CZYSTOŚĆ

Ciepły i słoneczny dzień sprzyjał spacerom. Na parkowych uliczkach zaroiło się od rozbrykanych dzieci i nie mniej rozbrykanych psów. Dzieci szalały na huśtawkach i zjeżdżalniach, a ich czworonożni przyjaciele buszowali na kolorowym dywanie z liści. Maria westchnęła z ulgą, bo znalazła wolne miejsce akurat na tej ławce, z której będzie miała świetny widok na Zosię i Stasia. Jej wnuczęta od godziny niestrudzenie wspinały się na drabinki. Robiły to w biegu. Nie do wiary, pomyślała Maria, skąd oni mają tyle siły? Przecież od samego patrzenia na nich można się zmęczyć.

- Babciu, idziemy teraz do piaskownicy! – głośno poinformowała Zosia.

- Dobrze, zaraz do was podejdę.- Babcia przeniosła się bliżej piaskownicy, na szczęście tu też były ławki. Staś rozsypał foremki oraz łopatki i z zapałem zaczął kopać dziurę. Zosia po chwili namysłu postanowiła uformować zamek z wykopanego piasku. Maria spostrzegła, że przy piaskownicy stoi kilkuletnia dziewczynka i z zainteresowaniem przygląda się bawiącym się dzieciom. Była ubrana w śliczną, różową sukienkę z koronkami i różowe buciki.

- Zosiu, zaproponuj dziewczynce wspólną zabawę. Przecież macie dużo zabawek – zasugerowała babcia.

Zosia posłusznie podeszła do dziewczynki, żeby z nią porozmawiać, jednak po chwili wróciła do piaskownicy sama.

- No i co? - spytał Staś.

- Co i co? – zdziwiła się Zosia.

- Nie chce pobawić się z nami? – dociekał Staś.

- Nie chce – Zosia wzruszyła ramionami.

- A dlaczego? – Staś nie mógł uwierzyć, że ktoś może zrezygnować z zabawy.

- Bo się boi – odparła Zosia.

- Czego? Piasku? – zdumiał się Staś.

- Nie, głuptasie. Boi się, że się ubrudzi, bo ma piękną sukienkę i idzie na przyjęcie urodzinowe - Zosia krytycznie przyjrzała się bratu. – No, ale ty tego nie rozumiesz. Zobacz, jak wyglądasz: brudna buzia, ręce i ubranie – dorzuciła z naganą.

- Hm, no wiesz, Zosieńko. Jesteście na dworze, żeby porządnie się wybiegać i pobawić, więc czystość nie jest tu taka ważna – babcia Maria z rozbawieniem przysłuchiwała się rozmowie wnucząt.

- Ale babciu, wszystkie chłopaki są takie!

- Czyli jakie?

- No, nie lubią czystości. Nawet tata, Mikołaj i Antek, gdy coś naprawiają, to zawsze muszą się ubrudzić – stwierdziła Zosia.

- Ale ja wcale nie! – Staś zaprotestował bez większego przekonania.

- Ty też! Nawet Filemon i Saba myją się po jedzeniu, a ty uciekasz, żeby tylko nie umyć buzi i rąk. Bo nie lubisz czystości! – Zosia energicznie potrząsnęła głową i zakończyła przemowę.

- Lubię, ale nie mam czasu na jakieś głupie mycie – zaperzył się Staś i pomrukując powrócił do wygrzebywania dziury, tym razem używając własnych rąk.

- Babciu, powiedz mu. Czystość jest ważna, prawda?                                                                               Maria pokiwała głową. No cóż, czystość jest istotna, ale jak to wytłumaczyć Zosi? Przecież  wystarczy rozejrzeć się po okolicy;  większość  dzieci szalejących w parku była porządnie umorusana.

- Wiesz, skarbie, czystość jest naturalnie ważna, bo chroni nas przed bakteriami, zarazkami, czy  wirusami, ale…

- A widzisz? – przerwała Zosia i spojrzała na brata z miną zwycięzcy, ale on tylko zgrzytnął zębami i dalej drążył w dziurze.

- Ale ważniejsza od czystości zewnętrznej jest czystość wewnętrzna – dokończyła babcia.

- Co?

- Nie mówi się „co”, tylko słucham lub proszę – Zosia automatycznie poprawiła Stasia.

- Czystość wewnętrzna to inaczej czyste serce, dusza, myśli i nasze postępowanie. O wiele łatwiej pozbyć się brudu zewnętrznego, niż tego w naszym sercu. I niestety o wiele więcej wysiłku wymaga od nas zachowanie czystości wewnętrznej niż tej zewnętrznej.                     Bo tak już jest, moje kochane szkraby, że kiedy nie dbamy o higienę, to choruje nasze ciało, a kiedy nie dbamy o czystość wewnętrzną, to choruje nasza dusza – Maria spojrzała z czułością na wpatrzone w siebie dwie pary ciemnych oczu. Temat okazał się tak intrygujący, że dzieci  zapomniały o piaskowych  wykopaliskach.

Kilka minut później zabawki zostały spakowane, a buzie i rączki umyte nasączonymi chusteczkami. Słońce nadal przygrzewało, a liście mieniły się kolorami jesieni, nic dziwnego, że niechętnie wracali do domu.

- Musisz się wykąpać. Jesteś taki brudny, że nawet Saba cię nie pozna – wytknęła Zosia.

- A ty musisz wykąpać duszę, bo jesteś złośliwa! – odciął się Staś.

- Ha! Nie da się wykąpać duszy! – odparowała Zosia.

Maria uznała, że wystarczająco długo starała się zachować powagę i wybuchnęła śmiechem.

-Wiesz, Zosieńko, że Staś właściwie ma rację. Każda spowiedź to przecież kąpiel dla duszy.