze smutkiem. Nie rozumiem jej. Zwłaszcza, że od wielu lat karmię się także duchowością czasów przedsoborowych. Doceniam jej wartość i pasuje ona dobrze do mojej „struktury ducha". Wychowany jestem na „Ćwiczeniach Duchowych" Ignacego z Loyoli i wierzę w słuszność „Reguł trzymania z Kościołem". Pierwsza z nich mówi: „Rezygnując z wszelkiego własnego sądu, trzeba mieć umysł gotowy i skory do okazania posłuszeństwa we wszystkim prawdziwej oblubienicy Chrystusa, Pana naszego, czyli naszej świętej Matce, Kościołowi hierarchicznemu". Dodatkowo reguła trzynasta surowo podkreśla: „By we wszystkim utrafić w sedno, powinniśmy być zawsze gotowi wierzyć, iż białe, które widzę, jest czarne, jeżeli się tak wypowie Kościół hierarchiczny, w przekonaniu, że między Chrystusem, naszym Panem i Oblubieńcem, a Kościołem, Jego Oblubienicą, działa ten sam Duch, który nami kieruje i rządzi ku zbawieniu innych dusz. Świętą Matką naszą, Kościołem, rządzi bowiem i kieruje ten sam Duch i Pan nasz, który nam dał dziesięć przykazań". Roma locuta causa finita.

Podsumowując, decyzji nie rozumiem i czuję względem niej wewnętrzny niepokój, a kiedy czegoś lub kogoś w Kościele nie rozumiem pozostaje mi tylko pokochać i wierzyć, że Duch Święty ma swoje drogi docierania do ludzi Kościoła.

 

Ks. Mateusz Szerszeń CSMA