"Wyższe zarobki, bezpieczna przyszłość polskich rodzin, godne emerytury i dobry klimat dla rozwoju polskich firm. To hasła, które przez lata brzmiały jak naiwne marzenia. Dziś wreszcie jesteśmy blisko, by te marzenia stały się rzeczywistością. Polski Ład to nasza droga do budowy państwa dobrobytu. To nasza droga do europejskiego standardu życia" - napisał szef rządu.

"Polski Ład to szansa na zbudowanie autentycznej klasy średniej; nie dla wybranych, ale dla jak najszerszej grupy Polaków; dla tych, którzy mieszkają nie tylko w dużych miastach, lecz także w Polsce lokalnej - miasteczkach średniej wielkości i wsiach. Z myślą o nich wprowadzamy kwotę wolną od podatku w wysokości aż 30 tys. zł. Skorzysta na tym przeszło 18 mln Polaków. Podatku od emerytury do 2,5 tys. zł nie zapłacą też emeryci. Co miesiąc dostaną więcej pieniędzy na rękę. Kontynuujemy wsparcie dla polskich rodzin. Dzięki Polskiemu ładowi będzie ich stać na własny dom czy mieszkanie. A nasze dzieci będą uczyć się w wyremontowanych i lepiej wyposażonych szkołach. To wielka inwestycja w ich przyszłość…”

Zapowiedzi konkretnych inwestycji jest więcej: "niebawem w każdej gminie w Polsce ruszą inwestycje strategiczne: nowe drogi, sieci wodno-kanalizacyjne, boiska, parki, domy seniora", nowe inwestycje oznaczają zamówienia, a to oznacza większe zyski dla przedsiębiorców i tysiące nowych miejsc pracy.”

Zapowiedzi jest więcej, ale niepokoju też. Nie w słowach Premiera, który obiecuje dobrobyt, ale pod piórem tych, którzy komentują jego wypowiedź podkreślając, że na podstawę tych obietnic -  fundusze europejskie - jeszcze poczekamy, o ile je w ogóle dostaniemy. A jeśli każą nam za nie zapłacić wyrzeczeniem się własnej tożsamości i demoralizacją, to… wszystko pęknie, jak bańka mydlana.

I gdy to rozważamy, powraca natrętne pytanie: co wtedy? A na nie – przede wszystkim rządzący powinni odpowiedzieć.