O Unii Europejskiej wiemy coraz więcej – tyle, że moglibyśmy ją opuścić, gdyby nie szantaż i obciążenie finansowe. Natomiast władze UE, wiedząc w jakiej nas postawiły sytuacji, produkują kolejne tony dokumentów… , z których wynika właśnie następne zniewolenie.

I to dotyczy tych, których gorszyć i niszczyć nie wolno – dzieci i młodzieży. Wiceminister Sprawiedliwości Sebastian Kaleta poinformował na facebooku o dokumencie zwanym: „Konkluzje dotyczące strategii UE na rzecz praw dziecka”:

- Dokument według Komisji Europejskiej ma stanowić podstawę do uruchomienia procesu legislacyjnego w zakresie uznawalności związków jednopłciowych w każdym kraju UE oraz uznawania adopcji przez nie dzieci i innych form uznawanego rodzicielstwa. Unijny dokument wbrew tytułowi uderza w prawo dziecka do wychowania w rodzinie przez ojca i matkę, bo – jak uważa resort sprawiedliwości – zamiast wspierać dobro dziecka jest elementem unijnej polityki promującej środowiska LGBT i ideologię gender.

KE informuje z kolei, że strategia obejmuje zestaw środków służących rozwiązaniu takich spraw, jak: prawa dzieci najbardziej potrzebujących pomocy, prawa dziecka w erze cyfrowej, zapobieganie i zwalczanie przemocy oraz promowanie wymiaru sprawiedliwości przyjaznego dziecku.

Gdzie jest prawda?

Właśnie w tym, co stanowi rzeczywistą treść zapisanych słów. Nic dziwnego, że Polska i Węgry opowiedziały się przeciw strategii UE – problem w tym, że młodzi ludzie mogą tego ruchu nie zrozumieć. Bo żeby czytać dokumenty unijne, trzeba założyć iż są zaszyfrowane i wymagają zdemaskowania i ujawnienia celu. A to z kolei wymaga zaufania Kościołowi, który przestrzega przed ideologią gender. Inaczej – można nabrać się na pozornie pozytywny wydźwięk tej makulatury.