Pierwszy tom tej serii pod tytułem "Magnetyzer" przedstawia niezwykłe śledztwo. Poszukiwany przez komisarza Jerzego Drwęckiego może bowiem wpływać na ludzkie umysły - a przynajmniej tak to wygląda...

 

Opowiadanie o fabule kryminału jest, proszę wybaczyć grę słów, zbrodnią. Pozwolę więc sobie skupić się na kwestiach historycznych i postaci. Autor w "Magnetyzerze" zapragnął oddać atmosferę tamtych czasów - i udało mu się to bez dwóch zdań. Na kartach powieści pojawiają się takie postaci jak Bolesław Wieniawa-Długoszowski, Tata Tasiemka, a nawet sam Józef Piłsudski. Dużo tu nawiązań do historii, także XIX wiecznej, jednym z ważniejszych bohaterów jest powstaniec styczniowy, Hiacyntus Fedorczyk. Tu warto zatrzymać się na chwilę, gdyż na pochwałę zasługuje ukazanie znaczenia takich ludzi jak pan Hiacyntus (nie ukrywam zresztą, że to najlepsza postać w całej książce). Szacunek dla uczestników niepodległościowego zrywu zaznaczony jest subtelnie, ale zauważalnie. Są oni autorytetem, zaprasza się ich do szkół na pogadanki z młodzieżą. Cieszy fakt, że w powieści o II Rzeczpospolitej wątek ten został odpowiednio zaakcentowany.

 

Prozę Lewandowskiego czyta się wartko, głównie dzięki oddaniu klimatu międzywojennej Warszawy, historycznym postaciom oraz postaci pana Hiacyntusa. Warstwa kryminalna, przynajmniej dla mnie, stała się drugoplanowa. Jednocześnie "Magnetyzer" to dowód, że tak zwane powieści w stylu retro osadzone w naszej przeszłości mogą łączyć ciekawą warstwę fabularną z ukazaniem bogactwa naszej historii. Dlatego apeluję do wszystkich aspirujących pisarzy: nie bójmy się pokazywać naszej historii w tworzonych przez siebie fabułach. I nie ograniczajmy się jedynie do XX wieku, do dyspozycji jest przecież 1000 lat dramatycznych wydarzeń, ale też niezliczonych ludzkich istnień. Kryminał rozgrywający się na dworze Stanisława Augusta Poniatowskiego? Poproszę!

 

Stefan Dziekoński