. Otóż adwent jest czasem najbardziej zagrożonym w naszej kulturze chrześcijańskiej. Jest najbardziej zapomniany, w pewnym sensie dlatego, że całkowicie jawi się jako przykryty przez okres Bożego Narodzenia. W kulturze masowej Boże Narodzenie zaczyna się zaraz po Uroczystości Wszystkich Świętych, kiedy tylko gasną lampki na grobach, trzeciego listopada już w supermarketach rozpoczyna się śpiew kolęd, tak jakby Boże Narodzenie zaczynało się w listopadzie. Jest to wielka szkoda, dlatego że w ten sposób gubimy czas, który jest nam dzisiaj bardzo potrzebny.

Adwent od samego początku miał dwa wymiary i podwójny sens. Można tak powiedzieć z tego względu, że samo to słowo, „Adwent”, oznaczające czekanie na przyjście Pana Jezusa, ukrywa w sobie pewną dwuznaczność. Oczekiwanie przyjścia Pana – zapytujemy, które? Intuicyjnie odpowiemy: oczywiście na przyjście w ciele poprzez Boże Narodzenie. Ale jako chrześcijanie wierzymy również w to, że Chrystus przyjdzie powtórnie na końcu czasów i dlatego Adwent, w tym swoim głębszym wymiarze, jest również przygotowaniem na to przyjście w dniu ostatecznym. Wtedy Chrystus przyjdzie jako sędzia, aby oddzielić to, co złe od tego, co dobre. I pierwszy okres Adwentu, który trwa od pierwszej niedzieli do szesnastego grudnia, opatrzony jest specjalną prefacją (modlitwą śpiewaną przez kapłana przed modlitwą eucharystyczną), recytowaną tylko w te dni która robi wprost aluzję do tego faktu. Czytamy w niej tak:

On (chodzi oczywiście o Jezusa Chrystusa) przez pierwsze przyjście w ludzkiej naturze spełnił swoje odwieczne postanowienie, a nam otworzył drogę wiecznego zbawienia.

On ponownie przyjdzie w blasku swej chwały, aby nam udzielić obiecanych darów, których, czuwając, z ufnością oczekujemy.

A zatem w Adwencie wspominamy to pierwsze przyjście – w Betlejem. Wówczas Pan przyszedł, żeby rozpocząć cały okres nauczania na drogach Palestyny. Wyznajemy jednak także wiarę w to, że przyjdzie powtórnie na końcu czasów. Wyrażamy naszą nadzieję, że przyjdzie po to, aby obdarzyć nas swoim życiem, abyśmy z Nim żyli na wieki. Dlatego Adwent jest czasem szczególnego przygotowania na spotkanie z Panem Jezusem w wieczności.

Jest jeszcze jedno przyjście Pana Jezusa, trzecie, tak jak uczą Ojcowie Kościoła, które dokonuje się pomiędzy tym przyjściem w Betlejem, które już było, a tym przyjściem na końcu czasów, które będzie. Dokonuje się ono dziś, wtedy kiedy Chrystus  przychodzi do nas w sakramentach, w swoim Słowie,  w drugim człowieku. To w jakiś sposób wyjaśnia nam również największy sekret, tajemnicę słowa „Adwent”, które oznacza po łacinie – ni mniej ni więcej – tylko obecność.

A zatem, czekając na powtórne przyjście Pana i wspominając Jego pierwsze przyjście, świętujemy fakt, że już jest obecny między nami. Wyjaśnimy na początku słowo „antyfona”. To jest słowo wieloznaczne, różnie się je rozumie, interpretuje, ale – upraszczając rzecz w dużym stopniu – możemy powiedzieć, że jest to modlitwa, którą się odmawia, albo którą się śpiewa na rozpoczęcie i na zakończenie jakiegoś psalmu albo kantyku, czyli pieśni ze Starego lub Nowego Testamentu. Podstawowym zadaniem pierwszy raz wykonywanej antyfony jest wprowadzenie w myśl danego psalmu bądź kantyku, zwrócenie uwagi na pewien aspekt, który w tym tekście się kryje tak, żeby serce śpiewającego lub modlącego się tym tekstem, jego myśl ku tym aspektom dążyła. Na koniec zaś śpiewa się antyfonę, żeby zrobić pewnego rodzaju podsumowanie, przypomnienie tego, co było na początku. Zatem możemy powiedzieć, że antyfona jest takim, swego rodzaju kompasem, za którym modlący się, śpiewający dany tekst, podąża.

Siedem wielkich antyfon „o”, które powstały u schyłku starożytności, jest śpiewanych w ciągu kolejnych siedmiu dni podczas Nieszporów, czyli wieczornej modlitwy Kościoła, modlitwy tradycyjnie celebrowanej po zachodzie słońca, kiedy oddaje się szczególną cześć ofierze Chrystusa na krzyżu. Są to antyfony, które towarzyszą śpiewowi Magnificat czyli Pieśni Maryi, pieśni uwielbienia zaczynającej się od słów „Wielbi dusza moja Pana”. Śledząc po kolei te Antyfony będziemy starali się przygotować do adoracji Pana Jezusa, który przychodzi do nas w liturgii, w drugim człowieku, ale którego też narodziny będziemy czcili dwudziestego piątego grudnia.

Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.

Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła „Pomiędzy grzechem a myślą” oraz o praktyce modlitwy nieustannej „Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie”.