- Tak słucham – usłyszałem zmęczony głos.

- Pan Mieczysław? – zapytałem.

- A do kogo dzwonisz?

- Do pana Mieczysława.

- No to Mieczysław – odrzekł.- Co Cię skłoniło do zawracania mi głowy w tak paskudny wieczór?

- Byłem w parku kilka razy i nie trafiłem na pana. Zacząłem się niepokoić. – odparłem.

- To miłe, ale następnym razem zadzwoń do kogoś bliskiego, a mi daj spokojnie umrzeć. – usłyszałem sarkastyczne skrawki śmiechu. – No dobra, wal czego sobie winszujesz?

- W zasadzie brakowało mi rozmowy z panem. Tyle się wokół dzieje.

- Trochę to dziwne, bo to tak, jakby brakowało Tobie opryszczki. Nie zamierzam być Twoją przytulanką.

Zgryzłem afront, znając od dawna mojego adwersarza.

- Co pan myśli o tej zadymie na granicy? – zapytałem.

- O jakiej zadymie?

- Na granicy z Białorusią.

- Nie ma niczego, co nie dzieje się zgodnie z planem. – odparł.

- To znaczy? – Próbowałem ciągnąć za język mojego rozmówcę.

- Tyle razy prosiłem, żebyś otworzył oczy, a ty cały czas patrzysz w nie tę stronę co trzeba. Pamiętasz zgodne twierdzenia Ruskich i Niemców, że pomiędzy Moskwą i Berlinem nie powinna istnieć żadna stolica? To było ledwie przed wojną. I co myślisz, że Niemce zrezygnowali ze swoich Reischplanów. Nic bardziej mylnego. – dosłyszałem lekkie wzburzenie w głosie mojego rozmówcy – Gdy Biden, przy okazji swojej wizyty, przehandlował amerykańskie wpływy w Polsce, Makrela wysłała swojego emisariusza z rdzawą czupryną, aby napędzać jednych półgłówków na drugich. Jego zadaniem było i jest zagospodarowanie elektoratu i powrót do koryta ku chwale Rzeszy.

- A gdzie pan to wyczytał? Czy może ma pan jakieś podszepty? – zagadnąłem.

- Wystarczy widzieć, a nie tylko patrzeć – odrzekł – Czy nic tobie nie pokazał niespodziewany spadek z dwudziestu trzech procent poparcia o połowę, tęczowego katolika z tefałenu. To jest właśnie mądrość etapu.

- Nie widzę jednak związku z wydarzeniami na granicy z Białorusią, a pańskimi wynurzeniami – przerwałem. – tam ludzie cierpią.

To, że nie widzisz to mnie nic, a nic nie dziwi. Po prostu nie posiadasz sprzętu do głębszej analizy.

- Czyli?

- To już tajemnica twoich przodków i linii umysłu na chiromanckiej dłoni.

- Jak zwykle nie daruje pan sobie uszczypliwości. – poczułem się lekko dotknięty.

- No nie mogę przecież powiedzieć, żeś tylko durny, bo to by znaczyło, że tobie umniejszam i jest was przygniatająca przewaga w naszym narodzie. Ty jesteś chiromancko durny, bo po prostu przejawiasz cenne zainteresowanie, ale okraszone wiecznie zadziwioną miną skrzywdzonego kundelka. A to już ciebie wyróżnia pośród bandy kształconych i niekształconych idiotów.

- Zatem mam być wdzięczny za komplement?

- A rób co chcesz, byleś tylko popracował nad intelektualnym zezem rozbieżnym. Może zaczniesz wreszcie łączyć zjawiska i dostrzeżesz szubrawy plan twojego europejskiego sojusznika. - przez chwilę zamilkł, by zadać pytanie – Powiedz mi czy w historii kiedykolwiek zdarzyło się, aby Niemiec chciał dobrze dla Polaków?

Nigdy!! – wykrzyknął, nie czekając odpowiedzi. – A wiesz kto rządzi Unią?

- No Niemcy, ale płacą najwyższe składki. – wtrąciłem.

- Po pierwsze te składki to między innymi z twojej kieszeni, i innych obrabowanych narodów. Po drugie pamiętasz chyba kto pompował niewyobrażalne pieniądze w taki buforowy twór jakim była Republika Federalna Niemiec. A po trzecie Niemcom niedługo zapomni się opłacić swojej składki, bo już nie będzie potrzeby utrzymywania europejskiego, żarłocznego monstrum. Wydrukują nowe mapy z Breslałem, Brombergiem czy Danzigem. Jedyne nad czym długo nie mogli zapanować to znaczenie i żywotność wiary, zwłaszcza w Polsce. Jednak mają już „pomysła”. Wystarczy wcielić w szeregi Bundeswehry swoich islamskich Niemców i delikatnie napomknąć, iż na rynku w Mogilnie jakiś Polak, po pijaku, wytarł nos w serwetkę z półksiężycem. Gest, który cała, poprawna politycznie medialna machina rozbuja do takich rozmiarów, jak bez mała przebrzydły mit polskiej nietolerancji. A wtedy panie łby polecą, oj panie łby polecą. I Nikt nie będzie ich musiał specjalnie motywować.

- Nadal nie widzę związku z białoruską granicą. – zmieściłem krótką wątpliwość w potok słów pana Mieczysława.

- No muszę jednak łopatologicznie. – rzekł – Otóż ; gospodarczo Niemiec zrobił już z nas parobów i biedaków. Pozwala sobie nawet na czczenie własnych bohaterów, nazywając nasze ulice. Jaką trzeba mieć bezczelność i poczucie wyższości, aby na przykład przemianować  polską nazwę ulicy i okrasić ją nazwiskiem Gottlieba Daimlera, aby każdy wiedział gdzie mieści się siedziba Mercedes-Benz Polska. Nawet w Jaworznie, gdzie umiejscowiono fabrykę silników elektrycznych Mercedesa, ulicę Cukrowniczą również próbuje się przechrzcić na nazwisko inżyniera Gottlieba Daimlera. Już widzę, jak w Monachium Burmistrz czy inny Gubernator przecina wstęgę, otwierając ulicę inżyniera, wynalazcy Jana Czochralskiego. Jak uważasz czego Niemcom brak jeszcze w Polsce dla osiągnięcia pełnego zabezpieczenia swoich interesów?

Korzystając z chwili ciszy, dokonałem błyskawicznej reasumpcji.

- Może Wywiad? – zająknąłem się.

- Jaki Wywiad! Niemiec wie szybciej i dokładniej o tym co się dzieje w naszym kraju niż wszyscy nasi „agenci”. Popłuczyny Stasi zawsze mieli u nas siatkę wywiadowczą. Oni i ich potomkowie mają się jak najlepiej.  Nie chcę się nad tobą pastwić , więc wyznam tobie tę wielką tajemnicę. Wojsko niemieckie z infrastrukturą. Dziś rzekomy konflikt graniczny doprowadzi do tego, iż jakiś polski „mąż stanu” zaprosi Bundeswehrę, aby pomogła nam ujarzmić imigracyjny napływ. A my jeszcze będziemy oczekiwać zrozumienia. Przecież to granica Unii Europejskiej. Niech Niemiec płaci. I widzisz, nie potrzeba nam Konrada Mazowieckiego by sprowadzić Szkopa na polskie ziemie. Teraz muszą tylko dopracować światowy, medialny lament. Już volksdeutsche odwalają humanitarne szopki. A za rogiem czai się telewizja ARD, wypatrując niezaradności i okrucieństwa Polaków, wobec szlachetnych bliźnich. Jak widzisz nasi włodarze sami sprowadzą na nasze ziemie Niemca, tylko że tym razem nie zadowolą się ziemią Chełmińską czy Dobrzyńską. Tym razem wezmą całe państwo. Od czasów Konrada narodziło się wiele pokoleń polskojęzycznych Niemców. Wystarczy tylko zadąć w róg.

- „Ma to jakąś logikę” – wolałem pomyśleć niż powiedzieć.

- Znowu powątpiewasz? – zapytał, widząc moje zamyślenie. – Muszę Ciebie jednak pocieszyć; to nie są najważniejsze granice, które dzisiaj są dewastowane. Najgorsze są te, których przekroczenie nie zwiastuje trzasku pękających szlabanów. To granice, których nie narysował człowiek, nie wyznaczył, nie ustalił. To te które są w nas samych. Granice dopuszczalności, granice honoru, wiary, godności, dobrego smaku, kultury, czystości. Jeszcze niecałe dwadzieścia lat temu, nikt nie ważyłby się tknąć piedestału Świętego Jana Pawła Drugiego, Błogosławionego Kardynała Wyszyńskiego, nauczyciela, oficera, męskiej przyjaźni, braterstwa, surowej kary za dezercję, dorobku narodowych wieszczy, prawdy o niemieckich obozach śmierci, udziału w ocaleniu starozakonnej nacji. Dzisiaj wszystko można wyszydzić, obśmiać i zakwestionować. Pozabijali nam mędrców, wykasowali mężów stanu, ponaginali przykazania, podporządkowali sobie prawa. Nie ma już świata Seneki; ”Niesprawiedliwość nie może dotknąć mędrca, jako, że jego istota jest całkowicie dobra, więc nie ma w niej miejsca na zło” –nagle zamilkł. – Bywaj, nie chce już mi się z tobą gadać – dodał.

- Dobranoc – powiedziałem jak pokorny uczniak, kończąc potok słów, których wcale nie chciałem usłyszeć.

- „Co za smutny dziad” – pomyślałem, starając się zignorować perorę starego Miecia.

Dochodziła piąta rano, a ja od kilku godzin bezskutecznie próbowałem zasnąć.