WDZIĘCZNOŚĆ

- No wiesz, jak to jest. Tyle czasu mu poświęciłem, a on nic. Nawet mi nie podziękował. Po prostu zero wdzięczności… Czy ty mnie w ogóle słuchasz? Teraz akurat musisz gapić się na ogród? Serio?

Mama wyszła na werandę zwabiona odgłosem rozmowy. Bardzo zaciekawiło ją z kim gawędzi sobie jej najstarszy syn. Rozmówca był dość milczący. Słychać było tylko Mikołaja i skrzypienie huśtawki. No tak, nic dziwnego, że rozmówca małomówny skoro jest psem, zauważyła z rozbawieniem.

- Synku, jesteś zadowolony z tej rozmowy? Saba udzieliła ci jakiejś rady? – zapytała Iza i roześmiała się na widok miny syna. Wyglądał jak kot przyłapany na zlizywaniu śmietanki.

- Wiesz oczywiście, że z nami też da się pogadać? I obiecuję ci, że nie będziemy gapić się na ogród – żartowała mama.

- Oj, mamo, już przestań! Ja tylko tak… bo Saba, no wiesz, jest mądra, więc… - Mikołaj plątał się coraz bardziej.

- Już dobrze, synku, a tak na poważnie, to kto okazał ci zero wdzięczności?

- Marcin. Ma kłopoty z matematyką i pani tak wymownie patrzyła na nas, żeby ktoś zgłosił się do pomocy i porobił z nim trochę zadań. No i jakoś tak wyszło, że zlitowałem się nad nim. Dobrze pamiętam, jak kiedyś miałem problemy z ortografią i jak się wtedy czułem. Taki jakiś gorszy, więc pomyślałem, że Marcinowi pewnie też jest trudno. Siedziałem z nim ponad godzinę, nagadałem się za wszystkie czasy, a on nawet mi nie podziękował.

- Hm, to przykre. Ale niestety, tak czasem już jest. Wychodzimy ze skóry, żeby zrobić coś dobrego, a w zamian spotyka nas czarna niewdzięczność. Ale mam nadzieję, że to cię nie zniechęci i nadal będziesz pomagał innym, nawet jeśli spotka cię za to zero wdzięczności?

- No chyba! Aż tak bardzo się nie przejąłem, żeby…

- Co to jest zero dźwięczności? – zapytał Staś. Potargany i umorusany ziemią wynurzył się właśnie spod krzaka.

 - Zero dźwięczności? – mama powtórzyła z roztargnieniem, nie mogąc oderwać oczu od brudnej buzi Stasia. Próbowała znaleźć sensowne wyjaśnienie na obecność ziemi na twarzy. Niestety, uparcie wracała do niej straszna myśl, że synek tę ziemię …zjadł?

- Ha, ha! Chyba ci się coś pokręciło! Nie dźwięczność tylko wdzięczność! – zaśmiał się Mikołaj, jakoś nieprzejęty wyglądem braciszka. Iza ocknęła się i odważnie spytała:

- Synku, czemu masz ziemię na twarzy?

- Ziemię? Nic nie wiem. Ja tylko kopałem dziurę. Rączkami. A potem mrówki chodziły mi po buzi, więc musiałem je przepędzić. Też rączkami – łaskawie objaśnił chłopczyk.

- A dziura to po co? – zainteresował się Mikołaj.

- Dla Filemona, żeby mu nie było gorąco. Ale uciekł wściekły – poskarżył się Staś.

- No i masz odpowiedź. Zero to nic, czyli Filemon nic a nic nie był wdzięczny za tę dziurę, którą wykopałeś dla niego. To się nazywa zero wdzięczności. Rozumiesz, maluchu?

- Tylko nie maluchu! – oburzył się Staś. Nie mógł się zdecydować, czy obrazić się na Mikołaja, czy nie? Jednak wytłumaczył mu tę dźwięczność. Po namyśle postanowił zostać i posłuchać. Może znów usłyszy coś ciekawego? O, akurat babcia wraca z ogrodu. Widać było, że jest trochę zmęczona, ale uśmiechała się radośnie. Zdjęła rękawiczki i zaproponowała:

- Może zjemy lody? Jest tak ciepło i pięknie! – westchnęła z zachwytem.

- Dobry pomysł. Zaraz przyniosę. Ale mamo, prosiłam cię, żebyś zostawiła te chwasty dla mnie. Na gimnastykę w ogródku nadszedł czas dla nas: ciut młodszych i zdrowszych niż ty – zakończyła z uśmiechem Iza.

- Kochani, wiem, że możecie zająć się ogródkiem, ale pozwólcie mi trochę popracować. Jestem taka wdzięczna Panu Bogu, że mam jeszcze tyle siły i mogę zdziałać co nieco. A w wolnej chwili, takiej jak ta, podziwiać ten piękny świat.

- Nie świat, tylko ogród – Zosia nie mogła się powstrzymać, żeby nie poprawić babci, bo zamiłowanie do dokładności tego wymagało. Wszyscy się roześmieli, zupełnie jakby powiedziała coś śmiesznego. Wzruszyła ramionami, bo to dobra odpowiedź na wszystko.         I odkryła, że nadszedł czas na wyjaśnienia: po co jest wdzięczność? Po chwili już wiedziała. Babcia usiadła na ławie i odparła:

- Zosiu, Pan Bóg stworzył ten świat dla nas. Dał nam kolory, zapachy, kształty, abyśmy  podziwiali i byli wdzięczni za Jego troskę. Myślę, że Panu Bogu było żal odsyłać nas z raju, dlatego na pocieszenie podarował nam taką piękną ziemię. Pomyśl, Zosiu, skoro ziemia jest tak piękna, to jaki będzie raj?

- Przeprzepiękny –  oznajmił Staś, chociaż nikt go nie pytał.

- No właśnie. Trzeba być wdzięcznym, gdy spotyka nas coś dobrego od innych, bo w ten sposób pokazujemy, że doceniamy czyjś wysiłek i starania. Tym bardziej należy się wdzięczność Panu Bogu, bo nikt nigdy nie zrobił dla nas tyle, co On – zakończyła babcia wesołym głosem. Dlaczego więc miała łzy w oczach? Zosia westchnęła, nigdy nie zrozumie dorosłych. Na wszelki wypadek przytuliła się do babci, to powinno pomóc.