Oto "Daredevil", serial Netflixa stworzony na podstawie komiksu pod tym samym tytułem. Dziś wraz z Państwem przyjrzę się pierwszej serii.

 

Matt Murdock jako dziecko stracił wzrok, a później i wychowującego go samotnie ojca. Mimo niepełnosprawności poszedł jednak studiować prawo i w chwili, gdy rozpoczyna się serial, wraz z przyjacielem, Foggym Nelsonem, otwiera kancelarię prawniczą. Przyjaciele mają zamiar pomagać przede wszystkim najbiedniejszym i pokrzywdzonym. W nocy jednak Matt ukazuje swoje drugie oblicze. Odziany w czarny kostium rusza w miasto, by powstrzymywać sutenerów czy handlarzy narkotykami - i to bez taryfy ulgowej. Choć Matt nigdy nie zabija jego działania są bez wątpienia brutalne i, oczywiście, niezgodne z prawem. 

 

I tu dochodzimy do najciekawszego oblicza Matta: targanego wątpliwościami katolika. Pan Murdock jest bowiem osobą głęboko wierzącą. Regularnie spowiada i rozmawia się z ojcem Lantomem, jednym z niewielu przypadków, gdy katolicki ksiądz w świeckim filmie jest wielowymiarową, ale nie negatywną postacią. Niewidomy prawnik z całego serca stara się łączyć w sobie prawnika, mściciela i katolika - i ze zrozumiałych powodów nie jest to proste. Oto bowiem na jego drodze pojawia się niejaki Wilson Fisk - człowiek, który dla opinii publicznej jest szanowanym biznesmenem, w rzeczywistości zaś niebezpiecznym i żądnym krwi gangsterem. Matt zaczyna mieć poważne wątpliwości: czy można odebrać życie potwora by uratować niewinnych ludzi? To tylko jedna z ciekawych kwestii poruszonych w produkcji.

 

O grze aktorskiej można mówić w samych superlatywach. Charlie Cox jako Matt Murdock jest pełen wewnętrznych sprzeczności a jednocześnie wewnętrznej siły i pragnień by stać się lepszym człowiekiem. Potrafi być bezwzględny, balansować na cienkiej granicy między pragmatyzmem i okrucieństwem, a jednocześnie troskliwy i w pewnym sensie idealistyczny. Vincent D'Onofrio jako Wilson Fisk w niczym mu nie ustępuje, a nawet stanowi swoistą antytezę. Jego postać to wyrachowany kryminalista a jednocześnie prawdziwa bomba zegarowa, która może wybuchnąć w każdej chwili. Jednocześnie Fisk sam siebie postrzega jako człowieka z klasą, nie jest również pozbawiony ludzkich odruchów - w żadnym przypadku nie można go jednak nazwać dobrym człowiekiem.

Pierwszą serię "Daredevila" zdecydowanie warto obejrzeć - choć lojalnie uprzedzam, serial potrafi być dość zaskakujący. Największą zaletą nie są jednak widowiskowe sceny akcji, a genialnie napisani bohaterowie, poważne traktowanie wiary katolickiej zamiast epatowania stereotypami i wciągająca fabuła. Nawet bohaterowie poboczni i ich wątki zapadają w pamięć, wszystko jest tu dopięte na ostatni guzik. Oby więcej takich seriali.

 

Stefan Dziekoński