Warto przy tej okazji poczynić małą dygresję. Otóż wedle niedawnych sugestii Komisji Europejskiej powinniśmy zaprzestać używania sformułowania” Boże Narodzenie”, a zastąpić je określeniem” czas świąteczny”. Próba podnoszenia takiej idei stanowi odwieczną walkę o kształtujący rzeczywistość język. Jeżeli ze święta narodzenia Chrystusa wyruguje się samego zbawiciela, wówczas tę przestrzeń można będzie wygospodarować na stworzenie pozbawianego sensu, wartości, skomercjalizowanego rytuału.

 Dążenia te ściśle korespondują z lewicową ofensywą kulturowego nihilizmu. Wszelkie wartości istotne dla życia społecznego zostaną wyparte przez moralny relatywizm, w którym  tradycja będzie traktowana jako hamulec postępu. Rzeczone tezy są oczywistością, ale warto przypomnieć je od czasu do czasu. Przykład świąt Bożego Narodzenia jest tu jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Europa przycięła swoje korzenie tak bardzo, iż to wielkie drzewo zasadzone na fundamentach chrześcijańskich chyli się ku upadkowi w sposób nieubłagany. Egzystencjalne konflikty, depresje i niepewności związane z własną tożsamością są smutnym rezultatem odrzucenia przez kraje zachodnie obiektywnego systemu wartości ukonstytuowanego na katolicyzmie.

 Próbując wypełnić własną duchową pustkę lewicowi apologeci walczą z Kościołem popadając w coraz  to większą nienawiść i zajadłość. Oczywiście trzeba stawić czoła ich ideologii, ale należy także okazać im współczucie, bo nie potrafią oni zapełnić własnej duchowej nicości, a swe posłannictwo wiążą jedynie z doczesnym wymiarem. Nasz kontynent potrzebuje jak kania dżdżu jasnych i konkretnych odpowiedzi w kwestiach moralnych. Jednocześnie Europa XXI wieku zatracająca się w odmętach poprawności politycznej jest prawdopodobnie najbardziej nieszczęśliwa i pozbawiona pełni owocnego przeżywania w swej historii.

Kreśląc obraz problemów trawiących współczesnych Europejczyków należy sięgnąć w głąb minionych epok.  Z czego możemy czerpać inspirację do dalszej walki o odnowę w duchu chrześcijańskim? Wieki średnie dają nam jasną i precyzyjną odpowiedź. Blask współczesnego Europejczyka, zamożnego  materialnie i wyposażonego  we wszelkie cuda techniki blednie wobec prostego średniowiecznego człowieka z różańcem w ręku. W szalonej pogoni za uciechami doczesnymi i przyjemnościami Europa XXI wieku sprzed oczu straciła metafizyczny wymiar egzystencjalny. Każdy z nas potrzebuje absolutu oraz Bożego zmiłowania.

 W średniowieczu filozoficzne ramy epoki wypełniał teocentryzm. Tamtejsi ludzie zdawali sobie sprawę, iż życie na ziemi stanowi jedynie preludium do ostatecznego obcowania i bliskości z Bogiem. Swoje ziemskie posłannictwo starali czynić  jak najdoskonalszym, jednak nie pod względem cielesnych uciech, ale raczej duchowych owoców. Praktykowanie postu, pielgrzymki i pobożne życie przybliżać miało  do zbawienia. Społeczeństwa Europy spajała uniwersalistyczna, chrześcijańska klamra. W dzisiejszych czasach najważniejszy jest człowiek i jego potrzeby, w średniowieczu na piedestale stał Bóg. Każdy kto nazywa średniowiecze mroczną epoką powinien więc uderzyć się w pierś i uświadomić sobie, iż wiek wewnętrznej pustki, rozdarcia i nihilizmu nie może równać się z czasem, gdy Europejczycy mieli jasny system wartości zapewniający im moralne i duchowe spełnienie.

  Epoka braku higieny, epidemii dziesiątkujących ludzkość była niepomiernie bardziej doskonała od komfortów i wytworów techniki XXI wieku. Mimo swej ubogiej oprawy średniowiecze  posiadało pełnię duchowego światła, a współczesna Europa szczycąca się błyskotliwą fasadą, w środku jest pusta i rozdarta.  Wybitny pisarz Fiodor Dostojewski celnie skonstatował, iż jeśli odrzuci się Boga, wówczas nie ma żadnych zasad. Dzisiaj niestety za wszelką cenę próbuje się ten wniosek potwierdzić. W średniowieczu zasady były jasne, a świat pozbawiony Stwórcy wydawał się zupełnie nierealny.

 Czy dla Europy istnieje jeszcze ratunek? Trudno dociec, ale z pewnością patrząc na przykład średniowiecza jesteśmy zdolni do wzbudzenia w sobie chociażby iskierki z duchowego żaru, który był właściwy dla tamtej epoki. Polska, gdzie chrześcijański duch wciąż mocno oddziałuje może stać się zaczątkiem konserwatywnej kontrrewolucji. Miejmy nadzieję, że Europa odnajdzie jeszcze kiedyś sens ludzkiego posłannictwa i chociaż w niewielkim stopniu zbliży się do tych ideałów, jakie wytyczyły nam pod tym względem wieki średnie.