Jakiś czas temu pisałem o "Piaście mścicielu", powstały również powieści rozgrywające się w dobie Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Nie zapominajmy też o "Odrodzonym królestwie" Elżbiety Cherezińskiej czy "Trylogii husyckiej" Andrzeja Sapkowskiego.

 

Także wiek XIX nie ma czego się wstydzić jeśli chodzi o fantastykę, choć tu zamiast klasycznego fantasy przeplatanego z historią często do głosu dochodzi steampunk, czyli umieszczenie w scenerii historycznej zaawansowanej technologii najczęściej opartej na maszynie parowej, ale nie tylko. Jak w przypadku "Orła bielszego niż gołębica" Konrada T. Lewandowskiego, gdzie twardochody, czyli napędzane naftą czołgi skonstruowane przez Polaków zmieniają bieg powstania styczniowego.

 

Do tematyki insurekcji 1863 roku nawiązuje również powieść Andrzeja W. Sawickiego pod tytułem "Nadzieja czerwona jak śnieg", co ciekawe wydana w mniej więcej tym samym czasie, co powieść Lewandowskiego. Tutaj jednak na bieg powstania nie wpływa technologia, lecz dziwne zjawiska zmieniające ludzi w odmieńców obdarzając ich mocą mutatio. Owi odmieńcy zyskują nadludzkie zdolności, lecz są traktowani ze strachem i wrogością - wątek ten może być szczególnie interesujący dla fanów komiksów o X-Menach. Ponieważ jeden szczególnie potężny znajduje się w szeregach armii cara, władze powstania zaczynają poszukiwania ukrywających się odmieńców by ci wspomogli walczących o niepodległość. Czy jednak niezwykłe umiejętności wystarczą, by pokonać o wiele potężniejszego ciemiężcę? 

 

Powieść Sawickiego opiera się na ciekawym pomyśle niespotykanym w polskiej fantastyce oraz umiejętnym wpleceniu go w naszą historię. Autora należy również pochwalić za brak epatowania efekciarstwem - wątek fantastyczny jest silnie zaznaczony, ale mamy też tu ukazaną codzienność, realne problemy jak kwestie leczenia w warunkach polowych i braki w zaopatrzeniu; wreszcie refleksje nad szansami powstania. Uwagę zwracała też dbałość o wyraźne zarysowanie cech osobowości bohaterów. I choć książka nie zafascynowała mnie w tej samej mierze, co dzieło Lewandowskiego to serdecznie ją polecam. I, niestety, wielka szkoda, że tak pomysłowa opowieść po prostu się urywa. W książce zabrakło silnego zakończenia, wygląda to tak, jakby "Nadzieja czerwona jak śnieg" była zaledwie początkiem dłuższego cyklu. Mam nadzieję, że autor powróci jeszcze do tematyki obdarzonych mutatio ludzi walczących o niepodległość Polski. To pomysł, który zasługuje na rozwinięcie. Bez dwóch zdań.

 

Stefan Dziekoński