- My się różnimy. Lewica jest lewicą i my jesteśmy jedyną postępową siłą na scenie politycznej w Polsce. Mamy swoich wyborców, różnimy się od prawicy, Szymona Hołowni, Platformy Obywatelskiej, PSL-u i te różnice trzeba też podkreślać. – zaznaczył w rozmowie z PAP. Jednocześnie, wspomniał o jednoczeniu się lewicy wewnętrznie skłóconej. Wymienił punkty, wokół których będzie się toczyła współpraca: przywrócenie praworządności, reforma mediów publicznych, nakłady 7,2 % PKB na ochronę zdrowia, publiczny żłobek i przedszkole w każdej gminie, Polska wolna od węgla do 2035 roku, państwo wolne od ideologii, a szkoła wolna od indoktrynacji. Wokół tych punktów zaproponowano okrągły stół, wspólne spotkanie i współdziałanie.

Większość tych haseł zwiastuje Polakom ponura przyszłość, choć jest ujęte w przyjaźnie brzmiące słowa. A jednak, to brzmienie okazuje się złowieszcze, gdy odczytać treść. Cóż  bowiem kryje się za tymi określeniami? Praworządność – zahamowanie dekomunizacji sądownictwa, do tego zniszczenie górnictwa, reforma mediów – czyli promocja demoralizacji, państwo wolne od ideologii i szkoła wolna od indoktrynacji – to byłoby piękne, gdyby chodziło o ukrócenie ideologii gender, a nie walkę z Kościołem, w którą włączone będą nawet żłobki i przedszkola. To już było!

Biedroń deklaruje, że o wspólnym czy oddzielnym starcie lewica pomyśli za dwa lata… co na pewno jest nieprawdą, oczywistą dla polityków. Taki start przygotowuje się właśnie kilka lat wcześniej… Ale wiceprzewodniczący zdradził, co będzie tematem dyskusji opozycji, którą lewica będzie teraz urabiać. I to jest cenna informacja w tym potoku słów.