O Adonai!

„O Panie, Wodzu Izraela, Tyś w krzaku gorejącym objawił się Mojżeszowi i na Synaju dałeś mu Prawo, przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem”.

Adwent i wielkie antyfony odsyłają nas do Starego Testamentu i chcą nas przekonać o tym, że Pan Bóg, jeżeli przychodzi, choć z jednej strony przychodzi zawsze niespodziewanie, jednak z drugiej strony, kiedy już przyjdzie, zawsze daje się poznać, jako ten, który już od dawna był obecny w historii życia. Człowiek po prostu tego nie dostrzegł. W taki sposób później Kościół rozeznawał obecność Syna Bożego, tajemniczą obecność Syna Bożego już w Starym Testamencie, chociaż przecież cały Stary Testament jest wielkim adwentem, historią oczekiwania na przyjście Mesjasza, który wyzwoli naród wybrany. I ta druga antyfona kieruje naszą uwagę na postać Mojżesza, człowieka niezwykłego. Człowieka, który – rzadko zdajemy sobie z tego sprawę

– dopuścił się zbrodni. Zamordował on Egipcjanina, który prześladował jednego z jego rodaków i z powodu tej zbrodni musiał uciekać. Był więc wygnańcem. Mojżesz to ktoś, kto – jak by się zdawało po ludzku – przegrał całe swoje życie. Był wysoko postawionym obywatelem, mieszkał na dworze faraona, miał wielkie wpływy i poprzez ten swój zły czyn – nazwijmy to obiektywnie, grzech zabójstwa, utracił to wszystko i spadł do roli pariasa. Musiał wówczas uciekać, kryć się. Widać to dobrze po tym, jak nadawał imiona swoim synom. Właśnie imiona synów mówią o tym, że jest wygnańcem, że jest nikim na tej ziemi. I właśnie do tego człowieka, który był grzesznikiem, był uciekinierem, był nikim, obiektywnie rzecz ujmując. Jednak do tego człowieka właśnie przychodzi Bóg i objawia mu największą tajemnicę, której nie chciał objawić – jak wiemy z Księgi Rodzaju – ani Jakubowi, ani Abrahamowi, ani Izaakowi, chociaż patriarcha Jakub podczas pojedynku nad potokiem Jakub pytał tajemniczego Boga, jakie nosi imię. A Bóg swoje imię objawił właśnie Mojżeszowi.

Musimy pamiętać o tym, że imię w starożytności oznacza przede wszystkim nie tyle metkę, którą się nakleja na poszczególne poszczególną rzeczy czy osoby, żeby je łatwiej rozpoznać w tłumie, ile o wiele bardziej imię oznacza to, kim dana osoba jest. Do tego jeszcze wrócimy przy okazji ostatniej antyfony. I według poglądów starożytnych ten, kto zna prawdziwe imię człowieka albo Boga, potrafi również użyć je do zabiegów magicznych, czyli w jakiś sposób może posiąść władzę nad danym bóstwem czy nad danym człowiekiem. Dlatego właśnie bogowie egipscy podobno nie ujawniali swoich imion Egipcjanom, bo to groziło tym, że Egipcjanie mogliby w jakiś sposób przejąć władzę nad bogami. Mieli oni, jak powiedzielibyśmy dzisiaj, swoje pseudonimy.

A tymczasem Jahwe, Bóg Niepojęty, który góruje nad wszelkim stworzeniem, który jest zupełnie inny, niedostępny, niepojęty, tajemniczy, właśnie On objawia komuś takiemu, jak Mojżesz, swoje imię w krzaku ognistym. I wracając dzisiaj do postaci Mojżesza, medytując jego życie, jego koleje losu, jego upadek, potem tę niesamowitą łaskę, której Bóg mu udzielił na pustyni, na Górze Synaj wtedy, kiedy Mojżesz to imię poznał, możemy spojrzeć na nasze własne życie, możemy spojrzeć na nie, jakkolwiek byłoby ono przegrane, połamane, jakkolwiek ono byłoby zagrożone, czy wydawałoby się bez sensu, patrząc na nie przez pryzmat życia Mojżesza, możemy zobaczyć, że w oczach Bożych ma ono wartość niesłychanie większą, albowiem nieskończoną. Tak wielka to wartość, że Bóg posyła swego Syna, swoje imię, po to żeby nas odkupił. Odkryciu właśnie tej prawdy służy Adwent. Nic zatem dziwnego, że ta modlitwa kończy się właśnie takim wezwaniem: „przyjdź nas wyzwolić swym potężnym ramieniem” Myśląc o tym ramieniu, myślimy już o Wielkim Poście, kiedy będziemy rozważać tajemnice krzyża. Już teraz rozważamy te ramiona, które Chrystus rozciągnie między niebem, a ziemią, ażeby nas odkupić. Jesteśmy w sercu adwentu. Patrzymy na nasze życie, myślimy o Bogu, który jest obecny, a jednak w dalszym ciągu wołamy do Niego z wiarą i ufnością: przyjdź.

Tekst pierwotnie ukazał się w czasopiśmie „Benedictus”, który prowadzony jest przez oblatów benedyktyńskich.

Szymon Hiżycki OSB (ur. w 1980 r.) studiował teologię oraz filologię klasyczną; odbył specjalistyczne studia z zakresu starożytnego monastycyzmu w kolegium św. Anzelma w Rzymie. Jest miłośnikiem literatury klasycznej i Ojców Kościoła. W klasztorze pełnił funkcję opiekuna ministrantów, duszpasterza akademickiego, bibliotekarza i rektora studiów. Do momentu wyboru na urząd opacki był także mistrzem nowicjatu tynieckiego. Wykłada w Kolegium Teologiczno-Filozoficznym oo. Dominikanów. Autor książki na temat ośmiu duchów zła „Pomiędzy grzechem a myślą” oraz o praktyce modlitwy nieustannej „Modlitwa Jezusowa. Bardzo krótkie wprowadzenie”.