"Sport lubiłem od dzieciństwa. Salezjanie “przyciągnęli” mnie swoim programem zajęć sportowych, który powoduje, że młodzi ludzie mogą spędzić czas na boisku, zdrowo dla ciała i duszy, a nie tylko wpatrując się cały czas w smartfony" – powiedział ks. Edward.

Na terenie wioski olimpijskiej znajduje się duża sala, w której odprawia Msze Święte. Ich godziny sprawowania kapłan dostosowuje do zajęć sportowców i ich treningów. – Moim głównym mottem jest przecież “służyć i jeszcze raz służyć” – powiedział. Ponadto służy sakramentem pokuty i pojednania, a także błogosławi sportowców, którzy nie mogą uczestniczyć w liturgii. Wielu z nich chętnie uczestniczy w organizacji Mszy Świętych, np. czytając teksty mszalne.

Ks. Edward Pleń towarzyszył polskim sportowcom również w 2016 roku na igrzyskach w Rio de Janeiro. Wtedy olimpijczykom towarzyszyła także figura Chrystusa. Kapłan nie tylko dodaje im otuchy, ale także naucza. Jak sam mówi, walczy z przeklinaniem wśród zawodników, tłumacząc im, że są wzorem dla młodego pokolenia. - relacjonują Media Narodowe.

Najważniejsze jednak jest to, aby mieć dla nich zawsze czas. Te “pandemiczne” Igrzyska w Tokio paradoksalnie bardzo się temu przysłużyły, gdyż nie mogę nigdzie się poruszać poza hotelem i wioską olimpijską

– powiedział.

Po przyjeździe do Tokio, wraz ze swoim zakonnym współbratem z Tokio-Chofu chcieli udać się samochodem do figury Matki Bożej u stóp góry Fudżi. Dotarcie tam okazało się natomiast niemożliwe, więc postanowili odwiedzić kościół w Chofu, w którym modlili się za polską reprezentację przy grobie Sługi Bożego ks. Vincenta Cimattiego. Niedługo potem przyszła fantastyczna nowina – Polska zdobyła pierwszy olimpijski medal.

Ta postawa kapłana budzi szacunek. Zaczynamy rozumieć wypowiedzi naszych sportowców, którzy przyznają się do wiary w Boga i do miłości dla Matki Bożej. Oczywiście, nie do wszystkich ks. Edward może trafić, ale to jest kwestia indywidualnego wyboru młodych ludzi, którzy mają jeszcze szansę na nawrócenie.