Tytułowy Anhar jest następcą tronu w krainie, gdzie powszechna jest wiara w magię i gdzie czczone jest okrutne bóstwo - Gedes. Już wkrótce książę ma wziąć udział w rytuale poświęconemu Gedesowi. Sędziwy Mag Gordoneo, w rzeczywistości drwiący sobie z zabobonów i czczący Tego Samego - prawdziwego Boga - postanawia pokazać Anharowi jakim złem jest tak naprawdę służenie Gedesowi. Wraz ze służącą Gordonea, Teresą, i samym czarodziejem następca tronu wyrusza w podróż, która zmieni jego spojrzenie na świat i nauczy miłości do Tego Samego. Jednak u końca tej drogi wciąż czeka nań starcie z Gedesem...
Pisząc powieść z chrześcijańskim przesłaniem autorka poszła śladami Lewisa tworząc jednoznaczne analogie do chrześcijaństwa. Analogie do Boga i Lucyfera są oczywiste (choćby w genezie samego Gedesa), bohaterowie są wyraźnie czarno-biali, przy czym ci negatywni są albo przerażający (Lupus) albo wręcz groteskowi (Kreaturro). Dla wielu mogłoby to się wydawać irytujące, osobiście jednak uważam, że czyni ich to bardzo wyrazistymi.
Poza tym nie wszyscy są nieskazitelni lub wypruci z sumienia. Najciekawszą postacią jest tu Gordoneo. Na dworze królewskim traktowany jest jako dziwak, oficjalnie jest czarodziejem, choć kpi z magii i wróżbiarstwa na każdym kroku. Wpisuje się w archetyp mentora głównego bohatera i jest postacią jednoznacznie pozytywną. A jednak, w pewnym momencie, okazuje się, że Gordoneo popełnił kiedyś błąd, zrobił straszliwą rzecz - nieco skojarzyło mi się to nawet z "Quo Vadis" Sienkiewicza.
Odbiór tej powieści w dużej mierze zależy od tego, w jaki sposób czytelnik podejdzie do stylu i sposobu narracji autorki. Bardzo często podkreślana jest absurdalność różnego rodzaju zabobonów i wróżb a także potrzeba wiary w Boga i wystrzegania się zła. Muszę przyznać, że jest to podawane w sposób nieco łopatologiczny.
W "Anharze" urzekła mnie przede wszystkim pasja autorki. Gdy autor wyraża swoje poglądy (jak na przykład w omawianej przeze mnie "Bardziej fiction niż science") to jego entuzjazm wylewa się z każdej strony - i nie inaczej jest w przypadku przygód Anhara. Docinki Gordonea, odniesienia do chrześcijaństwa, nawet wspomniana łopatologiczność - wszystko to tworzy powieść zrodzoną z pasji za co autorkę szczerze podziwiam.