Syn organisty

 

Ojciec Stefana i Anastazji Wyszyńskich był organistą, uczył Stefana mnistrantury po łacinie. Mały Stefek uczestniczył w budowie kościoła, dźwigał cegły z kolegami ze szkoły: "Pamiętam pierwsze wykopy pod fundamenty świątyni. Widziałem olbrzymie sterty wydobytych przy kopaniu fundamentów kości waszych pradziadów, dziadów i ojców, które później uroczystym pogrzebem pochowano pod tą świątynią. Pamiętam, że niekiedy byliśmy wzywani na pomoc, gdy zabrakło cegły na rusztowaniach. Przychodziły wici do szkoły, a wtedy chłopcy przybiegali na plac budowy i pod kierunkiem murarzy dźwigaliśmy cegły z dalekich pryzm pod schody, prowadzące pod rusztowania. Wyżej nie wolno było iść ze względu na bezpieczeństwo. Dźwiganie cegły było pierwszym moim przyczynkiem do budowy kościoła, najpierw materialnego, a dzisiaj duchowego” . - wspominał jako Prymas Polski.

Utkwił mu w pamięci obraz modlącego się ojca: Nigdy nie siedział w ławce. Zawsze klęczał na posadzce, co narażało go na zaziębienia. Nie lubił, gdy mu przerywano porządek modlitw”.

 

Wychowany na kolanach

 

Kto pojedzie do Zuzeli, zauważy religijny wystrój domu: „W domu moim nad łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w owym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego Różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej. Zastanawiało mnie tylko, dlaczego jedna jest czarna, a druga biała. To są najbardziej odległe wspomnienia z mojej przeszłości”.

Prymas Wyszyński wspominał też pielgrzymki rodziców. „Mój ojciec z upodobaniem jeździł na Jasną Górę, a moja matka do Ostrej Bramy. (...) Oboje odznaczali się głęboką czcią i miłością do Matki Najświętszej i jeżeli – co na ten temat ich różniło – to wieczny dialog, która Matka Boża jest skuteczniejsza: czy ta, co w Ostrej świeci Bramie, czy ta, co Jasnej broni Częstochowy”. - zastanawiało małego chłopca. -Te podróże moich rodziców, ich dążenia i rozmowy, wspomnienia łask otrzymanych i uzyskanych pomocy, głęboko utkwiły w mojej chłopięcej duszy. Zdaje się, że stworzyły fundament dla ufności i nadziei ku Matce Boga, która mnie nigdy nie opuściła”– wspominał po latach Prymas. Cała rodzina modliła się codziennie przed obrazami Matki Bożej Częstochowskiej, Ostrobramskiej i Nieustającej Pomocy.

 

W służbie Bogu i Ojczyźnie

Dom Wyszyńskich był religijny i patriotyczny zarazem, podobnie jak dom św. Ojca Maksymiliana Kolbe, który go zafascynował w przyszłości. Prymas wspominał, jak z ojcem i kilku zaufanymi gospodarzami chodzili potajemnie porządkować groby powstańców styczniowych. Ojciec udzielał się we wsi w organizowaniu straży ogniowej, teatru ludowego czy ochronki parafialnej. Zawsze chętny do pomocy, pisał chłopom urzędowe pisma. - relacjonuje Idziemy.pl.

 

Posłuszny wnuk

 

Dziadek Piotr zmarł w wieku 51 lat, kiedy Stefan miał rok. Babcię Katarzynę Prymas wspominał: „Ostatni raz byłem tam [w Gaci – przyp. red.] w 1923 r., na kilka miesięcy przed swoimi święceniami kapłańskimi. Żyła jeszcze moja babunia, staruszka. Prosiłem ją o błogosławieństwo na drogę kapłańską. Ta prosta kobieta, żegnając mnie, powiedziała: „Pamiętaj, jeżeli będziesz złym księdzem, to mi się nie pokazuj”. (...) To, co powiedziała w przedziwnej mądrości człowieka prostego, ale wierzącego, zapadło mi w duszę. Do dziś dobrze to pamiętam i nie zapomnę. A może te proste, ale zdecydowane słowa kobiety chrześcijańskiej miały wielkie znaczenie dla mojego osobistego życia?”. Prymas Wyszyński dobrze rozumiał, jaki był dom dziadków, skoro pisał o swym ojcu, że „Żywą wiarę i głęboką religijność wyniósł z domu rodzinnego od ojca i matki. Pamiętam, jak ongiś, gdy był jeszcze młodym człowiekiem, wyklękiwał kolana przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Podziwiałem jego dar modlitwy, który do dziś jest dla mnie zbudowaniem”.-  podsumowuje autorka.

Zbierzmy te iskry w całość: dom Wyszyńskich był maryjny, i tego nauczył przyszłego Prymasa Polski. Rodzina wdrożyła go nie tylko do modlitwy, ale i służby: Bogu i Ojczyźnie. Warto pojechać do Zuzeli, by pooddychać tą wewnętrzną wolnością, która była takim skarbem w czasie okupacji sowieckiej.

 

"Jestem związany z Zuzelą sercem. Każdy człowiek jest przecież związany sercem i uczuciem z miejscem swojego urodzenia. Tutaj w tej rodzinie parafialnej podwójnie się narodziłem: z ciała i krwi mej Matki i z Chrystusowej Krwi w sakramencie Chrztu. Są to więzy potężne. Czuję się wielkim dłużnikiem wobec ziemi, której chleb jadłem od dzieciństwa i wobec wszystkich, wśród których żyłem. " - pisał Prymas w liście z 1971 roku.

 

W Zuzeli tuż przed rocznicą urodzin Stefana Kardynała Wyszyńskiego odbyła się Msza Święta o trzeźwość Polskiego Narodu, której przewodniczył ks. Bp Tadeusz Bronakowski, a udział w niej wziął Premier Mateusz Morawiecki.