A jednak... Prof. Witold Kieżun powiedział coś zdumiewającego o Powstańcach Warszawskich: "Gdy spotykaliśmy się, to wspominając mówiliśmy, że to były najpiękniejsze chwile naszego życia". Jak to możliwe?

W 2015 roku, Krzysztof Ziemiec przeprowadził z profesorem Kieżunem wywiad, z którego wynikało, że nasza mentalność zmieniła się od czasów II wojny światowej nie do poznania: "To było coś zupełnie niezwykłego – niezwykła satysfakcja, że wszyscy jesteśmy owładnięci tą samą myślą. Można zrozumieć nasze uczucia tylko wtedy, gdy zrozumie się, jak wyglądała niemiecka okupacja w Warszawie. To jest bardzo trudne do zrozumienia dla ludzi, którzy nie przeżyli Powstania." - ocenił Powstaniec.

I to się przewija w rozmowach z innymi Powstańcami Warszawskimi. Przekonanie, że mimo trudu i wysiłku, błyszczy nadzieja, że działanie ma sens, uda się zwyciężyć. Pewność, że kodeks (rycerski) żołnierski jest powinnością moralną, co pozwalało tym, którzy przetrwali opierać się kolejnemu okupantowi. Czy pozwoliło im to żyć w spokoju serca i duszy? Raczej nie - bo sowieci natychmiast wyławiali te perły ze społeczeństwa i likwidowali opornych.

"Myśmy byli przekonani, że trzeba zrobić wszystko, by wywalczyć tę wolność – a nawet jak się nie uda, to ukarać zbrodniarzy." -  wyznał prof. Kieżun. A przecież, jak powiedział:  "Sytuacja jeśli chodzi o wojnę była logicznie ustawiona przez nas - wierzyliśmy w siłę 1800 samolotów angielskich i francuskich. Zostaliśmy w czasie wojny zdradzeni: przez Francję, Anglię, USA… Ale jak można było przewidzieć to, że my, żołnierze AK, Wojska Polskiego, z prawami konwencji genewskiej, ogłoszono to 30 sierpnia, a nie 2 sierpnia? Jak można darować to, że 104 samoloty przeleciały we  wrześniu, a nie na początku sierpnia?"

Tu już nawet nie chodzi o darowanie, ale o sprawiedliwość dziejową. Polska nie ma szczęścia do sojuszników, o czym mówił i za to zginął Ksiądz Jerzy. Gdy tyle osób co roku rzuca się na pamięć Powstańców, przedstawiając ich jako fantastów bez wyczucia realności - warto te słowa przypomnieć.