Na bieżąco bolszewicy realizowali swój plan. Na zajętych terenach budowali struktury komunistycznego totalitaryzmu. Proklamowali kolejne sowieckie pseudorepubliki. Tworzyli tam lokalne Komitety Wojenno-Rewolucyjne, czyli tzw. rewkomy, „milicje ludowe”, „komitety folwarczno-parobczańskie”, które działały pod nadzorem partii bolszewickiej.

31 lipca1920 r.  w Mińsku proklamowali Białoruską Socjalistyczną Republikę Sowiecką. W Białymstoku zapowiedzieli utworzenie Polskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej i powołali „polski” rewkom. Także w Wilnie wbrew podpisanym traktatom od razu utworzyli rewkom.  Wolne republiki bałtyckie nie miały racji bytu.

Polacy bronili swej niepodległości, a jednocześnie zatrzymali komunizm i zepchnęli go na linię swych granic wschodnich, które były ustalone traktatem w Rydze.

Wojnę bolszewicką sprowadza się do obrony Warszawy, ale stolica była tylko centralnym punktem odniesienia do działań sowieckiego Frontu Zachodniego pod dowódctwem Michaiła Tuchaczewskiego. Wojna objęła olbrzymi obszar od granicy Prus Wschodnich, Działdowa i dalszego przedpola Torunia aż po Lubelszczyznę i Zamość. Z tego rejonu, z zakola Wieprza, wychodziła polska kontrofensywa. Obrona Warszawy miała jednak olbrzymi ładunek emocjonalny i wielki znaczenie psychologiczne.

Trzeba pamiętać, że był również Front Południowo-Zachodni, dowodzony przez  Aleksandra  Jegorowa. To oni szli na Lwów.

My rozpoczęliśmy wojnę z bolszewikami już wcześniej, bo już w 1919 r.  Armia Czerwona rozpoczęła swoje działania również w tym roku. Na terenach, z których Niemcy po przegranej wojnie musieli ewakuować wojska tzw. Ober-Ost, wpuszczali na te tereny bolszewików. Nie mieli interesu, aby nam pomagać. U nas w tym czasie rozpoczęło się powstanie wielkopolskie i mieliśmy wobec Niemców żądania terytorialne, dlatego woleli wspierać bolszewików. Armia Czerwona, która szła  śladem Niemców na zachód, musiała spotkać się z bojowymi jednostkami Wojska Polskiego.

Ofensywa wojenna  z wiosny 1920 r.  przeciw bolszewikom pozwoliła wyzwolić Wilno i Wileńszczyznę. Jednocześnie zakończono walki a Ukraińcami, a tym samym ustabilizowano front na linii między Dniestrem a Dźwiną.

W pierwszych miesiącach 1920 r.  Lenin szybko przygotowywał plany frontalnej ofensywy przeciwko Polsce. Już w lutym i w marcu były dyrektywy do ataku na Polskę.  Dlatego nasza ofensywa na Kijów to jedynie próba uprzedzenia uderzenia bolszewików, którzy i tak do ataku na nasz kraj byli już przygotowani. Wprawdzie zajęliśmy Kijów, ale nie udało się rozbić głównych sił wroga na tym odcinku. Bolszewicy wycofali się nad Dniepr. Piłsudski miał nadzieję, że stworzy sojusz z Petlurą, który ogłosił nabór do swojej armii. Niestety Ukraińcy nie byli chętni do wstępowania do nowopowstającej armii. Choć tłumaczono im, że Polacy nie zamierzają zostawiać dla siebie Kijowa, a celem sojuszu Petlury i Piłsudskiego jest jedynie wyzwolenie Ukrainy, to nie spotkało się to z szerszym odzewem.

W międzyczasie siły bolszewickie zostały przegrupowane i rozpoczęły kontruderzenie. Na zaplecze polskiego frontu dostała się armia konna Siemiona Budionnego. Bolszewicy zajęli przyczółki  na prawym brzegu Dniepru. Polacy zaczęli się wycofywać. Fiaskiem skończyły się próby zatrzymania bolszewików na Niemnie i Szczarze lub na linii Narwi i Bugu. Dopiero linia Wisły i przedpola Warszawy powstrzymały nawałę bolszewicką, a końcowe było uderzenie znad Wieprza.

Nastąpił przełom na froncie zachodnim. Część wojsk poszła w rozsypkę, część ewakuowała się do Prus Wschodnich. Do odwrotu został zmuszony również Front Południowo-Zachodni, który miał zdobyć Lwów. Wspólna obrona wojsk polskich i ukraińskich odparła atak Budionnego na Zamość.

Losy wojny bolszewickiej rozegrały się w 1920 r. nad Niemnem. Rosjanie myśleli, że poradzą sobie z Polakami zbyt zmęczonymi, aby nadal prowadzić batalię. Próbowali przegrupować siły i przygotować kontruderzenie. W dniach 20-28 września doszło do decydującej bitwy niemeńskiej. Była ona prowadzona na obszarze  od Wołkowyska i Grodna po Druskienniki. Polacy zastosowali manewr oskrzydlający. Doprowadzili Sowietów do panicznego odwrotu, a siły ich poszły w rozsypkę.

Polacy byli w swojej walce osamotnieni na arenie międzynarodowej. Komuniści wszędzie byli  mobilizowani przeciwko Polsce. Niemieccy robotnicy w Gdańsku strajkowali, aby nie dokonać rozładunków dla Polski.  Czesi mieli nadzieję, że Polski nie będzie, a bolszewicy nie pójdą dalej na Czechosłowację. Zapowiedzieli Polakom, że nie dopuszczą do żadnych transportów broni ani materiałów wojennych przez ich teren.

Jedynie Węgrzy nam pomogli. Przekazali duże ilości amunicji i broni. Węgierska jednostka kawaleryjska miała do nas dotrzeć, ale Czesi zatrzymali ją na granicy.

I tak „niezwyciężona Armia Czerwona” została pokonana przez siły polskie, a tym samym nie udał się bolszewicki pochód na Europę.

Iwona Galińska