Jerzy Biernacki pisał o nim: (Kurier Wnet, grudzień 2015):

Jerzy Narbutt ma jeszcze jedną wadę: czysty życiorys. Nigdy nie dał się uwieść PRL-owskim „powabom", od 1945 roku świadomie uczestnicząc we „froncie odmowy" (który sam sobie wymyślił, bo, niestety, frontu jako takiego nie było, tylko pojedyncze przyczółki: Herbert, Narbutt, Jerzy Braun, January Grzędziński i może jeszcze dwie-trzy osoby). A tego dzisiaj w Polsce i na świecie się nie wybacza. Dlatego debiutował dopiero sporo po trzydziestce, publikował wyłącznie w prasie katolickiej, z wyjątkiem PAX-owskiej.

Jego powieść „Ostatnia twarz portretu" rekomendowana przez Krzysztofa Masłonia w Rzeczpospolitej jako kultowa książka okresu stanu wojennego, wydana została w drugim obiegu w 1981 roku, przy sprzeciwie Wiktora Woroszylskiego, który zarzucił jej „nadmierny patriotyzm".

Tak, był patriotą i pisał uczciwie. Stryjeczny wnuk Ludwika Narbutta, którego śmierć w Dubiczach jako naczelnika powstania styczniowego w powiecie lidzkim została uwieczniona na obrazie Michała Elwiro Andriolliego, wnuk Franciszka Narbutta, który walczył w powstaniu styczniowym w Królewcu w oddziale Langiewicza, potomek rodu, który wolność i godność Rzeczypospolitej przedkładał nad prywatę.  Inaczej niż twórcy  i potomkowie bolszewickiej rewolucji dokonujący niszczenia Rzeczypospolitej  i cywilizacji pod hasłami wolności, równości i braterstwa oraz troski o planetę.

W homilii podczas uroczystości pogrzebowych Jerzego Narbutta ks. bp. Antoni Dydycz powiedział: I był uczniem Władysława Tatarkiewicza, szczęścia poszukiwał w sobie, w czystości intencji, w prawości osądów i w uczciwości postępowania.

Ostatnia twarz portretu jest relacją świadków dziejów Rzeczypospolitej z okresu walki o Jej niepodległość. Dziejów Rzeczypospolitej, które nasi wrogowie w XXI w. fałszują w imię swoich interesów.

Co robią Ukraińcy? Jedni chcą autonomii, i winni ją dostać, ale są tacy, co służą obcym interesom, broń przemycaną z Rosji magazynują, zza węgła strzelają do nas i do swoich, do tych, którzy chcą z nami dogadać się pokojowo. (...) Czy byłoby moralne nie likwidować zagrożeń? Ostatecznie ta broń, w razie czego, nie w nas przede wszystkim ugodzi, lecz w ludzi bezbronnych, w małżonkę pańską, we wnuki, w cywilów. Nie w wojsko, nie w wojsko – fragment rozmowy ziemianina na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej z kapitanem oddziału Wojska Polskiego stacjonującego u niego. (Ostatnia twarz portretu).

Po agresji Niemiec i Rosji na Polskę w 1939 roku Ukraińcy i Żydzi nadal służyli obcym interesom a nie Rzeczypospolitej. Wskutek ich donosów Polacy byli rozstrzeliwani, mordowani w więzieniach, ginęli w Katyniu, na Syberii, pracowali w niemieckich obozach. I bestialskie  ukraińskie ludobójstwo ludzi bezbronnych, cywilów, duchownych, na ołtarzach w kościołach tylko dlatego, że byli Polakami.

 „Ostatnia twarz portretu" jest też oceną stosunku Żydów do Rzeczypospolitej:

"Panie student, ja wiem, co pan nic nie może, a kto dziś może dużo? Ja wiem, że idzie koniec, bogaci Żydzi pewnie się uratują, oni zawsze sobie poradzą i może się gdzieś ukryją, oni nas, biednych Żydków, zawsze mieli za nic, panie student, niech pan wierzy swojemu krawcowi, bo ja panu coś powiem. Kiedyś bym nie powiedział, ale dzisiaj powiem. Dlaczego dziś? - pan się spyta, a dlatego, że ja tutaj, dopiero tutaj, w getcie, zobaczyłem, że to był wielki puc, to było wielkie kłamstwo, takie wielkie nic, to gadanie, że Żydzi są solidami. Czy pan widział tych policjantów żydowskich jak kopią starców i dzieci? Czy pan wie, że żydowskie bogacze palcem w bucie nie kiwną tu, żeby ratować biedaka? Tu się skończyła ta bajka, ten wielki szum, tu ja przejrzałem na oczy i wie pan co, panie student? Od żydowskiego bogacza ja wolę polskiego bogacza, bo więcej w nim litości, a to nasze, to takie pazerne drapieżne i takie zadufane. (...) Ja wiem, kogo on miał na myśli - żydowskich bogaczy, żydowską inteligencję, tych nadętych puryców, co to się rozpychali łokciem, i kpili sobie z Polaków, i ciągle się wynosili nad wszystkich. Pan student myśli, że stary krawiec nic nie myślał przed wojną, tylko myślał jak uszyć i jak najwięcej zarobić? Nie, Cyngielblum myślał, nad szyciem dużo się myśli, bo igła sama idzie, i ja tak sobie myślałem o tych naszych purycach, co nam złe imię wyrabiali tutaj. Czy godzi się tak? Czy godzi? Pluć w oczy innym? Rozpychać się? Żebym ja znał ich, to ja bym im powiedział: skromniej, panowie, skromniej, zostaliście przygarnięci w tym bardzo gościnnym domu, ale, na Boga! skromniej, nie godzi się tak wynosić, nie godzi się tak pchać, jak w autobusie, uczcie się od Ormian, których tu wszyscy lubią, ej, panie student! Te nasze puryce same na siebie ściągają złość ludzką, i co dziś z tego rozpychania? Gdzie muszą szukać schronienia? U tych, z których przed wojną się śmieli, a z jaką oni twarzą do nich się teraz udadzą?"

 

Jerzy Narbutt opisywany po śmierci jako „jeden z najszczelniej zmilczanych pisarzy współczesnych", „strażnik polskości i ładu moralnego", „nietradycyjny tradycjonalista", „Książę Niezłomny", „strażnik wartości, będący umysłem niezależnym, prawdziwie osobnym", „pisarz dyskretnie niezłomny", „rycerski realista", „książę słowa, mówiący prawdę z miłością", „wieczny outsider, bytujący na marginesie świadomości społecznej i upominający się wciąż o prawdy podstawowe", który „nigdy nie ugiął kolan przed możnymi i mocarzami świata tego i klękał tylko przed Bogiem" pisał o sobie:

Mam tylko gołe ciało moje i to życie

w prawdzie,

co nie ułatwia życia. To życie

w prawdzie,

z którego się natrząsają, szturchając

się łokciami,

i zwą mnie ironicznie: „Nasz książę

niezłomny..."