- Rosja i Białoruś będą wspólnie reagować na prowokacje, w tym o charakterze wojskowym, w rejonie granic Państwa Związkowego tworzonego przez oba kraje – powiedział sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa, Nikołaj Patruszew. – Próby wbicia klina pomiędzy dwa kraje są skazane na porażkę. – ostrzegł.

O samym kryzysie migracyjnym wyraził się ogólnikowo, nie zdradzając nic nowego; w jego wizji to migranci, którzy dostali się do UE wzywają swoje rodziny, ale wykazał pewną niekonsekwencję w tym spojrzeniu – skoro uznał, że kryzys ten jest wynikiem presji wywieranej na Mińsk. Oszczędzimy sobie podawania szczegółów tej wizji, są one absurdalne, choć może ważne jest, by wiedzieć w jakim świetle Rosjanie przedstawiają Polskę, której obronę granic uznają za przejaw niekontrolowanej agresji i niezrozumiałego postępowania. Znamienne, że kata prezentuje się jako ofiarę – otóż, to niby Białoruś opiekuje się biednymi migrantami..

My już wiemy, ile warte te kłamstwa, ale są ludzie, którzy nas nie czytają. Jedno wszakże warto zauważyć w tej powodzi fałszu – prawdę o winie UE, która wywołała ten kryzys, otwierając się na islamskich, dodajmy, migrantów – w niedalekiej przeszłości.

Według Patruszewa, Rosja stanie za Białorusią w przypadku inwazji państw zachodnich… Czyli – gdyby UE postanowiła przeprowadzić krucjatę. Ale w takim stopniu zlaicyzowania, a nawet, satanizacji, to jej nie grozi. A może i szkoda?