. I choć uważam, że sentyment i żywa pamięć o XX stuleciu nie służy pamięci o innych epokach, tak film o Grzegorzu Przemyku wnosi pewien powiew świeżości - w końcu temat śmierci młodego poety nie był jeszcze poruszany w polskiej kinematografii.

Film już na samym początku zaznacza, że jedynie oparty jest na wydarzeniach historycznych i zawiera fikcyjne wątki oraz bohaterów. To uczciwe postawienie sprawy zwłaszcza, że ci, którzy zgłębiali historię walki o prawdę dotyczącej śmierci Przemyka bez problemu znajdą tu liczne przykłady wyobraźni twórców ubogacającej film.

 

Wątek główny, czyli śmierć Grzegorza Przemyka przedstawiony jest z wyczuciem, ale bez patosu. Tak naprawdę film utrzymany jest w konwencji naturalistycznej, bez zestawiania sentymentu do epoki kontrastującego z działaniami władz. Bohaterowie są nałogowymi palaczami praktycznie odpalającymi jednego papierosa od drugiego; w sytuacjach stresowych siarczyście klną ze złości lub bezradności. Nie tylko wysoko postawieni funkcjonariusze czy władze państwa tuszują prawdę, ale także bliscy osób, którym zależy na sprawiedliwości. 

 

Gra aktorska zasługuje na słowa uznania: w dużej mierze aktorzy grają bohaterów w sposób stonowany, mało tu wulkanów emocji - i nie jest to nic złego. Nawet we wspomnianych sytuacjach kryzysowych, gdzie bohaterowie klną na potęgę widzimy w nich złość, nie przerysowaną histerię. Świetnym przykładem jest postać matki Grzegorza Przemyka (w tej roli Sandra Korzeniak), która nie drze szat, nie wyje z rozpaczy. Jej cierpienie przybiera formę depresji, w jednej z najbardziej przejmujących scen spokojnym głosem oznajmia, że codziennie modli się o swoją śmierć, by ponownie spotkać się z synem. Wymienienie wszystkich aktorów, którzy zrobili na mnie wrażenie byłoby niemal po prostu wyliczeniem całej obsady. Tomasz Ziętek, Jacek Braciak, Robert Więckiewicz... każdy zagrał świetnie.

 

"Żeby nie było śladów" to film, który, choć z bogatymi wstawkami fabularnymi, stara się oddać atmosferę i ludzkie dramaty towarzyszące tragicznej śmierci Grzegorza Przemyka. Nie jest to film ostry w potępianiu winnych - przykładowo nie znajdziemy w nim próby rozliczenia roli Jerzego Urbana w działalności władz w tamtym okresie. Jest to jednak doskonały punkt wyjścia do samodzielnego zgłębiania przedstawionej historii. Polecam.

 

Stefan Dziekoński