Przypomnijmy, gdy TK orzekł niezgodność zasady wyższości prawa unijnego nad prawem krajowym z Konstytucją – na wniosek Premiera Mateusza Morawieckiego, prawie równo z Przewodniczącą KE odezwał się Donald Tusk, wzywając wszystkich, którym bliska jest obecność Polski w Europie, na Plac Zamkowy w Warszawie.

Dosadnie skomentował to lider środowisk narodowych, Robert Bąkiewicz, wzywając patriotów do kontrmanifestacji, która została zorganizowana z pomysłem i rozmachem. Apel Tuska, jak również wcześniejsze jego wypowiedzi nazwał działaniem V kolumny w Polsce i przeciwstawił mu autentyczny zryw narodowy.

Manifestacja Tuska jest komentowana w mediach, jako zagrożenie zdrowia i życia – zgromadzenie liczyło kilka do kilkunastu tysięcy osób, w przeciwieństwie do oficjalnych danych ratusza warszawskiego – ciekawe, kto był za podanie tych liczb odpowiedzialny?  I tu się zatrzymajmy.

Agencja Reuters podała za ratuszem stołecznym, że w demonstracji wzięło udział od 80-100 tys. osób. Oczywiście, internauci wyśmiali niekompetentną urzędniczkę i naiwność agencji, ale warto odnotować tu dwie sprawy:

Po pierwsze, im więcej tym gorzej, skoro obowiązują ograniczenia związane z epidemią. Po drugie, im więcej, tym lepiej widać, że to kreowanie Tuska na przywódcę opozycji jest sterowane międzynarodowo. Tu zatem trzeba dostrzec, że Robert Bąkiewicz prześwietlił intencje b. premiera, któremu nie pomogło wsparcie takich osób jak Leszek Miller czy Marta Lempart. Jeśli dodamy do tego, że na demonstrację prounijną ludzie byli zwożeni z całego kraju – to nie dziwne, że wstyd było ujawnić dane o faktycznej frekwencji zwolenników Tuska.

Tym wyraźniej widać, kto za kim stoi. Obserwujemy sytuację.